[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.8

Wunderteam: wielkie dzieło trenera Jana Mulaka

W latach 50. i 60. Polacy byli lekkoatletyczną potęgą. Jeden z najlepszych zespołów w historii królowej sportu stworzył legendarny trener Jan Mulak. Zabieramy Cię w podróż do czasów, gdy na stadionach świata rządził Wunderteam.

Wunderteam, czyli Mulak i spółka Jerzy Chromik podczas biegu na 3000 m z przeszkodami (fot. PAP)

Jest 1 sierpnia 1958 r. Na trybunach nieistniejącego już Stadionu Dziesięciolecia faluje tłum 100 tysięcy kibiców. Na murawę nie wychodzą jednak piłkarze, ale lekkoatleci. Zaczyna się pojedynek ze światową potęgą - USA. Mecze lekkoatletyczne były niczym mistrzostwa świata, których wtedy nie rozgrywano. Nigdy już impreza sportowa w Polsce nie przyciągnęła takich tłumów.

To był pojedynek Dawida z Goliatem. Amerykanie mieli w swojej ekipie zdobywców 15 złotych medali na igrzyskach w Melbourne. Dorobek Polaków jest skromny: jeden złoty i jeden srebrny krążek. Czy nasi lekkoatleci skazani są na pożarcie? Ten, kto nie zna historii polskiej lekkiej atletyki, patrząc jedynie na bilans medalowy, na pewno nie postawiłby u bukmachera na biało-czerwonych nawet skromnej sumy.

Kibice, którzy wręcz siedzą sobie na kolanach, zdzierają gardła, dopingując naszych reprezentantów. Wiedzą, że ich ulubieńcy nie dadzą plamy. Dziennikarze ochrzcili już polską reprezentację mianem Wunderteam, czyli Cudowna Drużyna. Po raz pierwszy nazwa ta padła w 1957 roku z ust niemieckich dziennikarzy na określenie zwycięstwa reprezentacji Polski nad zespołem RFN na Neckarstadionie w Stuttgarcie 117:103. Kibice mieli to zwycięstwo świeżo w pamięci.

Szkoła Jana Mulaka

Cofnijmy się na chwilę jeszcze bardziej w czasie. Sukcesy polskich lekkoatletów nierozerwalnie związane są z osobą wybitnego trenera Jana Mulaka. By zrozumieć fenomen Wunderteamu, trzeba koniecznie poznać tę nietuzinkową postać.

Jan Mulak urodził się 28 marca 1914 r. w Warszawie. Był dla swoich zawodników niekwestionowanym autorytetem. Miał za sobą nie tylko przeszłość podziemną (w czasie wojny był członkiem konspiracyjnego kierownictwa PPS), ale przede wszystkim sportową. W młodości należał do czołówki polskich średniodystansowców, uprawiał również pływanie.

Trenował w Robotniczym Klubie Sportowym "Skra", gdzie później był instruktorem sportu. Od 1950 roku zaczął pracę na rzecz lekkiej atletyki. Ponieważ jednak nie był ulubieńcem komunistycznych władz, karierę polityczną mógł odłożyć ad acta. Po latach, już po 1989 roku, został senatorem.

Jak to zwykle w życiu bywa, w rozwoju jego kariery trenerskiej pomógł przypadek. Gdy na pierwszym obozie kadry narodowej w Zakopanem, w 1951 roku, zabrakło trenera biegów długich, Mulak go zastąpił. Nowy trener kadry nie wzorował się na radzieckiej szkole typu "jak hartowała się stal". Jego metody treningowe miały inne źródło, leżące na dalekim, "zgniłym Zachodzie". Wprowadził system szkolenia specjalistycznego w lekkiej atletyce, dotąd stosowany tylko w sporcie wyczynowym w USA.

REKLAMA

Wunderteam - wielkie lekkoatletyczne dzieło trenera Jana Mulaka

Nigdy nie lekceważył żadnej okazji, by posiąść trenerskie sekrety. Wzorem dla twórcy Wunderteamu był legendarny francuski trener Maurice Bacquet. Mulak brał udział w szkoleniach prowadzonych przez Francuza i modyfikował swoją trenerską wiedzę. Przekonał się, że trener nie jest ani alfą i omegą, ani samotną wyspą. Blisko współpracował z pracownikami naukowymi uczelni wychowania fizycznego. Po latach wielu z nich objęło funkcje trenerów poszczególnych pionów szkolenia PZLA i wychowało wybitnych zawodników - mistrzów Europy i rekordzistów świata.

Szlifowanie pereł

Wówczas na świecie istniały trzy sportowe potęgi: USA, RFN oraz ZSRR. "Metody treningowe Mulaka były powielane przez trenerów" - mówi Piotr Gruszczyński, który poszedł podobną drogą co legendarny szkoleniowiec: od sportu do polityki. Przez lata był trenerem długodystansowców, a potem został senatorem. Jednym z jego ulubionych akcentów treningowych były zabawy biegowe. "Dzisiaj trener ma wsparcie całego sztabu szkoleniowego, ale aby wytrenować mistrza, potrzeba nie tylko szkoleniowca, lecz przede wszystkim zawodnika" - mówi.

Pokoleniu Wunderteamu nie brakowało pereł, którym potrzebny był szlif Jana Mulaka. Sportowych przyjaciół miał też Mulak u "braci" zza wschodniej granicy. "Radziecki mistrz długich dystansów Władimir Kuc odnalazł mnie w wiosce olimpijskiej podczas igrzysk - opowiadał Mulak. - Przyniósł litr wódki i owiniętych w gazetę kilka puszek czarnego kawioru. Chciał mi podziękować za przysługę z przeszłości.

W latach 50. byliśmy ze sportowcami radzieckimi na obozie w Skandynawii. Tam Kuc startował w jednym biegu z najgroźniejszym rywalem - Gordonem Pirrie. Prowadził przez cały czas, ale na ostatnich metrach dysponujący bardzo dobrym finiszem Anglik łatwo go wyprzedził. Przed ich walką na igrzyskach poradziłem Kucowi, by nie prowadził biegu w jednostajnym tempie, tylko wymęczał rywala ciągłymi zmianami rytmu. I to wyszło: Pirrie nie miał siły na finisz. Kuc był mi wdzięczny do końca życia".

Nasza cudowna klasa

Sportowcy z Wunderteamu spotkali się po raz pierwszy w Wałczu, koło Piły, gdzie zaczęła się ich sportowa kariera. Wałecka Bukowina była miejscem katorżniczych treningów, nawet jeśli niektóre z nich nazywały się "zabawami biegowymi". Nie było wtedy ośrodka olimpijskiego, tylko stara bieżnia. Sportowcy spali niekiedy w namiotach, a żywili się w stołówkach domów wczasowych. Słynna grupa rodziła się w bólach.

"Wbrew pozorom siłą było nasze osłabienie i wyniszczenie. Mieliśmy więcej do nadrobienia. Nawet zdrowie. Zdzisiek Krzyszkowiak jako trzylatek zmagał się z tyfusem. Polscy biegacze, stając na starcie z rywalami - Amerykanami, Anglikami - wyglądali jak chłopcy. Można by sądzić, że Polska do zawodów wystawia juniorów. Jerzy Chromik ważył 56 kg, Zdzisław Krzyszkowiak 58 kg" - wspominał Jan Mulak.

Wunderteam - wielkie lekkoatletyczne dzieło trenera Jana Mulaka

Pierwszy start w Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku był katastrofą. Nikt nie dostał się nawet do półfinałów. "Wszyscy nasi przeciwnicy mogli podnieść głowy - mówił po latach Jan Mulak. - Mogli mówić, że tak kończy się współpraca z amatorami. Od początku zarzucano nam, że żaden nie ukończył szkoły dla trenerów".

Na okazję do rehabilitacji trzeba było czekać do następnych igrzysk. W tamtych latach mistrzostw świata nie rozgrywano, Polacy brylowali więc na mistrzostwach Starego Kontynentu (ME w Sztokholmie w 1958 roku zakończyliśmy z ośmioma złotymi medalami, osiem lat później w Budapeszcie zdobyliśmy ich siedem) i na igrzyskach olimpijskich właśnie. Cały świat zachwycał się wówczas Zdzisławem Krzyszkowiakiem, mistrzem olimpijskim z Rzymu w biegu na 3000 m z przeszkodami, rekordzistami świata: trójskoczkiem Józefem Szmidtem, dyskobolem Edmundem Piątkowskim oraz oszczepnikiem Januszem Sidłą.

Dodajmy także do listy obecności "naszej klasy" takie nazwiska, jak: Jerzy Chromik, Kazimierz Zimny (długodystansowcy), Tadeusz Rut (młociarz), Andrzej Badeński, Jan Werner (czterystumetrowcy), Barbara Janiszewska (sprinterka). Te nazwiska były odmieniane przez wszystkie przypadki. Cóż, kiedyś potrafiliśmy zadbać o tak zwaną ciągłość pokoleniową...

Pojedynek przy dopingu 100 tys. kibiców

Zbigniew Makomaski do dziś wspomina bigos zjedzony na dwa dni przed legendarnym już meczem z USA. "Co tu dużo mówić, po prostu mi zaszkodził - opowiada słynny »Mahomet«. - Stanąłem na starcie osłabiony, ale niesamowity doping publiczności kazał mi zapomnieć o problemach zdrowotnych".

Warszawski Stadion Dziesięciolecia. Trwa pojedynek Polska - USA. Amerykanie zdobywają pierwsze punkty. Podwójne wygrane na 110 m przez płotki, 100 m, w skoku w dal i na 400 m. Przełomem jest zwycięstwo Polaka na 1500 m. Zbigniew Orywał wygrywa z najlepszymi. Bieg na 5000 m to także popis naszych reprezentantów. Pierwszy finiszuje Kazimierz Zimny, a tuż za nim Marian Jochman. Józef Szmidt wygrywa w trójskoku. Amerykanie przegrywają też w rzucie młotem mężczyzn (zwycięża Tadeusz Rut) i w oszczepie (Janusz Sidło). Po pierwszym dniu jest 54:63. Taki wynik wówczas to tak jakby dziś przybiec kilkanaście sekund za Haile Gebrselassie.

Do historii przeszedł bieg na 800 metrów. Na starcie staje fenomenalny mistrz olimpijski Tom Courtney. Szybko obejmuje prowadzenie, dyktując ostre tempo. Zbigniew "Mahomet" Makomaski i Tadek Kazimierski siedzą mu na ogonie jak myśliwce zero. Publiczność szaleje! Na ostatniej prostej, po wyjściu z wirażu, atakuje Kazimierski i zrównuje się z Amerykaninem.

Gdy już wydaje się, że to oni rozegrają finisz, nagle jak torpeda wyskakuje "Mahomet". I to w jakim stylu! Wyprzedza swojego kolegę i Toma. Przerywa piersią taśmę. Za nim ostatkiem sił finiszuje Amerykanin. Stutysięczna publiczność jest świadkiem nowego rekordu Polski - 1:46,7. Wtedy to była sensacja na miarę przegranej Jeleny Isinbajewej z Anią Rogowską. Kolejne punkty zdobywają biegacze.

Wunderteam - wielkie lekkoatletyczne dzieło trenera Jana Mulaka

Nad stadionem zapada zmierzch. W tamtych latach nie ma jupiterów, ale są fenomenalni kibice. Skręcają gazety, robiąc prowizoryczne pochodnie. W biegu na 3000 m z przeszkodami Jerzy Chromik w fantastycznym stylu poprawia rekord świata - 8:32,0, a Zdzisław Krzyszkowiak ustanawia życiówkę - 8:33,6.

Najdłuższy dystans - 10 km. To ukoronowanie dwumeczu. Polacy nie zawodzą. Pierwsi finiszują Stanisław Ożóg i Mieczysław Kierlewicz. Pojedynek kończy się wynikiem 115:97 dla USA. Dziennikarze sportowi przecierają oczy ze zdumienia, patrząc na rezultaty Polaków. W świat płyną agencyjne depesze, że nowa potęga lekkoatletyczna leży nad Wisłą.

Relacja z meczu Polska - USA w Polskiej Kronice Filmowej

Początek relacji od 7:46

Dla Zdzisława Krzyszkowiaka przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych był czasem wspaniałych sukcesów. Na rozegranych kilkanaście dni po meczu Polska - USA mistrzostwach Europy w Sztokholmie triumfował na dwóch dystansach - 5 i 10 kilometrów. W plebiscycie "Przeglądu Sportowego" został wybrany najlepszym sportowcem Polski 1958 roku.

Dwa lata później Krzyszkowiak podczas meczu Polska - ZSRR w Tule ustanowił rekord świata w biegu na 3000 m z przeszkodami (8.31,04), odbierając go Jerzemu Chromikowi. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Rzymie w 1960 r. zdobył złoty medal na 3000 m z przeszkodami, a w 1961 r. w Wałczu ponownie poprawił rekord świata na 3000 m z przeszkodami, osiągając czas 8.30,4.

Godną hollywoodzkiej ekranizacji biografię "Krzysia" przedstawiamy bliżej w artykule Zdzisław Krzyszkowiak: Kariera z przeszkodami.

Wunderteam - wielkie lekkoatletyczne dzieło trenera Jana Mulaka

Uśmiercanie Wunderteamu

Po igrzyskach w Rzymie w 1960 roku, kiedy złoty medal zdobył Krzyszkowiak, w tajnym głosowaniu polskie władze, inspirowane przez niechętnych Mulakowi decydentów politycznych, odsunęły trenera od szkolenia kadry. Wunderteam się rozpadł.

Ponownie głośno zrobiło się o Mulaku w 1984 roku. We francuskim porcie Le Havre dobiegła go wiadomość o bojkocie przez państwa bloku radzieckiego igrzysk w Los Angeles. A już okrętował na statek bryczkę, którą chciał dotrzeć do stolicy Kalifornii. Niestety, olimpijska przygoda zakończyła się we Francji. Udało się osiem lat później - na igrzyskach w Barcelonie. Dwukonna bryczka dojechała z Zielonej Góry do stolicy Katalonii, a na koźle dumnie siedział 78-letni wówczas twórca Wunderteamu.

Jan Mulak zmarł 31 stycznia 2005 roku, kilka dni przed swoimi 91. urodzinami.

Dogonić mistrzów sprzed lat

Mistrzostwa świata w 2009 r. dały nadzieję, że odrodzi się legendarny Wunderteam. Anna Rogowska i Monika Pyrek, Anita Włodarczyk... Do czołówek przebojem wdarli się też inni młodzi zdolni, jak siedmioboistka Kamila Chudzik i skoczek wzwyż Sylwester Bednarek. Ci bardziej doświadczeni, jak Szymon Ziółkowski, na podium wrócili po latach przerwy. Mistrz olimpijski Tomasz Majewski (karierę rozpoczynał jako trójskoczek), dyskobol Piotr Małachowski, który do końca walczył o złoto, choć jeszcze 2 tygodnie przed rozpoczęciem mistrzostw nie mógł trenować z powodu kontuzji ręki. Wzorów do naśladowania naszej młodzieży nie brakuje - wystarczy tylko pójść w ich ślady.

Dorobek Wunderteamu

Legendarny Wunderteam zdobywał dla Polski medale wielkich imprez lekkoatletycznych w latach 1956-1966. Największe sukcesy Wunderteam osiągnął na mistrzostwach Europy w Sztokholmie w 1958 r., gdzie Polacy zdobyli aż 8 złotych medali:

  • Zdzisław Krzyszkowiak na 5000 m (13:53,4 RŚ) i na 10000 m (28:56,0)
  • Jerzy Chromik na 3000 m z przeszkodami
  • Barbara Janiszewska na 200 m
  • Józef Szmidt (trójskok)
  • Edmund Piątkowski (rzut dyskiem)
  • Tadeusz Rut (rzut młotem)
  • Janusz Sidło (oszczep)

oraz na mistrzostwach Europy w Budapeszcie w 1966 roku, z których nasza reprezentacja powróciła do kraju z 7 złotymi medalami.

Więcej fascynujących opowieści o wspaniałych ludziach i momentach z historii polskiej lekkoatletyki znajdziesz w tych artykułach:

RW 03-04/2010

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij