[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Yuki Kawauchi: Biegacz amator uwielbiany jak gwiazda rocka

Yuki Kawauchi to 28-latek, który ciągle mieszka z matką, ma największą na świecie kolekcję komiksów manga o bieganiu i od 8 do 16 pracuje jako urzędnik państwowy. To z jednej strony. A z drugiej? Z drugiej to gwiazda maratonów z patentem na ich wygrywanie i bożyszcze tłumów.

Yuki Kawauchi, maratończycy Japonia, bieganie Japonia Yuki Kawauchi potrafi pobiec trzy półmaratony w kolejne trzy dni i wszystkie wygrać z czasem 1:07 / fot. Getty Images, archiwum prywatne

Chłopiec biegnie, ile sił w nogach. Jego oddech jest głośny i ciężki. Dostrzega już matkę, która stoi na asfaltowej ścieżce w miejscu wyznaczającym koniec okrążenia. Kobieta patrzy na swój stoper. Jeśli jej syn pobije swój życiowy rekord, trening się zakończy, a jego czeka nawet nagroda. Albo lody, albo hamburger…

Jeśli jednak okaże się wolniejszy, to trening będzie trwał dalej. Znów będzie biegł okrążenie wokół parku. Matka wie, że on nienawidzi tych dodatkowych okrążeń, ale wie też, że jeszcze jest za młody, żeby się jej przeciwstawić.

Krzyczy więc głośno, odliczając kolejne sekundy: „Trzy minuty 34… 35… 36!”. Każdy okrzyk zmusza chłopca do przyspieszenia. Kiedy w końcu do niej dobiega, pada na trawę. Jej źdźbła i grudki ziemi przyklejają się do jego spoconych nóg i rąk, a on przewraca się na plecy i stara się uspokoić oddech. „Co ty wyrabiasz, dlaczego się wylegujesz? – słyszy. – Czas na karną rundę!”.

20 lat później ten chłopiec rozkocha w sobie tłumy biegaczy amatorów. Dlaczego? Choćby takimi osiągnięciami, jakimi zachwycił świat w 2013 roku. Ukończył wtedy 11 maratonów, z czego cztery z czasem poniżej 2:10. Wyniki 2:08:15 oraz 2:08:14 (jego życiowy rekord) wykręcił  w zawodach, które dzieliły tylko 42 dni. Wynik 2:09 osiągnął w dwóch maratonach organizowanych tylko dwa tygodnie po sobie. Żaden inny biegacz w historii nie zrobił nigdy czegoś podobnego.

W 2014 roku przebiegł 13 maratonów i 12 połówek. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby w większości nie zajmował miejsc na pudle, gdyby w nich tak często nie wygrywał. Yuki Kawauchi zawstydza zawodowców, bo nie ma sponsora, a żyje z pensji urzędnika. No i z nagród w biegach, które udaje mu się wygrać. Podczas gdy profesjonaliści pozwalają sobie na dwa starty w maratonach rocznie, on biega ich kilkanaście, a do tego startuje jeszcze w zawodach ultra. I żyje, i wygrywa.

Jak to możliwe? Jego były już trener stawia sprawę jasno: „To nie jest talent, to siła woli”. Jak się wykuwa taką potęgę charakteru? To akurat wie mama tego cudownego maratończyka.

Mama przesadzała?

To ona, jako była lekkoatletka, zabrała się za przygotowywanie syna do sportowego życia. Kiedy w wieku 6 lat przebiegł 1500 metrów w czasie 7 minut i 30 sekund, postanowiła, że nauczy go tego, co konieczne, by zaistnieć w świecie sportu: ciężkiej pracy i determinacji. Jak to robiła? Tak jak w opisanej wcześniej scence.

REKLAMA

REKLAMA

Yuki Kawauchi: biegacz amator z Japonii uwielbiany niczym gwiazda rocka fot. archiwum prywatne

Jeśli jej syn pokonał swój życiowy rekord, trening kończył się natychmiast. To było jego zadanie na każdą kolejną sesję. Jeśli mu się to nie udało, biegał kolejne okrążenia, aż do ukończenia wszystkich zaplanowanych. Jeśli którekolwiek z okrążeń biegł 30 sekund dłużej niż wskazywała życiówka, mama dopisywała mu do treningu kolejne kółko.

Jeśli zdarzyło mu się przybiec minutę za późno, dorzucała mu dwa dodatkowe okrążenia. Jeśli wyraźnie rozmijał się z życiówką przez kilka okrążeń, musiał wracać do domu na piechotę – ponad 3 kilometry spaceru po treningu. To jednak zdarzało mu się rzadko, bo był – i do dziś jest – uosobieniem posłuszeństwa, karności i dyscypliny.

Potrafi pobiec trzy półmaratony w kolejne trzy dni i wszystkie wygrać z czasem 1:07.

Choć cieszyły go zabawy z rówieśnikami, gry wideo i lektura komiksów, to gdy przychodziła odpowiednia godzina, wstawał od swoich zajęć i mówił z pokorą do kolegów: „Teraz idę biegać”. I szedł.

Taki sposób wychowania jest dość powszechny wśród japońskich matek (przeczytaj więcej o bieganiu w Kraju Kwitnącej Wiśni: Japonia rajem dla biegaczy). Ale karne kółka wzbudzały niepokój nawet wśród przechodniów w parku. Kiedy jednak zwracali matce Yukiego uwagę, że taki wysiłek to za dużo dla tak małego chłopca, ona chłodno odpowiadała: „To jest nasz rodzinny sposób na wychowywanie dzieci”.

Strach i pasja

No i pani Kawauchi wygrała. Syn do dziś biega, do dziś odnosi sukcesy, zarabia bieganiem pieniądze, choć nie ma sponsorów, bo zabrania mu tego urzędowy kontrakt. Yuki Kawauchi pracuje bowiem na państwowej posadzie 40 godzin tygodniowo. Nie może pobierać też opłat za udział w biegu. Pozostają mu jedynie nagrody za zwycięstwo. Mimo to startuje i często wygrywa.

Czasem jednak dodatkowo inwestuje w biegi. W 2013 roku spóźnił się na lot do Egiptu. Samolot był opłacony przez organizatora biegu. Yuki wykupił więc na lotnisku kolejny bilet za 9 tysięcy dolarów – czyli jedną czwartą swoich rocznych zarobków na urzędniczej posadzie. Opłaciło się – przybiegł pierwszy, wygrywając ten maraton. Wydawałoby się, że do tak wielkiego poświęcenia, do takiego wysiłku zdolna jest tylko osoba, która kocha to, co robi. Przez pierwsze lata poważnego trenowania Yuki biegał jednak raczej ze strachu niż z miłości do tego sportu.

REKLAMA

Yuki Kawauchi: biegacz amator z Japonii uwielbiany niczym gwiazda rocka fot. archiwum prywatne

Czego się bał? Tego, że straci swoją pozycję, że zawiedzie. Siebie samego, ale przede wszystkim mamę. W szkole średniej dołączył do drużyny biegaczy. Trenowali tam bardzo ciężko, jak to w Japonii zwykło się robić. Ćwiczyli sześć do siedmiu razy w tygodniu. Trzy, a nawet cztery treningi wzbogacane były o ćwiczenia szybkościowe. Taka intensywność często kończyła się kontuzjami. U Yukiego padło lewe kolano. Kontuzja ciągnęła się przez całą szkołę średnią i niosła za sobą upokorzenia.

Ci, którzy akurat nie trenowali – a jemu zdarzało się to często – nosili innym zawodnikom torby i bidony z wodą. „Co ja jestem? Ludzkie ścierwo?” – pisał w pamiętniku rozgoryczony Yuki. W tym też czasie na zawał serca zmarł 59-letni ojciec Yukiego.

Spróbujmy cieszyć się treningiem – powiedział kiedyś młodemu Yukiemu trener. I wszystko się odmieniło.

Chłopiec bardzo ciężko przeżył tę tragedię. To właśnie tata, nieważne jak późno wrócił do domu po pracy, rozmasowywał udręczonemu synowi obolałe nogi. „Zdążył zobaczyć tylko moją najgorszą formę” – wzdycha dziś ciężko dorosły już przecież sportowiec.

Prosto do raju

Ale potem przyszły lepsze lata. Jeśli to matka nauczyła syna biegać, to jego pierwszy i ostatni trener wzniósł to bieganie na wyższy poziom. Seiichi Tsuda wziął młodego chłopca pod swoje skrzydła na Gakushuin University w Tokio. Nie jest to uczelnia, w której biega elita – to po prostu dobry uniwersytet dla wyższych klas społecznych. Yuki miał jednak szczęście.

Tsuda oprócz tego, że nauczył go biegać w bardziej wyrównanym tempie, to jeszcze wyrugował nawyk wyrzucania prawej nogi na zewnątrz, co obciążało lewe kolano. Zmniejszył chłopakowi liczbę treningów szybkościowych do jednego w tygodniu i przekonał do porzucenia taktyki wygraj albo zgiń.

„Spróbujmy cieszyć się treningiem” – zaproponował w zamian. No i rezultaty przyszły same. Rekord życiowy na 5 km spadł z 15:07 do 14:38, a Yuki nauczył się słuchać własnego ciała: „Czułem się jak w raju” – wspomina z rozrzewnieniem.

Zwieńczeniem tej pracy była kwalifikacja na Hakone Ekiden w 2006 roku. To 10-etapowa sztafeta studencka. Każdy etap ma około 21 kilometrów. Uczelnie specjalizujące się w trenowaniu biegaczy miały swoje drużyny.

Szkoła Yukiego nie miała takiego zespołu, więc trafił on do teamu złożonego z pojedynczych studentów z mniej profesjonalnie traktujących biegaczy uczelni. Na swoim etapie przybiegł trzeci, robiąc tym samym prawdziwą furorę. Poznał go cały kraj, bo zawody ogląda w telewizji 30 procent japońskiej populacji, a na trasie stoi milion widzów.

REKLAMA

REKLAMA

Yuki Kawauchi: biegacz amator z Japonii uwielbiany niczym gwiazda rocka fot. Getty Images

Trzy lata później, na ostatnim roku studiów, Kawauchi pobiegł dwa maratony miesiąc po sobie. Na pierwszym uzyskał czas 2:19:26, a na drugim, w Tokio, 2:18:18. No i wtedy odnalazł swoje powołanie. Wtedy też zdał sobie sprawę, że do tej pory biegał dla kogoś. Biegał, bo bał się stracić swoją pozycję. Ta refleksja spowodowała, że od tej chwili postanowił trenować dla siebie.

„Uświadomiłem sobie, że biegam dlatego, że to lubię. To było jak wybudzenie ze snu. Po tym olśnieniu stawałem się już tylko lepszy” – mówi.

Na co dzień skromny urzędnik państwowy, niczym Clark Kent zamienia się na trasach biegowych w Supermana.

Do świadomości publicznej przebił się maratonem w Tokio w 2011 roku. Wtedy do mety przybiegł trzeci, a pierwszy wśród Japończyków. Zaliczył czas 2:08:37 i zaczął udowadniać, że nie będąc zawodowcem, można wygrywać, można starać się o kwalifikację olimpijską. Udowadnia to zresztą w wielkim stylu, bo zawsze najszybszy odcinek w jego wykonaniu to ostatnie trzy kilometry królewskiego dystansu.

Zniszczyć status quo

A zawodowcem nie jest. Cztery dni w tygodniu wstaje przed pracą i przebiega od 18 do 20 kilometrów. Zajmuje mu to około dwóch godzin w przydomowym parku. Po pracy, czyli wieczorem, ćwiczy w domu siłę na sprzęcie własnej roboty. Ma tam tylko stary rowerek treningowy, gumę do ćwiczeń i sztangę, na której wiesza treningowe buty. W weekendy robi długie wybiegania.

W zależności od etapu przygotowań biega na nich od trzech do siedmiu godzin – bywa, że w górach. Bardzo rzadko pije alkohol, bo boi się, że pogorszy on jego formę, ale obsesyjnie dba o to, by spać dokładnie siedem i pół godziny na dobę. Nie ma za wielu przyjaciół, sam w domu bawi się w karaoke i czyta komiksy. Ma też potężną kolekcję mangi o tematyce biegowej. Śmieje się, że nic tak jak ona nie nakręca go do biegania.

Jego były trener Seiichi Tsuda jest jednak innego zdania. Uważa, że Yuki Kawauchi ciągle biega, „by zwrócić na siebie uwagę swojej matki i ze strachu, że zostanie z tyłu w świecie biegowym”. Życiowym mottem Kawauchiego jest hasło „Zniszczyć status quo”. Bo Yuki walczy z biegowym establishmentem w Japonii. Tam zwyczajowo zawodnicy po skończeniu uczelni zatrudniani są przez korporacje i za regularną pensję trenują i biegają w zawodach z logo firmy na klatce piersiowej.

REKLAMA

Yuki Kawauchi: biegacz amator z Japonii uwielbiany niczym gwiazda rocka fot. Getty Images

Trenują też znacznie więcej niż Kawauchi – średnia wybieganych przez nich kilometrów na treningach jest dwa razy większa. Mimo że Yuki nie ma sponsora i codziennie pracuje za biurkiem przez osiem godzin, i tak wygrywa część biegów, w których mierzy się z zawodowcami.

Sto razy poniżej 2:20

Tłumy amatorów kochają go, bo udowodnił, że człowiek zza biurka może marzyć o wielkich wygranych. Wielu z nich przychodzi na maratony tylko po to, by spróbować uścisnąć mu rękę. W Japonii jest nawet komik, który go udaje, i na większych biegach ściska tych, którym nie udało się przywitać z oryginałem.

Ostatnie biegi, a właściwie rok 2015, pokazują jednak, że forma Kawauchiego spada. Jego wyniki nie są już tak imponujące, jak w pierwszych latach biegowych. Może tak duża liczba startów odbija się w końcu na jego dyspozycji? On sam przekonuje, że jego celem życiowym jest biegowa pielgrzymka. Marzą mu się kolejne miejsca startów, kolejne biegowe podróże.

Na przykład Paryż. Mimo że startował już w tak wielu miejscach, śni o tym, żeby zobaczyć wieżę Eiffla. Jeśli nawet miałby to być koniec Kawauchiego jako zwycięzcy maratonów, to i tak dokonał już bardzo wiele. A przed nim jeszcze wielki cel: stukrotne przebiegnięcie maratonu poniżej 2:20. To jedno z marzeń. Innym jest bieganie, ile będzie można, bieganie do końca życia, do upadłego.

To dzięki jego zwycięstwom amatorzy na całym świecie zaczęli wierzyć, że nie trzeba być zawodowcem, by wygrać maraton.

Teraz ma ubaw

Yuki Kawauchi udowodnił, że możliwa jest metamorfoza z cichego, posłusznego, karnego japońskiego chłopca w gwiazdę światowego formatu.

„Kiedyś, gdy mówiono mi, żebym skręcił w prawo, to skręcałem w prawo. Gdy domagano się, bym szedł w lewo, szedłem w lewo. Byleby tylko dojść do perfekcji, w którymkolwiek kierunku zmierzając. Byłem poważnym, dobrym chłopcem. A teraz? Teraz mam ubaw po pachy”.

Ale wbrew temu, co mówi ten wspaniały zawodnik, wciąż traktuje sprawę bardzo serio. W 2012 roku, kiedy na maratonie w Tokio zajął dopiero czternaste miejsce, na znak żalu zgolił głowę na łyso. Mimo porażek, mimo że obciążony organizm coraz częściej nie nadąża za czołówką, kibice wciąż go kochają. Zwłaszcza u niego w kraju.

„Kawauchi pokazał wszystkim amatorom w Japonii, że można odnosić sukcesy w tym sporcie, traktując go mimo wszystko jak hobby” – podsumowuje Yukiya Higuchi, wydawca japońskiego magazynu dla biegaczy „Courir”.

Przeczytaj historię polskich biegaczy amatorów, którzy osiągają wyniki jak elita: Godzą bieganie i pracę - amatorzy biegający jak elita

RW 03/2016

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij