W świecie technologii (felieton z cyklu Okiem biegaczki)

Kiedy od mojego pierwszego zegarka biegowego odpadła bransoleta, pomyślałam, że czas na coś, co ma więcej funkcji niż stoper i światełko. I kupiłam coś, co pewnie obraziłoby się, gdyby usłyszało, że nazywam to zegarkiem.

felieton Emilii Iwanickiej-Pałki z cyklu Prisma
rys. Prisma

Przed decyzją o zmianie sprzętu długo biłam się z myślami, bo bransoletka dała się przykleić na klej z kiosku, a bateria (mimo 5 lat używania!) nadal działała. Przy okazji dokładniej przyjrzałam się technologiom, które nas otaczają. I okazało się, że nawet w toalecie nie jesteśmy wolni od coraz przemyślniejszych efektów sprytu inżynierskiego (chociaż może raczej marketingowego). Naprawdę zdumiało mnie, kiedy na papierze toaletowym przeczytałam, że w jego produkcji zastosowano specjalną technologię (i tu na opakowaniu pada poważna nazwa) umożliwiającą… łatwiejsze rozpoczynanie nowej rolki.

REKLAMA

Jeszcze ciekawiej jest w świecie biegowym. Bo tu technologia zagląda już nawet w... spodenki. Zagląda, a tam specjalny czujnik, który na bieżąco monitoruje stan Twojej kondycji i za pomocą sygnałów dźwiękowych podpowiada, jak poprawić formę. Mało tego! Można się też uzbroić w spodenki mierzące rotację miednicy! Albo bluzę wyposażoną w światełka, które nie tylko informują innych o tym, że jesteśmy na trasie, ale nam wysyłają sygnały na temat tempa biegu. Do tego jeszcze tylko czapka z wbudowanymi słuchawkami, łączącymi się bezprzewodowo ze sprzętem grającym, i możemy umawiać się na trucht nawet z Robocopem.

Skoro więc świat tak przyspieszył, to uznałam, że czas i na mnie. Szczęśliwie rozsądek trzymał mnie w bardzo konkretnym przedziale cenowym. Kupiłam. I co się zmieniło? Ach, niemal wszystko. Różnicę widać już na początku każdego wyjścia na trening, bo – jak nigdy – sumiennie się rozgrzewam. W końcu co innego mam robić, kiedy zegarek łapie sygnał GPS? Czasem trwa to dłużej, czasem krócej (zupełnie, jakby miał humory), ale jednak. A skoro już tak czekam, to wymachuję.

Okazało się, że moje wytarte szlaki w rzeczywistości są odrobinę dłuższe niż szacowałam, mam zatem w nogach (nieznacznie, ale jednak) więcej kilometrów. Zaczęłam uważniej kontrolować tempo. Bo oto okazało się, że nawet o kilkanaście sekund na kilometr potrafiłam „przyspieszyć”, kiedy szacowanie tempa odbywało się tylko w mojej głowie. Dane z zegarka sprowadziły mnie na ziemię.

Jeśli zaś chodzi o technologie, motywację i bieganie, to wpadłam na znacznie lepszy pomysł. Marzy mi się odtwarzacz MP3 napędzany siłą ludzkich mięśni. Biegniesz – gra muzyka! Zwalniasz – przypominają Ci się lata młodości i walkmanów, które wciągały kasety magnetofonowe, tworząc jedyny w swoim rodzaju efekt spowolnienia dźwięku. Czuję, że funkcja mobilizująca takiego urządzenia mogłaby się okazać bezcenna. Jeśli ktoś to opatentuje, proszę przynajmniej o egzemplarz testowy.

Zaawansowane technologie czasem pomagają, ale czasem przerażają. Mamy już inteligentne kremy i myślące mikrogranulki w proszkach do prania. Zastosowane tam technologie to chyba wstęp do sterowania kosmosem z domowego zacisza.

RW 06/2016

Zobacz również:
Stara zasada mówi, że aby szybko biegać, trzeba szybko trenować. Tyle tylko, że w tej zasadzie nie jest powiedziane, ile tego szybkiego trenowania powinno być. Okazuje się, że wystarczy 20%. Jeśli więc ciągle zwiększasz tempo na treningach, by wybiegać życiówkę, to lepiej wciśnij hamulec - może się okazać, że to wolniejsze bieganie na większości treningów da Ci upragniony rekord. Poznaj reguły biegania 80/20, które nawet zawodowym biegaczom pomagają odnosić sukcesy.
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA