Pańczak, Szopa i Mej, czyli bohaterowie ostatnich minut

Są na trasie prawie 6 godzin – najdłużej ze wszystkich uczestników. Ale nie poddają się i być może to ich cechuje największy hart ducha wśród maratończyków. Poznaj historie trojga najwytrwalszych maratończyków w Polsce - Marii Pańczak, Leszka Szopy i Pawła Meja.

Bohaterowie ostatnich minut Jacek Heliasz
fot. Jacek Heliasz

Leszek Szopa - jedyny taki Everyman

Ostatni będą pierwszymi? Leszek Szopa nie jest tego taki pewien. Ale głowę da, że jeśli on biega, to wszyscy mogą. Tak mówi facet, który przez ostatnie dwa lata na Silesia Maraton zajmował ostatnie miejsce. Robił to służbowo – na zlecenie zbierał prawie martwe już ciała.

Sam ciało ma okazałe. Na tyle, że gdy kolega ratownik spotyka go na basenie w slipach, to bierze się pod boki i kręci głową: „Leszek, ja wiem, że ty biegasz maratony, ale ja ciągle nie mogę w to uwierzyć”. „Nigdy nie byłem specjalnie chudy, ale nigdy też nie byłem specjalnie gruby” – mówi o sobie maratończyk ze wsi Podolsze, człowiek w opasce na bujną czuprynę i koszulce promującej dawstwo szpiku.

Leszek Szopa, życiówka w maratonie: 4:56.Inna reguła z życia tego biegacza brzmi: jeśli maraton jest duży, masowy, to Leszek jest ostatni służbowo, a jak mały – dla wybieganych zapaleńców – to zamyka stawkę już nie z wyboru. Myliłby się jednak ten, kto myślałby, że Leszek Szopa to ospały miś. Nawet w pracy – a jest księgowym w izbie wytrzeźwień – cały czas wierci się w krześle. Mało też śpi. Od poniedziałku wstaje przed świtem. Tak wcześnie, że snu wystarcza mu tylko do czwartku i od piątku dochodzą popołudniowe drzemki. Leszek trzyma też dietę. To znaczy bardzo się stara, ale w poprzek tej drogi staje mu ukochane piwo. 26 maja 2000 roku o godzinie 10 Leszek Szopa zapalił ostatniego papierosa. Nie płakał, ale ćmił go całą wieczność. Musiał rzucić, bo palił 50 dziennie.

Chciał uratować brata

Teraz 60-letni Leszek nie pali, a biega. Zaczęło się ponad 10 lat temu od przebieżek z dziećmi dla kondycji. A to dlatego, że jak szli całą rodziną w góry, to coraz częściej padało lekceważące: „Ej tam, zaczekajcie na tatę!”. Pierwszy start zaliczył w biegu sylwestrowym w 2006 roku. Nie był ostatni i nie było tak źle. W kolejnym roku przebiegł kilka następnych.

A potem w 2008 roku zachorował mu na raka brat i wtedy Leszek Szopa pomyślał, że jak przebiegnie maraton, to brat przeżyje. Biegł nawet specjalnie zachowawczo, żeby tylko dolecieć do mety. No i dobiec się udało, ale brata uratować już nie. Ale miłość do królewskiego dystansu w Leszku Szopie została: fascynacja wolnością, radością i zdrowiem, a nie wynikami. Bo co z tego, że czasem policjanci, którzy zamykają bieg radiowozem, 6 godzin skrobią zderzakiem Leszkowe pięty?

Co z tego, że już po wszystkim podchodzą do niego i wyznają: „Chcieliśmy robić zakłady, czy pan dobiegnie, ale nikt nie chciał obstawić, że tak”? Co z tego, że raz na maratonie zgubił trasę, a znudzona ekipa wozu technicznego nawet nie zauważyła, że pobiegł Bóg wie gdzie? Co z tego, że szukał mety na słuch, bo facet przez megafon coś tam jeszcze gadał do resztek kibiców? Co z tego? Nic. Bo nie chodzi o to, czy ktoś jest pierwszy, czy ostatni, ale o to, że w ogóle na biegu jest.

Po chorobach ani śladu

Chodzi o to, że Leszka wszyscy znają i lubią, że Leszek przez to bieganie lubi sam siebie i nie jest mu ze światem źle. Że dziewczyna, którą w zeszłym roku dociągnął na maratonie do końca za rękę, do dziś do niego dzwoni – ot tak, po prostu pogadać. No i kolega, który organizuje maraton na swoje urodziny, nie wyobraża sobie całej imprezy bez dobrodusznego brodacza i szantażuje: „No co ty, Leszek, u mnie nie pobiegniesz!?”.

Chodzi też o to, że sporo Kenijczyków już wie, kto to jest ten facet z brzuszkiem i w opasce na głowie. Że te charty kiwają mu głową na zwykłe „cześć”. No i o to, że choć Leszek ma sześćdziesiąt lat, to jeszcze drzemie w nim mnóstwo sił, żeby kolejny raz powalczyć z Biegiem Rzeźnika, którego do dziś, mimo trzech prób, nie pokonał. Chodzi o to, że choć ma już na koncie koronę maratonów polskich, to planuje jeszcze pobiec coś na 4.20!

„Czasem mnie znajomy pyta: »Jaką ty, Leszek, musisz mieć wielką odporność psychiczną, że ciągle w ogonie, że gdzieś tam na końcu, a dalej biegasz?« – opowiada. – A to przecież nie wstyd. Dlaczego? Bo właśnie tam na końcu trwa największa walka. Pamiętam, jak na bardzo trudny półmaraton w Sobótce przyjechała kiedyś duża grupa nie za bardzo przygotowanych żołnierzy. To była walka o przetrwanie od pierwszego do ostatniego metra. Trzeba było zobaczyć ich twarze. To był sport!” – wspomina.

Przeszkody to naturalna w życiu sprawa. Leszek miał już wielokrotne złamanie ręki – pośliznął się w górach i spadł. Dwa razy boreliozę, którą antybiotyki zabijały razem z ochotą do biegania. No i zaćmę tak poważną, że sąsiadki zamieniały się w bezkształtne masy i skarżyły żonie, że Leszek zdziczał, bo nie mówi im „dzień dobry”. Wszystko nic, wszystko przeszło – zapomniał o operacjach i została pogoda ducha oraz chęć, by włożyć na nogi zbiegane adidasy.

O ostatnie miejsce potrafi walczyć

Bo Leszek – mimo że często na biegach bywa ostatni – potrafi walczyć o to, czego chce. No choćby o tę ostatnią lokatę, bo i na nią czasem chrapkę ma dwóch. Tak było w 2012 roku na Silesia Maraton, na którym otrzymał zaszczytny tytuł najdłużej przebywającego na trasie zawodnika w historii całego biegu.

Właśnie wtedy ostatni postanowił być też jak zwykle szalony Paweł Mej. Nie reagował na wezwania i specjalnie się wlókł. Starszy i doświadczony Leszek wziął go na sposób i młode kibicki, które zachęciły Pawła do triumfalnego sprintu na metę. Bosonogi biegacz poszedł rysią, a Leszek mógł się spokojnie zameldować na końcu. Służbowo, oczywiście. Tak jak w roku 2013. Bo już w 2011 roku to się Mejowi udało, a Leszek Szopa był, cholera, przedostatni.

1 2 3
STRONA 2 z 3
Zobacz również:
Przez 30 dni biegać przez co najmniej kwadrans każdego dnia - do takiego wyzwania zapraszamy wszystkich Czytelników Runner's World. Przyłącz się do akcji #RWBiegamCodziennie już dzisiaj i regularnie dawaj nam znać na naszym fanpage'u, jak Ci idzie!
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA