[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Węglowodany i amulety [felieton Jacka Fedorowicza]

Jeżeli bieg odbywa się w niedzielę, misterium przedstartowe zaczyna się w piątek... O ściśle określonej godzinie, bo jeżeli – dla przykładu – start ma nastąpić w niedzielę o 11.00, to najpóźniej o 10.30 w piątek zaczyna się ostatni treningowy bieg przedstartowy. Truchcik raczej, ale z dwoma przyspieszeniami w trakcie. Dlaczego tylko takie lekkie bieganko? Bo Jerzy Skarżyński w swej książce poucza, że na 2 dni przed startem poprawić nie można już nic, za to zepsuć, owszem, sporo. A dlaczego z 2 przyspieszeniami? Bo profesor Jacek Gardener twierdzi, że tego dnia trzeba – jak to określa – „przedmuchać płuca” przy pomocy kilku (u mnie dwóch, żeby nie przesadzić – patrz: Skarżyński) krótkich przebieżek.

Obu panom wierzę. Wierzę również tym, którzy w RW twierdzą, że czas regeneracji mięśni to 48 godzin. Stąd taki rozkład zajęć w piątek: 10.30 – początek poruszania się krokiem zbliżonym do biegowego przez 30 minut, żeby się nie zmęczyć, ale żeby organizm zauważył, że biegnie, i punkt 11.00 – koniec. Do startu 48 godzin: regenerujcie się mięśnie i bądźcie gotowe w niedzielę na 11. A jeżeli coś się zdarzy? W piątek o 10.30 będę miał coś do załatwienia, praca jakaś wypadnie pilna? Wtedy bieg kończy się – powiedzmy – o 14.30, z 48 h robi się 44 i pół. Koniec, tragedia – regeneracja niedokończona, wyruszę na trasę ze świadomością, że nie wypełniłem wszystkich punktów misterium przedstartowego i na pewno pójdzie mi gorzej.

Czy to nie jest przypadkiem lekka paranoja? Nie. Ona nie jest lekka. To jest paranoja o solidnym ciężarze własnym. Wyżej wymienione punkty nie wyczerpują zresztą całej listy. Dochodzi przecież ubiór (wyłącznie rzeczy sprawdzone, spodenki, które nie stają się papierem ściernym dla ud, buty choćby dziurawe, ale nieuwierające), dochodzi też karma. Wedle moich obserwacji, gdyby zebrać wszystkie kulinarne porady, nakazy i zakazy jedzeniowe dla biegaczy z RW, to ich wydanie książkowe objętością mogłoby się ścigać z najobfitszymi encyklopediami. Stosuję je wybiórczo, nigdy na przykład niczego nie przyrządzam, ani rodziny o to nie proszę, bo się boję, że byłoby za smaczne i mógłbym się przeżreć.

Ale pilnie stosuję porady „zawartościowe”. Niedawno w RW było, że w dniu rozpoczynającym przedstartowe misterium powinienem wchłonąć przez cały dzień karmę składającą się w 95% z węglowodanów. I w sobotę też. Jest piątek rano. Czy mogę zjeść porcję lodów w czekoladzie? Rozterka. Niby czekolada to węglowodan, ale taki jakiś gorszy od makaronu. A w lodach jest tłuszcz! Rezygnuję. Cały piątek na makaronie, dopiero w sobotę dodaję lody, jogurt i owoce, bo przypomina mi się inne zalecenie, że przedstartowe menu nie może się diametralnie różnić od tego, do czego żołądek jest przyzwyczajony na co dzień.

Już się przyznałem, że wiem, iż mam coś na kształt schorzenia psychicznego. Pocieszam się jednak, że nie jestem jedyny. Przypadki opisywanej choroby rzadko występują u biegaczy wytrenowanych, którzy startują co kilka dni. Oni są otrzaskani. Ale nie wszystkim jest to dane. Ci, którzy startują rzadziej, traktują start bez porównania bardziej „odświętnie”. Są tacy, przy których moje misterium to rozhukana dowolność. Oni jedzą tylko wyważone, z wyliczonymi kaloriami, i to nie tylko od piątku. Dystanse mają zaprogramowane przez komputery i sprawdzane może przez satelitę, który przy okazji dyktuje tempo. Trochę im zazdroszczę, ale tylko trochę.

Nie zazdroszczę za to przesądnym. Tym wszystkim, którzy muszą mieć na ręku szczęśliwą opaskę, a na szyi amulet odganiający kontuzje, tym, którzy wierzą, że przed biegiem trzeba zjeść śniadanie i opić się wody (no, tu może trochę przesadziłem – może to nie jest tak do końca przesąd). Bo gdy nagle któregoś elementu zabraknie, to uszczerbek realny będzie żaden, za to ten wyimaginowany może załamać psychicznie. A to już nieszczęście prawdziwe, bo przecież biegnie się także i głową.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze kwiecień 2014

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij