Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Ustały upały [felieton Jacka Fedorowicza]

We wrześniu upały wreszcie się skończyły, a wraz z nimi koszmar XXI wieku – klimatyzacja. NIENAWIDZĘ KLIMATYZACJI!!! I dziś spróbuję to uczucie uzasadnić.

Od kilku dekad chwalę się dobrym zdrowiem i podkreślam, że mam je dzięki bieganiu. Niestraszne mi bieganie w byle czym po mrozie, w przemoczonych butach po śniegu, nie łapię kataru ani bólu gardła. Za czapkę w zimie robią mi nauszniki, no chyba że się zbliżamy do minus dwudziestu.

Ale niestety: przychodzi lato, a wraz z nim przeklęta klimatyzacja, która mnie załatwia natychmiast. Ja, zdrów przez całą zimę, w lecie nic tylko kicham i kaszlę, bo przed klimatyzacją nie ma ucieczki: trzeba czasem wsiąść do autobusu czy wejść do sklepu spożywczego. W pracy też to mam. Podczas spektakli w nowoczesnych salach teatralnych, w świeżo uklimatyzowanych domach kultury chrypnę, kicham albo siąkam nosem, co jest szczególnie nieprzyjemne, gdy mam łeb omotany nowoczesnym mikrofonem „nagłownym”, przytwierdzonym w stałej odległości czterech centymetrów od nosa, i nie ma ludzkiej siły, żeby siąknąć dyskretnie. W ostatnich rzędach słychać, jakby piorun strzelił. W typowym domu kultury jeszcze jakieś 20 lat temu mogło podczas przedstawienia kapać z sufitu, można było się zapaść przez dziurę w scenie (raz mi się zdarzyło), ale nie było mowy o chorobach klimatyzacyjnych.

Nie jestem szczególnie odporny na upały. Nawet powiem, że przeciwnie – wieloletnie doświadczenie uczy jednak, że organizm ludzki jest bardzo mądrze urządzony i ma wspaniałe możliwości przystosowawcze. Przyzwyczaja się w zimie do zimy, w lecie do lata. Pod koniec ubiegłego wieku zdarzyła mi się podróż do Australii. Tam pytałem świeżych emigrantów, opozycjonistów lat 80., jak sobie dają radę w tym potwornie gorącym kraju. Wszyscy odpowiadali, że to kwestia dwóch, trzech lat – organizm się przyzwyczaja, krew się rozrzedza czy coś tam takiego się dzieje i daje się żyć.

W mniejszej skali odczuwam to w Polsce w lecie i myślę, że podobnie czują wszyscy biegający. Może moje obserwacje są niepełne, na pewno niefachowe, ale uważam, że kto od lat biega, ten się przystosowuje i nie rezygnuje z biegania w lecie. Przecież wielu z nas nawet ściga się w upał. Czasem, owszem, wydaje się, że dziś to nawet kilku kroków się nie przebiegnie, ale wypijamy sobie trochę wody, ruszamy, po chwili mamy tę wodę na skórze i ta woda na skórze, zwłaszcza jak powieje choćby leciutki wiaterek, jest wspaniałą klimatyzacją. No, tylko nie daj Boże po biegu wejść do spożywczego…

W tej Australii oczywiście też mieli klimatyzację. Ale umieli ją nastawiać nie na pełen regulator, tylko tak, aby nie dręczyć zimnem organizmów już przystosowanych do życia w upale. W Polsce niestety wciąż daje znać o sobie dziecięca radość z nowej zabawki. Mamy klimę? No to ją nastawimy na najzimniej, jak się da. A co będziemy sobie żałować osiągnięć cywilizacji po latach komunizmu! I skutek jest taki, że człowiek, wybierając się w gorący dzień do kina, musi pamiętać, żeby wziąć ze sobą sweter. To chore!

Zdarzyło mi się podczas fali upałów jechać do Poznania expressem „berlińskim”. Było plus 37, więc wybrałem się w samym T-shircie. Pociąg rusza i stopniowo robi się mróz. Wszyscy dygocą, a w całym pociągu ani szczelinki, żeby chociaż trochę ciepła wpadło. Żeby chociaż koce dawali! Albo żeby w restauracyjnym usunęli stoliki i wylali wodę – człowiek by się poślizgał, bałwana ulepił, rozgrzał jakoś. Nic w całym PKP nie działa, tylko klimatyzacja akurat musi. Czy gdybym nie jechał klimatyzowanym, byłoby lepiej? To, niestety, nie jest takie pewne, bo współpasażerowie mogliby nie dać pootwierać okien.

Polacy są wyjątkowo dzielnym narodem, ale tak jak Achilles miał swój słaby punkt – piętę, tak Polacy mają przeciąg. Polak nie boi się powstań, konspiracji, ale otworzyć mu okno, to natychmiast krzyknie: „Jezus, Maria – przeciąg!”. „Niech pan tam nie stoi, bo pana zawieje!”. Strach przed przeciągiem nie ma przy tym nic wspólnego z temperaturą. Na dworze może być znacznie cieplej niż we wnętrzu, wystarczy fakt, że powietrze się ruszy. Wtedy staje się groźne. Polak toleruje tylko powietrze nieruchome. Powietrze ruchome Polaka zabija. Stąd modlitwa: od powietrza, ognia i wojny uchowaj nas, Panie.

Charakterystyczne, że w Polsce – jak człowiek się zatacza, bełkocze, przewraca – to mówi się, że jest zawiany. Polacy są przekonani, że alkohol nie mógłby tak człowiekowi zaszkodzić. Nie, to przeciąg. Zawiało go...

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze wrzesień 2015.

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij