Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły

Adrian Przybyła doskonale wie, że kiedy los rzuca kłody pod nogi i plącze ścieżki, bieganie pomaga nadać życiu nowy sens i z odwagą stawiać czoła nieoczekiwanym wyzwaniom. "Bieganie odmieniło moje życie. Dało mi zdrowie, przyjaciół, żonę, pasję i cel w życiu" - opowiada i przekonuje, że możliwości, szans, korzyści i przygód, jakie niesie z sobą taka pasja, jest nieskończona ilość.

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Adrian Przybyła z synem Julkiem (fot. archiwum prywatne)

"Świat to nie tylko słodycz. To bardzo podłe i paskudne miejsce i nieważne, jak twardy jesteś: przydusi cię do gleby, jeśli tylko mu na to pozwolisz. Nic nie uderzy cię tak mocno, jak życie. Nieważne, jak mocno bijesz, ale ile jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu. Na tym polega zwycięstwo! Jeśli wiesz, na co cię stać, rób to, na co cię stać. A jeśli nie jesteś tym, kim chcesz być, nie szukaj winy w innych. Tak robią tchórze, a ty nim nie jesteś!”

REKLAMA

Te inspirujące słowa, wypowiadane z pasją do syna przez głównego bohatera filmu „Rocky Balboa”, są dla Adriana, trzydziestolatka z Iławy, drogowskazem, który trzy lata temu poprowadził go ku nowemu, lepszemu życiu. Życiu, w którym bieganie odgrywa kluczową rolę.

Bodźcem, który w 2018 roku zmobilizował go do założenia na nogi biegowych butów, była wskazówka wagi, która przez lata niepostrzeżenie wspinała się w górę skali, aby ostatecznie zatrzymać na 95 kilogramach. Ale bieganie uwolniło go nie tylko od 30-kilogramowej nadwagi, której dorobił się mimo uprawiania za młodu judo (zdobył żółty pas) i tenisa stołowego (m.in. pod okiem legendy Leszka Kucharskiego) oraz studiowania na gdańskim AWFiS.

REKLAMA

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Zaczynając biegać, Adrian ważył 95 kg. Dziś waży 66 kg i nie tylko  na trasie robi rzeczy, o których kiedyś nie mógł nawet marzyć (fot. archiwum prywatne)

Pomogło także pozbierać się po rozpadzie długoletniego związku, który niespodziewanie zakończył się krótko przed planowanym ślubem na skutek, nazwijmy to eufemistycznie, braku lojalności partnerki.

„Potrzebowałem wtedy zająć czymś głowę, bo dziwne rzeczy działy się w tym czasie ze mną. Poza tym, patrząc w lustro, widziałem, że jako nauczyciel wychowania fizycznego nie świecę przykładem uczniom. I aby zmotywować samego siebie, postawiłem sobie za cel ukończenie Iławskiego Półmaratonu” – wspomina Adrian.

Początki były bardzo trudne: kilogramy ciążyły, stawy bolały, ale efekty przyszły bardzo szybko – pomogło na pewno to, że jako nastolatek Adrian miał okazję trenować trochę pod okiem znanego trenera lekkoatletyki Pawła Hofmana, autora „Przewodnika po bieganiu”.

„Nie da się ukryć, że dzięki tej lekkoatletycznej przeszłości start miałem łatwiejszy, bo nie było problemu z techniką, sylwetką czy oddychaniem, ale i tak trzeba się było mocno namęczyć, żeby to wszystko spalić” – wyjaśnia Adrian.

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Gdyby nie bieganie, drogi Adriana i Agnieszki pewnie nigdy by się ze sobą  nie skrzyżowały (fot. archiwum prywatne)

Czas, który jeszcze niedawno poświęcał na imprezowanie, gry komputerowe i objadanie się, teraz zaczął wykorzystywać na bieganie, treningi uzupełniające, regenerację, gotowanie oraz prowadzenie fanpage'a Run Goku Team (Goku to imię wojownika - bohatera popularnego serialu anime „Dragon Ball”), na którym dzieli się swoją pasją i mobilizuje do biegania innych.

A kiedy już na dobre złapał bakcyla, stopniowo i nieubłaganie zaczął się od biegania uzależniać. „Policzyłem z żoną, że teraz na treningi i wszystko, co z bieganiem jest związane, poświęcam około 120 godzin miesięcznie” - mówi.

Żonę Adrian zresztą też zawdzięcza bieganiu. „Zacząłem biegać w maju, a Agnieszkę poznałem w listopadzie. Odezwałem się do niej na portalu społecznościowym, bo w swoim profilu napisała, że biega. Okazało się, że bardziej rekreacyjnie niż ja, ale zaczęliśmy rozmawiać. Zaproponowałem, że mogę jej rozpisywać treningi, wyjaśniałem, co robić, by był progres – wspomina Adrian. – No i po miesiącu wystartowaliśmy razem w toruńskim Biegu Mikołajów, na którym Agnieszka o dobrych kilka minut poprawiła swoją życiówkę na 10 kilometrów. A potem powiedziała, że to zasługa jej chłopaka – trenera...”

REKLAMA

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Adrian bieganie traktuje tak poważnie, że wyrobił sobie licencję PZLA  i wystartował  w mistrzostwach Polski na 10 000 m (fot. archiwum prywatne)

Pół roku później w ich nabierającym tempa i rumieńców związku rozpoczął się nowy etap, kiedy okazało się, że Agnieszka jest w ciąży. „Ciąża przebiegała bez żadnych komplikacji. Regularnie robiliśmy badania, wszystko było w porządku, lekarze nie mieli żadnych zastrzeżeń – mówi Adrian. – Trzy tygodnie przed terminem, podczas ostatniej wizyty kontrolnej, okazało się jednak, że poziom wód płodowych jest zbyt niski i trzeba pilnie jechać do szpitala wojewódzkiego na badania”.

Tam Julian nie kazał już na siebie długo czekać i następnego dnia przyszedł na świat. Choć po urodzeniu nie miał najlepszego wyniku w skali Apgar, lekarze nie wykazywali niepokoju. „Dopiero po tygodniu zrobili badania genetyczne i poinformowali nas, że Julek prawdopodobnie urodził się z trisomią 21 chromosomu, czyli zespołem Downa” – opowiada Adrian.

Nie ukrywa, że ta informacja była dla nich obojga prawdziwym szokiem. „Nie mogłem w to uwierzyć, mówiłem, że to niemożliwe. Przecież przez cały czas były robione badania i wszystko było dobrze. Lekarz prowadzący ani słowem o niczym takim nie wspomniał...” – mówi.

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Dla Adriana syn Julian jest najważniejszy na świecie, ale nie byłoby go, gdyby trzy lata temu on sam nie zaczął na poważnie biegać (fot. archiwum prywatne)

Adrian przyznaje, że początkowo ciężko im było się pozbierać, powstrzymać łzy, pozbyć się poczucia niesprawiedliwości, towarzyszącego mu gniewu i rozpaczy oraz zadawania sobie popularnego pytania: ,,Dlaczego to przytrafiło się właśnie nam?”. „Wynikało to z jednej strony ze świadomości, że ta sytuacja jest nieodwracalna, a z drugiej z naszego braku wiedzy i lęku o to, co to dalej będzie” – tłumaczy.

„Po kilku tygodniach od narodzin nasze nastawienie i świadomość zmieniły się jednak o 180 stopni. Pogodziliśmy się z tym, że w życiu zdarzają się rzeczy, dla których człowiek nie umie znaleźć przyczyny – dodaje Adrian. – Nie warto przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu, tylko trzeba stawiać czoło przeciwnościom”.

Dziś Julian ma już szesnaście miesięcy i jest świetnie, może tylko nieco wolniej od rówieśników rozwijającym się maluchem. „Jest naszym największym skarbem. Jest naszą siłą, energią i motywacją – mówi Adrian. – Często sama myśl, że na zawodach czeka za linią mety mój syn, jest dodatkowym źródłem mocy. Z nim chcę zaliczyć debiut w maratonie. Jego żywotność i entuzjazm daje kopa do życia”.

REKLAMA

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
Julek jeszcze nie chodzi, ale dzięki wózkowi biegowemu "biega" z Adrianem na treningach, kiedy to tylko możliwe (fot. archiwum prywatne)

I chociaż Julek jeszcze nie zaczął chodzić, od dawna jest partnerem treningowym swojego taty. „Bardzo szybko kupiliśmy biegowy wózek, aby dzielić się z synem naszą wspólną pasją i spędzać razem jak najwięcej czasu. Gdy wykonuję swój domowy trening ogólnorozwojowy, Julek uśmiecha się i próbuje mnie naśladować. A jego turnusy rehabilitacyjne łączymy z naszym zamiłowaniem do treningu górskiego”.

Adrian bieganie traktuje bardzo poważnie: uzyskał nawet licencję Polskiego Związku Lekkiej Atletyki i wystartował w mistrzostwach Polski w biegu na 10 000 m, kończąc swój bieg eliminacyjny z wynikiem 31 minut i 52 sekundy („Nie jestem zawodowcem, po prostu bawię się wyczynem” – mówi). Organizuje też obozy biegowe, zajmuje się trenowaniem innych oraz promowaniem sportu i zdrowego trybu życia. Jeśli jednak Julka sport nie będzie interesować, nie ma problemu. „Moim marzeniem jest, że kiedyś wspólnie będziemy biegać, ale nic na siłę, nie ma mowy o tym, żeby realizował niespełnione ambicje rodziców”.

REKLAMA

Wybiegane nowe życie Adriana Przybyły archiwum prywatne
„Trenuję bardzo ostro, ale daleko mi do zawodowców. Jestem biegaczem, który bawi się  wyczynem” - tłumaczy Adrian (fot. archiwum prywatne)

Póki co Julek obserwuje ich na treningach, kibicuje im podczas zawodów, czasem razem z ojcem stanie na podium – krótko mówiąc, nasiąka atmosferą. „Uwielbia się bawić medalami i pucharami mamy i taty, więc myślę, że jak tylko zacznie chodzić i biegać, to najpierw na fanpage'u ogłosimy, że został najmłodszym członkiem Run Goku Team, a potem pewnie zapiszemy go na jakiś bieg na 50 czy 100 metrów. Zobaczymy, może akurat mu się spodoba...” – przewrotnie uśmiecha się Adrian.

Adrian Przybyła - zawodowo nauczyciel wychowania fizycznego po gdańskiej AWFiS, prywatnie mąż Agnieszki i ojciec Julka z zespołem Downa, a w wolnym czasie biegacz, który bawi się wyczynem i prowadzi fanpage Run Goku Team.

Przeczytaj także:

RW 07-08/2021

Zobacz również:
Zespół naukowców z warszawskiej kliniki Sportslab zaproponował nowy wzór na obliczanie jednego z najważniejszych wskaźników stosowanych w sporcie, czyli tętna maksymalnego. Po wielu miesiącach badań i analiz wyniki ich pracy zostały opublikowane na łamach międzynarodowego czasopisma „Frontiers in Physiology”. Czy dzięki ich badaniom uda się precyzyjniej ustalać HRmax dla każdego z nas?
ZOBACZ WIĘCEJ

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA