[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
5.0

Vegenerat: biegacz, kucharz, literat

Co zrobić, by smutnego, zapuszczonego, zmęczonego życiem żołnierza zamienić w sportowca i literata z dwiema książkami na koncie? Wyjść z domu i zacząć biegać! Tak właśnie postąpił Przemek Ignaszewski - facet, znany dzisiaj jako Vegenerat, który przeszedł naprawdę gruntowną metamorfozę i który wie, że warto się trochę wysilić, aby zmienić swoje przyzwyczajenia.

Vegenerat: biegacz, kucharz, literat Moja propozycja to nie dieta, bo dieta to coś przejściowego. To jest zupełna zmiana stylu życia przez sport i dobre jedzenie - wyjaśnia Przemek "Vegenerat" Ignaszewski. (fot. Tomasz Osiński)

Zawsze był okrągły. Swoje najmłodsze lata wspomina tak: „Od kiedy pamiętam, moje ciało nigdy nie mieściło się w ramach lustra, a poruszając się po chodniku, pozostawiałem ślady w postaci pęknięć na płytkach. W pewnym momencie zacząłem się obawiać, że zgłosi się do mnie zarząd dróg, bym zapłacił za zniszczenia, ale na szczęście do tego nie doszło”.

Pęknięcia w betonie mogły zostawać po nim, gdy przekroczył trzydziestkę i ważył 135 kilogramów. Zanim osiągnął ten rezultat, próbował schudnąć. Machał hantlami w domu, chodził na siłownię, ale ćwiczenia popijał piwem, zagryzał pizzą i golonką. Robił się więc tylko bardziej majestatyczny – nie chudł wcale. Dopiero kiedy jeden z kolegów zauważył, że gdy Przemek wsiada do auta, cały wóz przechyla się na jego stronę, dotarło do chłopa, że przesadził.

Ubrał się w gruby dres i wyszedł na pierwsze cztery kilometry. Po biegu niemal stracił przytomność z bólu… Ale i z euforii. Z wagi spadł niemal kilogram. Wiedział, że to woda, ale i tak podziałało. No, a potem potoczyło się już tak jak w przypadku większości z nas. Kolejne kilometry, pierwsze starty, wyniki i po drodze ważna refleksja, że bez diety nie uda się osiągnąć w sporcie niczego.

Przygoda przerodziła się w pasję biegowo-kulinarną. Przemek przebiegł 100 kilometrów, potem 100 mil, a potem zapytał samego siebie, co dalej. Napisał wtedy list do naszej redakcji, aby zmotywować innych swoim przykładem i nadać rozgłos akcji charytatywnej na rzecze swojej siostrzenicy "Tort urodzinowy dla Gosi" i doszedł do wniosku, że skoro biega ultramaratony, to trzeba zrobić takie zdrowotne ultra na talerzu.

„Wpadłem na pomysł, żeby odstawić mięso na trzydzieści dni. Chciałem zobaczyć, jak się z tym poczuję. A że bez mięsa trzeba się nakombinować, więc stanąłem do garów. Zawsze to lubiłem, bo sporo czasu spędzałem w kuchni z mamą. Wtedy jednak, za dzieciaka, dlatego, że chciałem wrzucić w siebie jak najwięcej cukru i tłuszczu. Tym razem było inaczej: chciałem jeść zdrowo” – opowiada Vegenerat.

No i się udało. Okazało się, że nie jedząc mięsa, da się przebiec setkę, i to w znacznie lepszym stylu. Przemek wpadł jak śliwka w kompot i zaczął namiętnie gotować. Zrewolucjonizował swoje życie kulinarnie i przeszedł na dietę bezmięsną zupełnie.

REKLAMA

REKLAMA

Vegenerat: biegacz, kucharz, literat Vegenerat "przed" i "po". W przypadku Przemka jest się czym pochwalić. Teraz, a nie wtedy! (fot. archiwum prywatne)

„Tego, co proponuję, nie nazywam jednak dietą. Dieta kojarzy się z czymś krótkotrwałym, przejściowym. Z czymś, co wymaga od nas wyrzeczeń. Moje przepisy to kulinarna przygoda, spotkanie ze smakami, których większość z nas nie zna. To jest świetna zabawa i lepsze samopoczucie. To też szybsza regeneracja. Po krótkim odpoczynku jestem gotowy do kolejnego biegu” – zapewnia Vegenerat.

SOS i Ogórkowy Szał

Przemek nie tylko gotuje, ale dzieli się swoimi kulinarno-biegowymi doświadczeniami z innymi. Napisał już dwie książki. Pierwszą, czyli „Vegenerata sposób na zdrowie. Biegaj, gotuj, chudnij”, i drugą, najnowszą: „Vegenerata bieg przez kuchnię, czyli szalone menu ultramaratończyka”. To zbiór przepisów na bezmięsne dania.

Całą opowieść otwierają takie słowa: „Nie poddaję się nowym trendom ani im nie przyklaskuję jak dzierlatka na widok nowej torebki z kolekcji Louisa Vuittona. […]. Swoją postawą chcę pokazać, że nie trzeba wprowadzać reżimu żywieniowego i biegać z kalkulatorem po kuchni. Zarówno w odniesieniu do biegania, jak i jedzenia należy zachować dystans. Dzięki temu będziemy również świetnie się bawić”.

Książka dzieli się na trzy podstawowe części. Pierwsza z nich to dania, które należy jeść przed treningiem, druga w trakcie, a trzecia po. I tak przed biegiem serwuje nam autor takie oto przepisy: Bezwstydna, Senna euforia, Konfrontacja, Ogórkowy szał, Warzywne śniadanie, SOS, Wyjście awaryjne, Redukcja sąsiadki.

W trakcie Vegenerat zachęca, by przygotować sobie: Lukę myślową, Waleczne serce, Biegową wizję, Dziecięcy lament czy Herbaciane zauroczenie. A po treningu, już na spokojnie, można zjeść: Biust, Gościa z zagranicy, Karton w marynacie, Potreningowy sztos, Pewniaka, Imprezę, Królową zup.

Te wdzięcznie brzmiące hasła to w zasadzie raczej tytuły opowiastek, które towarzyszą przepisom, bo Bezwstydna to na przykład piwne risotto z brukselką. A skąd ten tytuł? Zrozumie każdy, kto przeczyta otwierającą przepis historyjkę. Oto jej fragment:

„Wystarczyło kilka godzin nieobecności, a w kuchni zastałem na wpół rozebraną Brukselkę, która postanowiła się zabawić i dobierała się do Piwa. Czort wie, jak to jest z tym złotym napojem, trudno określić jego płeć, ale nie zamierza- łem ingerować w preferencje zielonej koleżanki. […] Nie zamierzałem im przeszkadzać. Widząc zadowolenie obydwu stron, postanowiłem sypnąć im ryżem na szczęście”.

REKLAMA

Vegenerat: biegacz, kucharz, literat Zastanów się, czy chcesz przeczytać książkę tego pozytywnego wariata. Może radykalnie zmienić Twoje mięsne życie! (fot. Tomasz Osiński)

Dla kanapowych wyczynowców

Tak oto, właśnie dzięki bieganiu, Przemek "Vegenerat" Ignaszewski odnalazł inne swoje pasje: gotowanie i pisanie. Bo o tym, że potrafi opowiedzieć swoje kuchenne przygody, łatwo się przekonać. Tak na przykład zapowiada autor Kopytka ze szczawiowym pesto:

„Od soboty w ręczniku papierowym na lodówkowej półce czekał na swoją kolej skwaszony typ, znany w półświatku kulinarnym jako Szczaw. Nie będę wypisywał bzdur przepełnionych wodotryskiem, że uwielbiam tę roślinę i zajadam się nią przy każdej okazji. Szczerze mówiąc, nie przeżyłem z nim jeszcze żadnej przygody, przy której bym się rozpłynął w morzu zachwytu”.

A tak inne danie: „Zamknąłem drzwi lodówki i ślepo sięgnąłem dłonią do szuflady. Postanowiłem, że pierwsze opakowanie, które wpadnie mi w rękę, będzie głównym składnikiem mojego śniadania. Traf chciał, że najpierw wymacałem kaszę jaglaną. Boję się pomyśleć, co by się stało, gdybym przesunął dłoń lekko w prawo, gdzie stała cuchnąca sól kala namak”.

Cóż powstało? Wyjaśni się na jednej ze stron. Bo to lektura, która powstała właśnie dla was. Dla tych, którzy szukają sposobu na kulinarną odmianę. Na to, żeby biegać, żeby chudnąć, lepiej się czuć. Mogą po nią sięgnąć zarówno ci, którzy już zaczęli poszukiwania, jak i ci, których jeszcze czeka ten pierwszy krok.

„W lekturze mojej książki odnajdą się zarówno wyczynowi wyciskacze dziury w kanapie, jak i zapaleni maratończycy. Zazwyczaj jednak przekonują się do niej ci, którzy jeszcze nie próbowali porzucić mięsa. Jestem bardzo mile zaskoczony, gdy na warsztatach kulinarnych, które prowadzę, pojawiają się tylko takie osoby” – opowiada Vegenerat.

A to oznacza, że potrzebna nam alternatywa. Przemek już wie, że pokazywanie smacznych sposobów na jedzenie bez mięsa robi znacznie lepszą robotę niż epatowanie filmami z rzeźni.

Zobacz także:

RW 05-06/2018

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij