[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
5.0

Wheelmageddon: ekstremalny trail na wózkach

Zawody trailowe na zwykłych wózkach? Samo bieganie na wózkach jest już ogromnym wyzwaniem, ale dla pewnej grupy zapaleńców to nie problem, by przesunąć granice jeszcze dalej. To ci, którzy startują w Wheelmageddonie, udowadniając tym samym, że dla nich nie ma przeszkód nie do pokonania.

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Żaden z 14 uczestników Wheelmageddonu nie odpuścił (fot. Wojciech Wójtowicz).

Głównego przeciwnika poznajemy już przy pierwszym podjeździe, na początku wyścigu. To piasek. Gdy biegasz na wózku, mało co daje Ci tak w d... Grzęzną w nim małe, przednie kółka, zakopują się opony dużych, tylnych. Nawet jeśli założyłeś te szersze, off-roadowe, a większość ściga się na oponach zwykłych, bardziej przypominających te w kolarce.

Potem prawie każdy z zawodników na pytanie: „Co było najgorsze ?” będzie mówił o piasku, chociaż czołgali się pod belkami i przeciągali uwiązane na linach ciężary, przejeżdżali wózkami przez ogień, wodę i wywracali się z nimi na gałęziach. I ścigali się. Z czasem, z innymi, ze swoimi ograniczeniami.

A najbardziej ze stereotypowym wyobrażeniem o tym, co mogą i potrafią zrobić ludzie, o których mówi się „niepełnosprawni”. A oni sprawni są nad wyraz i – chociaż nie mogą chodzić – biegają. Właśnie spotkali się na zawodach, jakich nigdy nie było w Polsce ani nawet w Europie. To Wheelmageddon, czyli ekstremalny bieg terenowy dla osób na wózkach.

Małe kółka grzęzną bardziej

Piaszczysta ścieżka, niewiele szersza od wózka, wiedzie zakrętami w górę i w dół. Wąsko. Ciężko w ogóle przejechać. Jeszcze trudniej wyprzedzić, gdy gałęzie sosenek uderzają po twarzach. Idealne miejsce na pierwsze zderzenia i wywrotki. Może newtonowska fizyka nie ogarnia subtelności wszechświata, ale w sporcie ciągle obowiązuje. Zasady zachowania pędu i masy.

REKLAMA

REKLAMA

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Odprawa przed startem. Tomasz Biduś daje zawodnikom ostatnie wskazówki. (fot. Wojciech Wójtowicz).

Czytaj też: Niewidomy biegacz i wyjątkowy przewodnik - duet od łamania barier

Dwa ciężkie i szybko przemieszczające się obiekty na kursie kolizyjnym – czyli kolega właśnie zajechał ci drogę. Nie specjalnie: on utknął, a ty w niego walnąłeś. Zresztą, do wywrotki nie trzeba nawet kolegi. Gdy w przyspieszonym tempie zjeżdżasz z górki i wpadasz w głębszy piach, wózek hamuje natychmiast, a ty nie. Pasów nie masz. W każdym razie większość ich nie ma. „Chyba ze trzy razy wyleciałem z wózka” – powie po zawodach Arkadiusz, który na metę dojechał piąty.

Na razie do mety jeszcze daleko. Mimo naprawdę trudnych warunków i ostrych wózkowych przepychanek atmosfera jest świetna. W tej chwili jeden z nich, zawzięcie pracując rękami, zaczyna śpiewać, zaś inni się przyłączają. „Mam tę moc, mam tę moc...” – niesie się wesoło po lesie piosenka z „Krainy Lodu”. Choć kolejna przeszkoda będzie raczej gorąca: przejazd po piachu wzdłuż linii ognia. Wygląda efektownie, ale nie jest aż tak wielkim utrudnieniem. No chyba że się w niego wywalisz.

Trzeba uważać. Ponieważ tutaj trasa biegnie płasko, większość zawodników pokonuje ogniową ścieżkę w efektownym stylu, balansując odchylonym ciałem, tylko na tylnych kołach – z przednimi, małymi kółkami w górze. Jak już się rzekło, małe grzęzną bardziej.

„Dlaczego to nazywa się bieg? Choćby dlatego, że my mówimy: »idę pobiegać«, a nie: »idę pojeździć «. O ile się orientuję, nie ma czegoś takiego nie tylko w Polsce, ale nawet w sąsiednich krajach – mówi Tomasz Biduś, pomysłodawca i jeden z głównych organizatorów zawodów, a także członek kadry narodowej w rugby na wózkach, wielokrotny mistrz Polski w tej dyscyplinie i instruktor sportu dla osób niepełnosprawnych. – Pokazujemy, że wózek nie jest ograniczeniem w realizacji swoich pasji, że bariery nie istnieją lub są tylko w naszej głowie”.

REKLAMA

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Przejazd przez gałęzie. Jakub, najmłodszy uczestnik zawodów, wylatuje z wózka. (fot. Wojciech Wójtowicz).

Pełne ręce roboty

Kolejna konkurencja jest rzucana. Piłka ma trafić w opony. Jak nie trafi , to pompujesz... Dłonie na poręcze wózka i, prostując ramiona, dźwigasz ciało do góry – 10 razy za każdy nietrafiony rzut. Takich pompowań będzie jeszcze wiele. A siły w ramionach i dłoniach nie może zabraknąć. Oni nimi biegają – można powiedzieć.

Paweł jeździ w rękawiczkach, Mariusz też, tyle że on ma bez palców. Artur zawsze jeździ bez rękawiczek. Na metę wjedzie z ramionami szeroko rozciągniętymi, czarne wewnątrz dłonie potęgują efekt gestu. Medal będzie odbierał z palcami oklejonymi plastrami. Teraz jednak Artur jedzie ku kolejnej przeszkodzie i widzę, że na lewej stopie nie ma buta, a podczas startu miał oba. Wcześniejsza akcja wśród sosen była naprawdę ostra.

Teraz też będzie świetna okazja do wywrotek, bo przed nami kawałek stoku, wyłożony w poprzek gałęziami. Po chwili z wózka wylatuje Jakub – czternastolatek, najmłodszy z uczestników. Będzie się musiał posadzić z powrotem sam na wózek, na tych wertepach to jeszcze trudniejsze. I to szybko, bo z tyłu nadjeżdżają inni i poganiają.

Bez bagażnika

Umiejętność szybkiego wsiadania na wózek przyda się, gdy będą musieli z nich zejść i czołgać się pod belkami. A także na ławeczce, gdzie trzeba z wózka przesiąść się na przeszkodę – siedząc na niej, dźwignąć wózek i przełożyć na drugą stronę najpierw wózek, a potem na wózek siebie. To mocny punkt Arkadiusza (przypakowane ramiona, czarna koszulka bez rękawów, spodnie w kamuflaż).

REKLAMA

REKLAMA

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Walka z piaskiem i słabościami. Na pierwszym planie Mariusz. Wózki, na których zawodnicy startują, to konstrukcje, na których jeżdżą na co dzień. (fot. Wojciech Wójtowicz).

Po wyścigu będzie dogadywał kolegom: „Robiliście tę ławeczkę jak panienki”. Jest przedstawicielem handlowym i sprzedaje sprzęt rehabilitacyjny. Nie mógłby siedzieć na rencie i patrzeć w telewizor, choć jest wielu niepełnosprawnych, którym to wystarcza. Czas na przeciąganie ciężarów. Przywiązane do grubej liny niebieskie odważniki ważą po 12 kilogramów. Można złapać linę ręką, ale wtedy trudno kręcić ciągami, czyli obręczami przyczepionymi do kół. Szybciej byłoby, gdyby mieć obie ręce wolne, dlatego niektórzy chwytają linę zębami i holują ciężar, jadąc tyłem.

Mariusz przywiązuje linę do wózka. „Mam wrodzoną łamliwość kości, bałem się, że mogę sobie w tej konkurencji coś połamać” – opowiada po wyścigu. Można powiedzieć, że są dwie grupy zawodników: ci, którzy jak Mariusz zmagają się z niepełnosprawnością od dziecka, i ci, którzy ulegli wypadkowi w późniejszym okresie życia. Jak Szymon, który 4 lata temu złamał kręgosłup na nartach, a dziś okaże się zwycięzcą Wheelmageddonu.

Jest przykładem tego, że można, mimo kontuzji kręgosłupa, żyć bardzo aktywnie. „Handbike, monobike, siłownia” – wylicza jednym tchem, gdy po zawodach pytam, czym się zajmuje. Dziś jeszcze jedzie do Zielonej Góry, bo jutro są tam zawody CrossFit, a w nich kategoria dla startujących na wózkach.

Wyścig toczy się… kołem

Opony należy dotransportować z punktu A do B. Zwykłe toczenie nie zawsze się sprawdza – opona jest szybsza od wózka i żyje własnym życiem. Można złapać ją jedną ręką i targać lub popychać, drugą ręką obracając ciąg. Szybsza jest metoda Pawła, który tu radzi sobie znakomicie. Nic dziwnego, kawał chłopa z niego: on i wąsaty Leszek są chyba najwyżsi ze wszystkich zawodników. W większości konkurencji jest to utrudnienie – jak jesteś ciężki, wózek głębiej się zapada.

Poznaj historię Zbigniewa Stefaniaka: "Czasem cieszy każdy krok"

REKLAMA

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Toczy się wyścig, toczą się opony. Paweł (w niebieskiej koszulce) miał wątpliwości, czy po tym wszystkim uda mu się jeszcze naciągnąć łuk. (fot. Wojciech Wójtowicz).

Paweł podjeżdża do leżącej opony, łapie od dołu rękami za brzeg i przewraca ją na drugą stronę. Jest w tym niezmordowany – podjazd, dźwignięcie, przewrócenie – wygląda, jakby przesuwał się w przód długimi susami. W Wheelmageddonie biegną też Karolina i Elizabeth. Przez cały wyścig walczą dzielnie i, mimo że nie mają taryfy ulgowej, kończą zawody w doskonałym stylu. Poza tym świetnie wyglądają na tych swoich wózkach: dzielne, ładne, a po ostatniej przeszkodzie – kurtynie wodnej – także mokre i umorusane błotem. Podobnie jak przy ogniu, sama woda nie jest wielkim problemem. Przyjemnie chłodzi w ten upalny dzień, po tym horrendalnym wysiłku.

Niestety, woda + piasek = błoto. Pokonywanie bagna, w którym grzęzną koła, nie generuje już takiego poczucia frajdy. Kto by jednak odpuścił na samym końcu? Wcześniej jest jeszcze slalom, pokonywanie metalowych progów, a także strzelanie z łuku. Paweł, który wcześniej tak dzielnie miotał oponą, powie po wyścigu, że miał obawy, czy po tym wszystkim w ogóle da radę naciągnąć łuk.

Szybciej lub wolniej każdy z zawodników dociera jednak do strzelnicy i wypuszcza strzałę w cel. Jedni trafiają łatwo – niczym współcześni centaurowie na kołach, inni radzą sobie trochę gorzej. A jak nie trafisz, wiadomo – pompujesz.

Pierwszy na metę wjeżdża Szymon. Pokonał trasę w czasie 30:41. Drugi jest Tomasz, zwycięzca próbnej edycji Wheelmageddonu z niewiele gorszym czasem (32:02), Daniel (32:09) jest trzeci. Żaden z uczestników zawodów nie odpuścił, wszyscy dotarli do mety. Wykończeni, ale szczęśliwi i dumni.

REKLAMA

REKLAMA

Wheelmageddon - trail dla biegaczy na wózkach Nie każdy znalazł się na podium, ale każdy był zwycięzcą. (fot. Wojciech Wójtowicz).

Wheel power

Wheelmageddon to pierwszy i dotąd jedyny w Europie ekstremalny wyścig terenowy dla osób poruszających się na wózkach. Pierwsza edycja odbyła się 8 lipca 2017 roku na torze off-roadowym hotelu Nosselia w Nasielsku. Trasa licząca około 2 km długości, a na niej: piach, błoto, strome zjazdy, gałęzie, kurtyna wodna, woda i ogień. Konkurencje, takie jak czołganie się, przeciąganie ciężarów, rzucanie do celu, strzelanie z łuku i slalom to tylko niektóre z utrudnień czekających na zawodników.

„Największym wyzwaniem było takie wytyczenie trasy i przygotowanie przeszkód, żeby zapewnić wszystkim uczestnikom, i tym początkującym, i tym doświadczonym, jednocześnie wysoki poziom trudności, jak i dużo frajdy. W przyszłym roku zamierzamy wprowadzić podział na grupy i będzie można przygotować konkurencje zarówno dla grupy basic, jak i coś naprawdę morderczego” – mówi Tomasz Biduś, który przygotowując bieg, sam musiał pokonać jego trasę kilkukrotnie.

Wheelmageddon jest najbardziej spektakularną częścią projektu Avalon Extreme, realizowanego przez fundację Avalon. Projekt ma na celu propagowanie wśród niepełnosprawnych sportów, także ekstremalnych, zachęcanie do podejmowania nowych wyzwań, stawiania czoła słabościom, aktywnego spędzania czasu.

I zgodnie z hasłem Wheel Power – do czerpania mocy i radości z życia i uprawianych dyscyplin sportowych, takich jak rugby, racing, drift, sitwake oraz soaring, CrossFit czy właśnie biegi terenowe. Wszyscy uczestnicy startowali na klasycznych wózkach, takich jakich używają na co dzień. Specjalnych konstrukcji przystosowanych do rajdów terenowych na razie nie ma; pojedyncze modele są tworzone rzadko, na indywidualne zamówienie. Z kolei wózki do CrossFitu są do biegów w terenie za szerokie. Niektóre z wózków mają możliwość wymiany opon na grubsze i odwrotnie; zwykle ich właścicielami są osoby mieszkające w górach lub podobnie trudnym terenie.

RW 08/2017

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij