REKLAMA

Zdobywca Bostonu - Arkadiusz Skrzypiński

Arkadiusz Skrzypiński dzięki stalowym bicepsom na mecie maratonów melduje się na godzinę przed najlepszymi zawodnikami świata. Jest odważny, nie ma kompleksów, niczym się nie przejmuje. Nie ma marzeń. Ma tylko plany.

Jacek Heliasz
Arkadiusz Skrzypiński (fot. Jacek Heliasz/heliasz.com)

300% normy

Skrzypiński to stachanowiec. Spełnia się nie tylko jako sportowiec, ale również w życiu prywatnym i zawodowym. Arek wie też, co znaczy dobra zabawa - kiedy w jego rodzinnych stronach puby zaczęły wypierać piwiarnie, razem z kolegami skwapliwie testowali jakość serwowanego tam trunku. Znajomi wyciągnęli go nawet na dyskotekę, a dziewczyny - jak mówi - „wzięły w obroty". Na co dzień pracuje na Politechnice Szczecińskiej.

Kiedy podczas naboru dostał pytanie od ówczesnego szefa instytutu: „Jakie zajęcie go interesuje", bez namysłu odparł, że najtrudniejsze. Kolejny raz na wariata, tak jak i w sporcie. „Zawsze wybieram ten trudniejszy wariant, ponieważ wychodzę z założenia, że będzie lepszy i że się nie mylę", - tłumaczy. W pracowni poligraficznej na wydziale informatyki zajmuje się stronami internetowymi i składem tekstu. Swojego trzyipółletniego synka Jędrzeja zabiera czasem na zawody.

Nasz najbardziej utalentowany handbiker wie już, że jego potomek odziedziczył po nim siłę, ale nie ma zamiaru narzucać mu stylu życia. „Cieszyłbym się, gdyby nie uprawiał łyżwiarstwa figurowego czy innych tańców na lodzie. Ale jak będzie chciał zostać muzykiem lub pisarzem, będę go w tym dopingował" - wyznaje. Wyrabia 300% życiowej normy, ale jak każdy człowiek miewa załamania. Tak było, gdy poczuł, że więcej nie jest w stanie osiągnąć jako zawodnik startujący na wózkach sportowych.

Ponadto, przez swój wojowniczy charakter drażnił ludzi ze środowiska i w konsekwencji wypadł z kadry. Działalność szczecinianina spędzała też sen z powiek zwolennikom predestynacji. W takich sytuacjach nieszczęścia chodzą parami, pojawiły się więc także problemy zdrowotne. „Nabawiłem się kamicy nerkowej. Trzeba było mnie kroić kilka razy, niewesoło było. Zabrakło wówczas zapału do treningów. Czułem, że doszedłem do granicy i nie będę się już dalej rozwijać.

Musiałem skupić się na pracy, bo jeśli sport nie wystarcza, to albo trzeba dać sobie spokój, albo zacząć się tym bawić. Ja zacząłem właśnie bawić się sportem". Postanowił spróbować nurkowania, grał też w siatkówkę na siedząco. Jego wyczynowe portfolio uzupełniają: srebrny medal w wyciskaniu sztangi na mistrzostwach Polski oraz brąz w sledge'u (narciarstwo biegowe dla niepełnosprawnych). Oba zdobyte w tzw. wolnej chwili, w trakcie przygotowań do sezonu wózkarskiego.

REKLAMA
1 2 3 ... 4
STRONA 2 z 4

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA