Polityka prywatności - poznaj szczegóły » [ X ]
PODZIEL SIĘ



OCEŃ

Wiosny bluz [felieton Jacka Fedorowicza]

Do majowego „Runnersa” pisze się oczywiście jeszcze w kwietniu - miesięcznik tworzy się z dużym wyprzedzeniem. Czy mogę podzielić się z Czytelnikami uwagami na temat nadchodzącej wiosny? Niespecjalnie. Jeszcze do niedawna za oknami były zwały śniegu, w prasie relacje z zablokowanych szos polskich i zagranicznych, lotnisk zatkanych samolotami, które nie mogą wystartować, i liczne wspomnienia z Wielkanocy, która okazała się znacznie bardziej zimowa niż Boże Narodzenie. Do maja powinno wszystko znormalnieć, ale trudno mieć pewność, bo synoptycy przewidują w tym roku ocieplenie najwcześniej pod koniec kwietnia i czynią to nadzwyczaj ostrożnie.

Tu wygłoszę herezję: otóż nic mi to nie przeszkadza. Od lat twierdzę, że w zimie biega się lepiej, bo łatwiej się biegnącemu ogrzać niż ochłodzić. To w każdym razie wykazuje moje czterdziestoletnie (może skromne, ale zawsze jakieś) doświadczenie. Owszem, są wśród biegaczy typy ciepłolubne, genetycznie uzbrojone w upałoodporność, ale ja do takich nie należę. Bieganie w temperaturze już, powiedzmy, dwudziestu paru stopni jest dla mnie przykrością, a powyżej trzydziestki katorgą. Kocham biegi zimowe, boję się letnich, z trwogą oglądam przed zawodami prognozy pogody i w razie tej najtragiczniejszej, wygłoszonej przez pana Kreta z promiennym uśmiechem, że „szykuje się na weekend przepiękna pogoda” - sprawdzam, czy trasa będzie przynajmniej częściowo zacieniona.

Nasza tegoroczna, niekończąca się zima upoważnia mnie do pociągnięcia tematu ciepłych strojów biegowych. W felietonie do styczniowego „RW” wygłosiłem pean na cześć skromnej i niepozornej części garderoby, jaką jest bluza rozpinana od góry do dołu. Wynalazek nie do przecenienia w dni zimne, bo umożliwiający regulację stopnia ocieplenia biegacza. Zaczyna zapięty pod szyję, biegnąc rozgrzewa się i gdyby nie zamek błyskawiczny, już by się z lekka gotował we własnym pocie. Ale rozpina zamek, pod spodem ma już tylko tiszerta, albo i nic, ożywczy chłód go owiewa - rozkosz, komfort termiczny zapewniony.

Niestety, muszę w tym miejscu przyznać się do błędu - rozpinana bluza nie sprawdza się na zawodach, a to z tej prostej przyczyny, że nie wiadomo, jak przypiąć numer. W tym roku postanowiłem, że na zawodach, które akurat odbywały się w mróz, pobiegnę w bluzie. Ludzie, co ja się nakombinowałem z tym przypięciem numeru! Normalnie, jak pan Bóg (i sędziowie) przykazał, można, ale wtedy bluzy już się nie rozepnie, a w każdym razie nie tak, by dała efekt chłodzenia, czyli po co ona w ogóle? Na jednym boku, czyli po jednej stronie zamka, numer się nie mieści, chyba że w pionie. Jeden z zawodników (miłośników bluz rozpinanych było na starcie sporo) przypiął sobie tak właśnie, ale inni nie ryzykowali (ja też nie), bo z sędziami nigdy nie wiadomo. Próbowałem tak, żeby numer wystawał pod bluzą, ale okazała się za długa. Na przypięcie do nogawki numer okazał się za duży (lub noga za chuda).

Wreszcie postanowiłem, że mimo sporego mrozu ubiorę się minimalistycznie, tak żeby rozpięcie bluzy od szyi do numeru - przypiętego najniżej jak się da - zapewniało chłodzenie wystarczające. To się jakoś tam sprawdziło, ale dylematy przedstartowe sprawiły, że zamiast obserwować, ile do mety i kto mnie akurat wyprzedza, obserwacje ukierunkowały mi się wyłącznie na sprawdzanie, jak sobie inni bluzowcy poradzili z przypięciem numeru.

Otóż stwierdziłem, że najczęściej sobie nie radzili. Jedna dziewczyna wręcz stanęła, aby rozpiąć bluzę, zgrabiałymi palcami walczyła z agrafkami i odpinała numer. Co potem z nim zrobiła - nie wiem, bo została w tyle. Jeden, już wspomniany, przypiął pionowo i spokojnie się rozpiął. Kilku przypięło numer pod bluzą, licząc, że na mecie bluza rozchyli się im wystarczająco, a sędziowie się nie przyczepią. Rzeczywiście, nie przyczepili się ani do nich, ani do regularnie startującej we wszystkich zawodach przez okrągły rok Wiery Stasiewicz (bezkonkurencyjna w K70), która wpadła na patent chyba najlepszy: miała numer pod bluzą, ale tę wierzchnią bluzę zafundowała sobie prześwitującą. Numer był może był trochę nieostry, ale czytelny.

Po tym doświadczeniu do moich porad bluzowych dodaję zastrzeżenie: bluzy są świetne na treningach, na zawodach już mniej. Aby uniknąć pretensji, że głupio doradzałem, kończę znaną Wam skądinąd formułką asekuracyjną, dotyczącą zresztą wszystkich moich felietonów przeszłych i przyszłych: „Przed zastosowaniem się do moich porad porozum się z lekarzem, trenerem lub innym fachowcem, gdyż każda porada niewłaściwie stosowana może zagrażać zdrowiu lub życiu”. I jestem już kryty.

JF

Ten felieton był pierwotnie opublikowany w magazynie Runner's World w numerze maj 2013

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij