Ultras z plemienia Nawaho i border collie, który go uratował

Ponad rok temu Eli Neztsosie znalazł się 110 km od najbliższego miasta, prawie 60 km od najbliższej stacji benzynowej i 5 km  od swego konia, kiedy nad arizońską pustynią zapadły ciemności...

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Farmer i jego pies, Tractor, sprowadzali stado 25 krów na niziny na zimę. Ale szlak zrobił się za wąski, za ciężki. Nawet nawykły do trudnego terenu koń Eliego, Two Socks, mógł złamać nogę i wysłać ich obu na dno wąwozu. Eli zsiadł więc z konia i zostawił go na górze. Włączył latarkę i ruszył po zagubione kilka sztuk, nakazując Tractorowi, by prowadził. Wyrzucał sobie własne skąpstwo. Co zwykle dwóch ludzi robiło w dwa dni, on próbował zrobić sam w jeden. Zawsze był dumny z tego, że radzi sobie sam, ale to wyzwanie trochę zaczęło go przerastać.

Słońce zachodziło szybciej niż się spodziewał i robiło się coraz zimniej. Sprawdził baterię w telefonie – trzy procent. By dotrzeć do konia w tę bezksiężycową noc, farmer musiał skorzystać z umiejętności biegacza. Jego kowbojki ślizgały się na kamieniach, a dżinsy plątały nogi jak gumowe taśmy. Już po kilku minutach komórka padła i zrobiło się ciemno jak w...

Na pustyni złe rzeczy zdarzają się nocą. Jeśli coś nie żądli, nie kąsa lub nie gryzie, to znaczy, że nie żyje. No i jeszcze sam kanion: dziesiątki metrów pionowych skał i nikogo w pobliżu, kto mógłby przyjść z pomocą.

I znowu Eli wykorzystał talenty Tractora. Kiedy farmer zwolnił do marszu z powodu ciemności, border collie instynktownie wybierał drogę, co chwilę zawracając, by mieć pewność, że jego pan jest blisko. Pies widział, czego nie widzi Eli, czuł zapachy, o których człowiek nie ma pojęcia. Będąc w ruchu, Eli próbował nie stracić z oczu białej plamki na grzbiecie psa. Kiedy tak się stawało, kierował się za jego oddechem. Po półgodzinie dotarli z powrotem do konia, który mógł dowieźć Eliego do domu. Konie zawsze trafiają do domu, nawet po ciemku.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Dla wielu Nawahów, którzy są farmerami jak Eli, izolacja i niezależność to sposób na życie. Kiedy czegoś lub kogoś potrzebujesz, to znaczy że jesteś słaby. Ale Tractor zmienił to nastawienie w Elim. Na ranczu bez bieżącej wody i elektryczności, otoczonym wąwozami i kojotami, ten pięcioletni pies nadał życiu Nawaho nowy sens.

Pierwsze kroki

W lutym 2017 roku Eli wyczołgał się z łóżka, zmęczony po nieprzespanej nocy. Wypadek na motocyklu sześć lat wcześniej pozostawił po sobie drgawki. Lekarstwa pomagały, ale przy tym wprawiały Eliego w podły humor. Nie był przyzwyczajony do tego, by ktoś mówił mu, jak ma żyć. Wyszedł na spacer, licząc, że wiatr rozwieje zły nastrój. Dziś nie potrafi powiedzieć, dlaczego zaczął truchtać. Tractor przy nodze radował się nowym tempem, Eli również. Po raz pierwszy, od kiedy zaczął mieć drgawki, poczuł ulgę.

W kolejnych dniach Eli chciał coraz więcej: 5 mil, 7, potem 10. Zaledwie po 3 tygodniach biegania po kanionie z Tractorem zapisał się na półmaraton górski Monument Valley Ultra. W krótkich bojówkach, starych butach ze szkoły średniej i bólem w piszczelach miał zamiar pobiec na luzie, po to tylko, by sprawdzić swoją wytrzymałość. Oczywiście natura wojownika dała o sobie znać. Pędził, aż drętwiały mu nogi, tylko po to, by po chwili ruszać znów jak szalony. Ukończył bieg z czasem 2:13, wykończony, wypluty i... gotowy na więcej.

Ignorując ból w kościach, zapakował na swoją ciężarówkę wszystko, co niezbędne na kolejne zawody. Bez pieniędzy na hotele i wpisowe startował bez numeru. Na mecie z nikim nie gadał, tylko szybko wracał do samochodu. W nocy parkował przy hotelach, wyłączał światła, jadł kanapki z masłem orzechowym i dżemem; spał w samochodzie. W ciągu dnia dorabiał na podkuwaniu koni i spawaniu. I ruszał dalej. „Jeśli masz jakąś pasję, to musisz znaleźć sposób, by ją realizować, nieważne jak” – mówi Eli.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Osiem miesięcy po pierwszym biegu Eli zajął drugie miejsce w biegnącym głównie pod górę Escalante Canyons Half Marathon, z czasem 1:50. Dwa tygodnie później wystartował w pierwszym ultra, Naatsis’áán Trail 40-miler, i zajął w nim 13. miejsce. Po roku wrócił na Escalante i wygrał z czasem 1:37, a na Naatsis’áán (już na 50 km) był czwarty.

Później pojawił się na Little Colorado River Gorge 10K. Był w świetnej formie, ale niepewny swojej szybkości na tak krótkim dla niego dystansie. Na starcie przyglądał się biegaczom z college'ów. „Zmiażdżą mnie” – myślał. Na ostatnim zakręcie pędził w podskokach jak Tractor i skręcił nogę. Mimo to wyprzedził o połowę młodszego biegacza i ustanowił nowy rekord trasy. Zamiast celebrować zwycięstwo, po prostu wrócił do samochodu i przejechał 120 km na kolejny bieg – Kahtoola Agassiz Uphill. Trasa to 6 km z przewyższeniem 1000 metrów w górę, a potem ta sama droga w dół. Był drugi.

Bieganie pojawiło się w trudnym dla Eliego momencie i pozwalało mu dawać upust stresowi, w jakim żył. Problemem było nie tylko zdrowie. Eli cały czas próbował odnaleźć swoje miejsce po śmierci dziadka w 2016 roku. To on prowadził ranczo i jego odejście było ogromną stratą dla całej rodziny. Do tego doszły choroby zwierząt i straty w stadzie krów. Kto miał się tym wszystkim zająć? Chociaż do Eliego należało tylko 20% stada, to gdyby się zgodził, właśnie on przejąłby całą odpowiedzialność za ranczo.

Trzeźwy umysł

Navajo Mountain to wyglądająca jak mamut góra o wysokości ponad 3000 m nad poziomem morza. w samym środku rezerwatu Nawaho. U podnóża świętej góry znajduje się labirynt skał i wąwozów, który Eli nazywa swoim domem.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Jego rodzina żyje tu, polegając jedynie na sobie i tym, co wyhoduje, od połowy XIX wieku. Mieszka w tradycyjnym hogan, z jednym pomieszczeniem w środku, bez wody, elektryczności i łóżka. W zimie śpi z Tractorem na kanapie. Latem leżą pod gwiazdami, na samochodzie.

Eli próbował żyć poza rezerwatem. Przez trzy lata płacił co miesiąc 1400 dolarów za mieszkanie we Flagstaff. Wygoda to rzecz miła, ale nudna. Kiedy wrócił pod Navajo Mountain w 2011 roku, ranczo było w rozsypce. Krowy ważyły połowę tego, co normalnie. Choć dziadek dobiegał wtedy dziewięćdziesiątki, to nadal decydował o wszystkim. Eli chciał mocno się w to zaangażować, ale wkrótce to on potrzebował pomocy.

Nie pamięta, dokąd wtedy jechał na dirt bike'u i dlaczego nie założył kasku. Znalazła go przez przypadek jego siostra – nieprzytomnego, leżącego razem z powyginanym jak precel rowerem obok drogi. Konieczna była operacja, metalowa płytka w głowie i wprowadzenie w stan śpiączki. Lekarz powiedział rodzinie, że Eli już nigdy może nie być taki, jak kiedyś.

Wspomnienia z rekonwalescencji to seria bolesnych przebłysków: wózek, konieczność pomocy innych tylko po to, by stać, potem chodzik. Wielki dzień, kiedy był w stanie dotrzeć do mostka łączącego szpitalne budynki i z którego mógł popatrzeć na znajdujących się w dole ludzi, tak jak patrzył na mrówki na pustyni.

Kiedy Eli opuścił szpital, próbował pomagać na farmie, ale utrata pamięci krótkotrwałej komplikowała sprawę. Miał w niej luki i przez to bywał zagubiony. Walczy z tym do dziś. Po roku widać było stałe postępy, chociaż progres był powolny. I wtedy zaczęły się drgawki. Mimo niechęci Eliego, doktor zaczął leczyć go dużymi dawkami leków na epilepsję, powodującymi zaburzenia widzenia, zawroty głowy i depresję. Eli doświadczył wszystkiego. Kiedy lekarze chcieli dać mu antydepresanty, nie zgodził się.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Wielu Nawaho ma nie najlepsze zdanie o Big Pharma, uważając, że ta chemia nie wpływa dobrze na stan zdrowia psychicznego. Liczba samobójstw jest wśród Nawaho dwa razy wyższa niż średnia krajowa. Wielu zrzuca to na karb złego systemu opieki zdrowotnej, szczególnie psychiatrycznej, oraz właśnie antydepresantów. Są wrogami Hózhó.

Hózhó uważane jest za najważniejsze słowo w języku Nawaho. Jest też właściwie nieprzetłumaczalne. Nawaho opisują Hózhó jako uczucie, które się pojawia, gdy patrzysz na 1000-letnie rysunki na skale twoich przodków albo wpatrujesz się w enigmatyczną Drogę Mleczną, z której przyszedłeś i na którą musisz wrócić. Czuć Hózhó to łączyć się z tym wszystkim. Dla Eliego oznaczało to zachowanie trzeźwego umysłu.

Psi strażnik

Pięć lat po wypadku Eli nadal zmaga się z codziennością. Praca przy kładzeniu rur w okolicach Cortez w Colorado dawała dobre pieniądze i fajnie było znowu pracować. Ale, jak wszędzie, problemy powodowała polityka, ego, nepotyzm. Po wypadku nie potrafił radzić sobie z tym bagienkiem tak jak wcześniej.

Jego babcia mawiała, że niektórzy żyją tylko po to, by egzystować. Pasowało to do niego teraz idealnie. Dlatego zrezygnował z tej roboty i zatrudnił się w sklepie z nasionami. Tam zabaczył ogłoszenie o szczeniakach border collie po 150 dolarów, w świetnej cenie jak na tę rasę. Sprzedawcą okazał się jakiś dzieciak. Miał już tylko jednego szczeniaka, który nazywał się Tractor. Mimo przeświadczenia wpajanego od dzieciństwa, że kupowania psa to strata pieniędzy, Eli nabył szczeniaka i wrócił do domu.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Na ranczo czteromiesięczny pies musiał zapracować na swoje miejsce i szacunek krów. Te natychmiast wzięły go w obroty. Tractor wirował, latał i uciekał przed ich rogami. Poprzednie psy Eliego nie miały tyle szczęścia. On sam ma bliznę od rogu na policzku. Okazało się, że Tractor doskonale rozumie komendy Eliego. W lewo. W prawo. Goń. Pies był w stanie pognać stado w takim kierunku, w jakim chciał Eli. „Nie musiałem go szkolić. Dokładnie wie, czego chcę. To najlepszy pies pasterski, jakiego dotąd widziałem” – mówi Eli.

Wcześniej Eli nie przyznawał się do depresji. Wyrósł wśród ludzi, którzy nie cackają się ze sobą. Nawaho przeżyli ludobójstwo, choroby, skażenie uranem, i to wszystko w izolacji na surowej pusytni. Był silny, ale nawet on nie potrafił poradzić sobie z depresją bez lekarstw. Pomógł mu w tym dopiero Tractor. Energia psa była zaraźliwa; był nie do zajechania, ciekawy wszystkiego, chętny do wszystkiego i lojalny. I był idealnym biegowym partnerem dla swego pana.

Gdziekolwiek jechali, zabierali ze sobą biegowy sprzęt, by móc wyruszyć na trasę, jeśli naszła ich na to ochota. Dzięki tej relacji zrozumiał, że ma do zrobienia parę rzeczy na tym świecie i w 2017 roku przejął obowiązki dziadka jako szefa na ranczo.

Nawaho wierzą, że psy są strażnikami, wysłanymi, by nas uczyć i być z nami, kiedy tego potrzebujemy. Jeśli nić porozumienia między człowiekiem a zwierzęciem się zawiązuje, to nigdy się już nie przerywa, nawet po śmierci.

Otwarcie duszy

Była dopiero 7 rano, ale już było ciepło na starcie 2020 Babbitt’s Backyard Ultra. Pagórkowata trasa biegła po pętli o długości 6,7 km. Pandemia poszatkowała biegowy kalendarz, ale atmosfera była bardzo radosna. Dla Eliego to było pierwsze ultra i pierwszy raz bieg rozgrywany w systemie biegu po pętli, którą trzeba pokonać w mniej niż godzinę i biec do czasu, aż zostanie tylko jedna osoba na trasie.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Eli nie miał supportu i całe jedzenie targał na plecach. Nie zamierzał biec długo, ale o świcie nadal był na trasie. Po 80 km migało na niej jeszcze 6 czołówek. Dwie pętle później jedna odpadła. Po następnej pętli kolejnych dwoje biegaczy nie ruszyło dalej na trasę. Została trójka. Po 114 km na pętlę wyruszyła już tylko dwójka, w tym Eli. Zaczął 19. okrążenie, ale kontuzja kostki go zastopowała. Powiedział liderowi, by leciał dalej, a sam pokuśtykał do linii startu i mety.

Gratulacje od innych biegaczy odbierał razem z odpowiednim prezentem dla ultrasa, czyli puszką piwa. To był jego najdłuższy bieg, ponad 120 km – zajął drugie miejsce i dostał lampki do trailowego biegania Kogalla. Przy ognisku w ciszy cieszył się tym wszystkim. 18 godzin biegu odcisnęło na nim piętno.

Na początku biegł swoim tempem, nie przyłączając się do żadnej z grup. Z czasem dołączył do liderów. Zwykle czuł się wyobcowany poza rezerwatem, ale te długie godziny wspólnego biegu, wspólnego cierpienia sprawiły, że ranczer, który zawsze wolał robić rzeczy w pojedynkę, wydawał się cieszyć tą wspólnotą.

Zawsze do przodu

Zimowe słońce wstaje nad Navajo Mountain. Tractor zna rytm poranka – dopiero po śniadaniu ruszą na trasę.

Eli czuje się świetnie. Z 15-litrowym plecakiem pełnym batonów z granoli i jedzenia dla niemowlaków nadaje tempo, a Tractor nawiguje z nosem przy ziemi. Zna każdy skrawek tej trasy lepiej niż jakikolwiek zegarek z GPS.

Ultras z plemenia Nawaho i border collie, który go uratował Shaun Price
fot. Shaun Price

Psia energia popycha biegacza naprzód. Kiedy wrócą wieczorem do domu, na liczniku będą mieli ponad 83 km. Tractor ma siły na więcej. Są razem już 5 lat. Border collie nadal ma energię szczeniaka, chociaż Eli wie, że to już w pełni ukształtowany pies.

Eli chciałby, by jego przodkowie go teraz widzieli. Zobaczyli, ile zmienił na ranczo: jest zbiornik na wodę, dorodne stada, nowoczesne sprzęty. W 2020 roku i tu dotarła elektryczność. Eli odnawia stary budynek, zbudowany jeszcze przez dziadka. Miał w zamyśle być domem, stał się letnim domkiem campingowym. Kiedy skończy, Eli ma zamiar zamieszkać w nim na stałe.

Eli mówi, że wrócił do zdrowia w jakichś 80-90%. Nadal miewa luki w pamięci i próbuje brać każdy dzień takim, jaki jest. To jako farmer. Jako biegacz nadal nie jest w 100% pewien, czego chce. Dla kogoś wychowanego w kulturze Nawaho, w której siła kryje się w cieniu Navajo Mountain, udział w zawodach, które są bramą do szerokiego świata, niekoniecznie jest tym, czego Eli chce być częścią. Mimo to nadal się na nie zapisuje. Często w ostatnim momencie, nadal z niepewnością co do swej siły i wytrzymałości, którą rozwiewa w czasie biegu. W kwietniu wystartował w Born to Run na 60 mil i zajął w nim 11. miejsce. Tydzień później pobiegł swój pierwszy bieg na dystansie 160 km – Salt Flats Endurance Run, który ukończył w środku stawki.

Nawet jeśli Eli niechętnie decyduje się na ultramaraton wcześniej niż tydzień przed startem, to nie ma wątpliwości, jak dalej postępować z ranczo. A Tractora uważa za członka plemienia Nawaho. Razem rozumieją się bez słów i biegają każdego ranka, pozdrawiając przy tym święte duchy na pustyni.

RW 01-02/2022

REKLAMA
}