Wyzwanie ultrasa: bieg przed całą dobę kontra nowotwór syna

Co możesz zrobić, gdy kogoś Ci bliskiego dotyka nieszczęście, wobec którego czujesz się bezradny? Na przykład założyć buty i wyjść biegać. Przez całą dobę. "Kiedy u syna wykryto nowotwór, czułem się bezsilny i bezbronny. Tylko bieganiem i modlitwą mogłem wesprzeć go w jego walce" - mówi Tomasz Łąk, prywatnie ojciec 14-letniego Szymona, który pokonał raka, zawodowo inżynier budownictwa, z zamiłowania ultramaratończyk, a z potrzeby serca organizator biegów charytatywnych.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
Tomek w ciągu 5 lat stał się ultrasem gotowym stawić czoła nawet 240-kilometrowym górskim biegom. Ale na liście priorytetów miał już poważniejsze wyzwania... (fot. archiwum prywatne)

Biegowa historia Tomka Łąka z Wrocławia zaczęła się pięć lat temu, podobnie jak historie niezliczonej liczby biegaczy, u których w metryce pewnego dnia nagle pojawiła się czwórka z przodu. „Uznałem, że dobrze byłoby sprawdzić, na co mnie stać, spróbować czegoś nowego, bardziej wymagającego – opowiada 49-letni dziś Tomek, który po studiach jako inżynier zaczął większość czasu spędzać za biurkiem. – Jak chyba każdy, chciałem przy okazji wybiegać parę problemów, z którymi się mierzyłem, szukałem ujścia dla negatywnych emocji, które się we mnie zbierały. Bieganie dawało mi czas na szukanie odpowiedzi na pytania, które mnie wówczas nurtowały”.

Kolejne etapy jego biegowego wtajemniczenia również niewiele odbiegały od klasycznego scenariusza. Tomek zaczął od biegania po ulicy, startując na wszystkich możliwych dystansach – zaliczył m.in. maraton w Dębnie, Półmaraton Lechitów w Gdańsku i parę innych biegów. Potem zaczął próbować swoich sił poza asfaltem. „Chciałem się dowiedzieć, do czego mam predyspozycje, co będzie mi najbardziej pasowało” – wyjaśnia.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
We wrześniu 2019 roku Tomek z synem Szymkiem w strefie kibica dopingowali uczestników 37. PKO Wrocław Maratonu (fot. archiwum prywatne)

Wkrótce z tego próbowania wyszło, że najlepiej odnajduje się w ultramaratońskim bieganiu po górach. „Pierwszym moim biegiem górskim była Ledwie Dycha na Górze Szybowcowej w Jeżowie Sudeckim. Zaimponowała mi atmosfera tego biegu, jej kameralny klimat i otwarci ludzie” – wspomina Tomek.

Jego priorytety biegowe gwałtownie się jednak zmieniły dwa lata temu, kiedy okazało się, że jego 12-letni wówczas syn jest chory na nowotwór. „Pewnego dnia na placu zabaw Szymek podczas jazdy na hulajnodze przewrócił się i niespodziewanie złamał w kilku miejscach kręgosłup – wspomina Tomek. – Uraz był zbyt poważny, by mógł być skutkiem samego wypadku, więc lekarze zaczęli szukać innych możliwych przyczyn. Okazało się w końcu, że jego kręgosłup był już w tym momencie osłabiony przez przerzuty nowotworu, mięsaka tkanek miękkich, który umiejscowił się w jego łydce”.

Kiedy zaczął się wyścig z czasem, którego stawką było życie i zdrowie syna, Tomek czuł, że traci grunt pod nogami, że cały jego świat wywraca się do góry nogami. „Bieganie było wtedy dla mnie jedyną rzeczą, którą mogłem dla Szymka zrobić. Mogłem tylko modlić się o jego powrót do zdrowia i biegać, żeby go wesprzeć, żeby walczyć razem z nim, kiedy on walczył o siebie w szpitalu” – opowiada Tomek.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
Drużyna Kilometry Życia przez 24 godziny na szlaku na szczyt Ślęży biega dla dzieci z Przylądka Nadziei we Wrocławiu (fot. archiwum prywatne)

Niesiony tą myślą, postanowił w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 2020 roku przez 24 godziny wbiegać na szczyt podwrocławskiej góry Ślęży i zbiegać na dół. Miał to być jego osobisty hołd i inspiracja dla syna, który w tym czasie walczył w szpitalu. „Chciałem w ten sposób ofiarować mu swój wysiłek” – mówi Tomek, jako źródło swojego pomysłu wskazując beskidzki ultramaraton Zamieć 24H na Skrzyczne.

W swoich założeniach ultramaraton na Ślężę miał być projektem zrealizowanym w pojedynkę, ale zbiegiem okoliczności Stowarzyszenie Pro-Run Wrocław ogłosiło w tym czasie konkurs polegający na drużynowym wybieganiu jak największej liczby kilometrów. „Pomyślałem, że skoro już planuję biegać przez 24 godziny, to mogę zrobić drużynę i powalczyć z nią o pieniądze dla Przylądka Nadziei, gdzie leczony był wtedy mój syn”.

Do stworzonej przez niego drużyny Kilometry Życia przyłączyli się biegacze z całej Polski. I udało się! Główna nagroda w konkursie, wraz z pieniędzmi zebranymi przez Tomka i kilku towarzyszących mu podczas ultramaratonu na Ślężę przyjaciół, zasiliła konto Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej „Przylądek Nadziei”. Łącznie udało się wesprzeć ośrodek kwotą kilku tysięcy złotych.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
Szymon na początku 2021 roku wygrywa z nowotworem, a latem jedzie z tatą na obóz biegowy z Pro-Run Wrocław (fot. archiwum prywatne)

Niedługo potem, po roku walki, dwóch chemioterapiach i operacji, lekarze poinfomowali Tomka, że choroba nowotworowa Szymka ustąpiła. W podziękowaniu za przywrócenie synowi zdrowia postanowił więc zorganizować kolejny bieg – tym razem z Przylądka Nadziei na Jasną Górę. I znów solowy w założeniu projekt przekształcił się szybko w sztafetę, w którą zaangażowało się Stowarzyszenie Kilometry Pomocy oraz prezydent miasta Wrocławia.

Akcja zyskała nie tylko sponsorów, ale także duży rozgłos w mediach ogólnopolskich. Przy okazji biegu, którego uczestnicy 2 maja w strugach deszczu pokonywali 200-kilometrową trasę, udało się z powodzeniem zorganizować licytację fantów, z której pieniądze ponownie powędrowały do Przylądka Nadziei.

Nieoczekiwane powodzenie tych dwóch biegów natchnęło Tomka do organizowania następnych biegów charytatywnych. Najpierw, już jako ambasador Stowarzyszenia Kilometry Pomocy, wsparł w roli wolontariusza Bieg dla Antka w parku Szczodre, którego beneficjentem był roczny chłopiec z bardzo rzadką chorobą genetyczną TAR, charakteryzującą się brakiem kości promieniowej oraz małopłytkowością krwi. W efekcie jego rączki są bardzo krótkie, a dłonie wyrastają niemal prosto z ramion.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
Biegają i pomagają! Tomek i inni ambasadorowie Stowarzyszenia Kilometry Pomocy podczas Biegu dla Antka w maju 2020 roku (fot. archiwum prywatne)

Potem Tomek zorganizował pierwszy we Wrocławiu 12-godzinny maraton w parku Skowronim, którego celem również było zgromadzenie funduszy na rzecz wrocławskiej kliniki.

„Pomaganie przez bieganie to wyraz mojej wdzięczności dla tych wszystkich ludzi dobrej woli, ludzi o wielkich sercach, którzy pomogli mi, gdy sam potrzebowałem pomocy. Warto poznać siebie; człowiek dysponuje nieprawdopodobnymi możliwościami, nieprawdopodobną mocą. Wystarczy wiara, która nawet góry można przenieść. Bieganie pomaga mi otwierać się na siebie i innych. Pomaga mi uwierzyć, że wiara czyni cuda” – powiedział biegacz w rozmowie z portalem wroclaw.pl.

8 stycznia tego roku, rok po swoim pierwszym 24-godzinnym ultramaratonie na Ślężę, Tomek ponownie pojawił się u stóp podwrocławskiej góry. Tym razem jednak wspinał się na jej szczyt i zbiegał w dół w znacznie liczniejszym gronie biegaczy – choć spodziewał się około 150 osób, na listę uczestników wpisało się ich niemal dwukrotnie więcej. Dzięki sponsorom i wolontariuszom, bieg miał też już profesjonalną oprawę.

Wyzwanie ultrasa: biegiem przed całą dobę stawić czoła rakowi archiwum prywatne
Najbliższe cele? Prywatnie: górski ultramaraton Lądek 240, charytatywnie: powtórka Sztafety z Przylądka Nadziei na Jasną Górę (fot. archiwum prywatne)

U stóp Ślęży udało się zebrać 11 tys. złotych na leczenie 11-letniego Piotrka Maciuka, który od 8 lat zmaga się z nieustępliwym glejakiem pnia mózgu. Ale suma wpłat zaksięgowanych w trakcie imprezy wyniosła około 50 tys. zł, więc na leczenie chłopca będzie można przeznaczyć aż sześciokrotnie więcej pieniędzy.

A co z prywatnymi planami biegowymi Tomka? „Wciąż je mam. Pod koniec lutego startuję w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim, moim marzeniem jest też przebiec w tym roku Lądek 240 podczas Dolnośląskiego Festiwalu Biegowego – zdradza wrocławianin. – Ultrabieganie już na dobre stało się moim stylem życia. Podczas krótkiego bie-gania nie mam dość czasu na przemyślenia, a tu jest miejsce i na wysiłek, i na spotkanie z naturą, i na refleksje”.

Przed Tomkiem jednak także kolejne charytatywne projekty – już organizuje między innymi drugą Sztafetę z Przylądka Nadziei na Jasną Górę. Są i inne pomysły, choć na razie nie chce zdradzać szczegółów. I tak się o nich dowiemy, bo pewnie znów nabiorą rozmachu dużo większego niż Tomek to sobie dzisiaj wyobraża.

RW 03-04/2022

REKLAMA
}