[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.2

Złota sztafeta: Aniołki zabrały nas do nieba

Justyna Święty-Ersetic, Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Martyna Dąbrowska, Natalia Kaczmarek po kolejnych medalach mistrzostw Europy i świata rozkochały w sobie całą sportową Polskę. Kim są i skąd się wzięły nasze złotka? I czy sztafeta, jak kobieta, zmienną jest?

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic i Martyna Dąbrowska, czyli dwie trzecie składu naszej złotej sztafety 4x400 m kobiet (fot. Aleksandra Szmigiel)

O aniołkach zabierających kibiców do sportowego nieba krzyczał Przemek Babiarz – najpierw po triumfie Justyny Święty-Ersetic, a 90 minut później podczas fantastycznego, zwycięskiego biegu sztafety 4 x 400 metrów na mistrzostwach Europy w Berlinie. To kolejne trofeum kobiecej sztafety – są już m.in. mistrzyniami Europy i dwukrotnymi wicemistrzyniami świata z hali oraz brązowymi medalistkami mistrzostw świata na stadionie, nie wspominając już o zwycięstwach w wielu najważniejszych imprezach juniorskich i młodzieżowych.

„My to chyba jesteśmy po trochu aniołkami i diabełkami” – śmieją się „czterystumetrówki”, które powoli, a właściwie bardzo szybko, doganiają w sukcesach legendarną męską sztafetę i przebijają się do czołówki plebiscytu na najlepszych sportowców w Polsce.

Polskie złotka od trzech lat zachwycają widowiskowymi biegami na chyba najtrudniejszym dystansie biegowym, którego wielu zawodników po prostu się boi. Bo nie tylko nasze złote dziewczyny twierdzą, że 400 metrów to „krew, pot i… kwas mlekowy”. Tak, są i łzy... szczęścia, ale żeby popłynęły, najpierw musi poboleć. A boli przez 250 dni w roku, kiedy jest o nich cicho, bo spędzają je na obozach treningowych.

Przygotowania do kolejnego sezonu kadrowiczki Aleksandra Matusińskiego zaczęły w Szklarskiej Porębie, potem lecą do Portugalii i RPA (Patrycja jest ze swoim trenerem w Nowej Zelandii, Natalia też trenuje ze swoim). Wszystko po to, by powalczyć o mistrzostwo świata w Dauche, a potem...

„Nie ma się co martwić, nie spoczniemy na laurach, bo zostało nam najważniejsze zadanie do wykonania i największe marzenie do spełnienia: medal na igrzyskach olimpijskich w Tokio” – zapewnia Justyna, nieformalna liderka teamu, który dwa razy w roku przez niespełna trzy i pół minuty rozpala emocje wielbicieli królowej sportu w Polsce. Bo przecież tak jak lekkoatletyka sztafeta jest kobietą. Czterema, a nawet sześcioma kobietami. A kobieta „zmienną jest”.

REKLAMA

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Na stadionie w Szklarskiej Porębie humory dopisują. Jeszcze kilkaset treningów i znów wspólnie wystartują w sztafecie. (fot. Aleksandra Szmigiel)

Po torze, czyli 1 x 400 m

Pierwsza zmiana to samotność czterystumetrowca. Gosia – urodą, wzrostem i sylwetką podobna do Justyny, więc od zawsze z nią mylona – musi pobiec świetnie, ale na czuja. Bo biegnie po torze i w dużych odległościach od innych zawodniczek; czasem, jak biegnie po zewnętrznym, nawet ich nie widzi. Zbiegnięcie do bandy następuje dopiero po 500 metrach.

„Nie dotykamy się, nie mam kontaktu z rywalkami, więc muszę się napędzać, walczyć sama z sobą i umiejętnie rozkładać siły, żeby dziewczyny miały już na początku wysokie miejsce” – tłumaczy Małgosia, która potrafi to najlepiej i niemal zawsze rozkręca biegi naszych złotek.

Oczywiście, najpierw 10 razy wyciera pałeczkę, żeby się nie wyślizgnęła, bo byłaby tragedia. „Choć nie jest łatwo, bo w naszych skąpych strojach, jak wiecie, niezbyt wiele materiału” – śmieje się Gosia.

Podobnie jak inne dziewczyny, nie pamięta wielu biegów indywidualnych, ale sztafetowe niemal co do metra. Nawet ten swój pierwszy, z 2010 roku, gdy jako 17-latki, z Justyną w składzie, zajęły 8. miejsce na mistrzostwach świata juniorów w Kanadzie.

„W sztafecie startujemy raz, dwa razy w roku podczas wielkich imprez, więc tego się nie zapomina. Kiedy zdobyłyśmy pierwszy seniorski medal na mistrzostwach świata, to był dla mnie absolutny szok i takie szaleństwo, że przez wiele godzin nie mogłam się uspokoić” – tłumaczy Małgosia i śmieje się (właściwie cały czas jest uśmiechnięta), że obojętnie gdzie sztafeta ma lecieć, ona zawsze ma najdalej ze swojego ukochanego Koszalina, gdzie wszystko 12 lat temu się zaczęło.

Morderczy trening

Trener Matusiński jest przeszczęśliwy. Na jednym z treningów, podczas którego dziewczyny biegały „150-ki” na pełnej szybkości, udało się „zajechać” Justynę. Czyli doprowadzić do stanu, w którym człowiek nie jest w stanie się ruszyć. Laktometr, zwany „zakwaszarką”, mierzący poziom kwasu mlekowego w organizmie, pokazał „haja”. A „high” na tym urządzeniu oznacza, że ciała dziewczyn są potwornie zakwaszone i przekroczyły wszelkie granice wytrzymałości i zmęczenia.

„Zazwyczaj wtedy powinno się roztruchtać, a my często leżymy przez pół godziny bez ruchu” – opowiada Justyna.

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Wiecznie żartujące, wiecznie roześmiane – nawet podczas wspólnych posiłków. (fot. Aleksandra Szmigiel)

Trening biegaczek na 400 metrów to najczęściej powtarzane dziesiątki razy biegi na krótkich dystansach na pełnych prędkościach. Czasem wydaje się, że już nie da się podnieść, a one muszą to jeszcze powtórzyć, i jeszcze...

„Nie mówi się o tym, ale niektóre treningi kończymy w toalecie, z głową w muszli” – tłumaczy Justyna, której, jak każdej z nich, zdarzało się ubierać dres w trakcie treningu i mówić kategorycznie: „Koniec! Nasi rówieśnicy bawią się teraz na imprezie, a my tu się miesiącami katujemy”.

Ale po tylu latach wiedzą, że tylko taki trening, z notorycznym „umieraniem” i „zmartwychwstawaniem”, sprawia, że potem wpadną na metę szczęśliwe i wzruszone, a później będą mogły zaśpiewać Mazurka Dąbrowskiego.

„Żeby osiągnąć taki poziom, sportowiec musi być trochę masochistą” – uważa najlepsza Europejka na dystansie 400 metrów. I to cierpliwym. „Te ostatnie sukcesy to nie jakaś eksplozja talentu, tylko efekt już prawie 10 lat czasem morderczej pracy – mówią dziewczyny ze sztafety, dodając, że jest jeszcze jedno. – Nie ma się co oszukiwać: naszą siłą jest to, że mamy cztery, a nawet sześć dziewczyn, które indywidualnie poszły w górę i wszystkie biegają na dobrym poziomie około 52 sekund i jeszcze nawzajem się motywują rywalizacją. Gdyby była jedna lub dwie, nawet najlepsze w świecie, a reszta by odstawała, nie byłoby tych medali”.

No i jeszcze druga rzecz – zmiany...

Po bandzie, czyli 2 x 400 m

Druga zmiana idzie po bandzie. Iga, najwyższa (179 cm), z nogami do szyi, najstarsza i najbardziej rozgadana w sztafecie, daje się najpierw wyprzedzić czterem rywalkom, ale w strefie zmian i tak przekazuje pałeczkę Patrycji... jako pierwsza. Iga biegała już na wszystkich zmianach, ale ostatnio na Gali Królowej Sportu prawie nie popłakała się z dumy, gdy trener powiedział, i to ze sceny, że jest najlepiej na świecie biegającą taktycznie zawodniczką na drugiej zmianie. Widać, tę zmianę jakiś bóg lekkiej atletyki stworzył dla Igi.

REKLAMA

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Małgosia i Justyna biegały razem w sztafecie już w 2010 roku. Najczęściej mieszkają wspólnie w pokojach hotelowych i... są mylone nawet przez ludzi znających się na biegach. (fot. Aleksandra Szmigiel)

„Biegniemy jeszcze 100 m po torach, potem wszystkie zbiegamy na pierwszy, robi się tłoczno przy bandzie i między 200. a 300. metrem, na łuku, zaczyna się zabawa – opowiada Iga. Jedna nagle przyspiesza, inna chce kogoś wpuścić, a jeszcze inna obiec. – I tam trzeba pokombinować, żeby się nie wywrócić, nie obiegać, ale być na jak najwyższym miejscu na 200. metrze, bo według tego ustawiają dziewczyny na kolejnej zmianie”.

Iga myśli, kombinuje, w jej głowie rozgrywa się cała historia. „Ale ponieważ to są ułamki sekund, to w oczach kibica wydaje się hop siup, nieźle biegnie na szkitkach i tyle” – nie tylko dziewczyny wiedzą, że Iga jest najbardziej zwariowaną członkinią sztafety i jej „teksty” potrafią rozładować każdą sytuację. To ona zachęcała, by trzymać „kciukaski” za sztafetę, i przed kamerą opowiadała, że „na ostatniej prostej czuła krew; pomyślała: dobra, biegnijcie se, grażyny, ja zaraz wam pokażę, na co mnie stać, i włączyła przerzutkę i turbodopalanie na swoich długich kikutkach”.

„Nawet nie wiem, skąd mi się wzięły te kikutki, chyba chciałam coś w TV elegancko powiedzieć, bo na co dzień mówię giry, ale nie wypadało” – śmieje się Iga, która zdaje sobie sprawę ze swojego barwnego języka i przyznaje, że co ma w głowie, to na języku (a dziewczyny w nowym towarzystwie pochylają głowy i udają, że jej nie znają). Może nawet pomyśli o dziennikarstwie sportowym. Ale to potrwa, bo choć ma 29 lat, to piąta zawodniczka w Europie wie, że ma rezerwy na jeszcze szybsze bieganie.

Między nami rywalkami

Dziewczyny ze sztafety są nimi od czasu do czasu. Ale tylko przez około 52 sekundy, kiedy startują w biegach indywidualnych, na przykład walcząc o mistrzostwo Polski. Za metą wszystko wraca do normy: ściskają się i gratulują sobie nawzajem. Siłą polskiej sztafety jest to, że choć mają różne charaktery, to naprawdę bardzo się lubią i uzupełniają. Są nierozłączne, zmieniają się i mieszają w hotelowych pokojach, „mimo iż są babami”, nigdy się nie kłócą, za to żartują, wygłupiają i śpiewają, a także motywują nawzajem i wspierają w trudnych chwilach.

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Justyna Święty-Ersetic wpada na metę, aby zdobyć złoty medal mistrzostw Europy w Berlinie w 2018 roku. (fot. Aleksandra Szmigiel)

„Chorej rywalizacji, zawiści i zazdrości brak” – przekonują. Postanowiły nawet, że w jednym czasie utrudnią życie organizatorom i komentatorom światowych imprez. W sztafecie biegają więc cztery, ale od przyszłego roku… już z 8 nazwiskami na topach z numerami startowymi.

Justyna i Małgosia wyszły za mąż tydzień po tygodniu we wrześniu 2017 roku. Były świadkami na swoich ślubach, a nawet przekazały sobie, jak to w sztafecie, podwiązkę, bo przecież na ślubie trzeba mieć coś pożyczonego. Dwa miesiące później przyszedł czas na Igę, a teraz stan cywilny zmieni Patrycja (i „Wycisz”, jak ją nazywają, będzie oficjalnie Wyciszkiewicz-Zawadzką). Oczywiście śluby planowano w przerwach na roztrenowanie, żeby mogły się spotkać i potańczyć (a że potrafią, pokazały podczas dekoracji w Berlinie).

„To przez to, że ich chłopaki się zmobilizowali, gdy zobaczyli, jak przyrasta liczba wielbicieli dziewczyn” – śmieje się Martyna Dąbrowska, (jedyna „czarna owca”, bo brunetka, w sztafecie), dodając, że był plan, by cała sztafeta miała swój fanpage na Facebooku i profil na Instagramie, ale teraz to nawet na pojedynczych stronach dziewczyny nie są w stanie odpisywać piszącym do nich tysiącom fanów.

„A poza tym po co wchodzić na jedną stronę, jak teraz można sobie pooglądać sześć razy tyle zdjęć pięknych dziewczyn” – dodaje Martyna, wcale nie sugerując, że dziewczynom z polskiej sztafety można by przyznać także medale mistrzostw świata za urodę.

Kocioł, czyli 3 x 400 m

Patrycja musi sobie poradzić w wielkim kotle tworzącym się w strefie zmian przed trzecią zmianą. Tu może wydarzyć się wszystko. Łokcie muszą być gotowe, bo nie ma, że na szturchnięcia i przepychanki się nie odpowiada – to jest już „walka wręcz”. Oczywiście fair, bez złośliwych fauli.

REKLAMA

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Co roku wszystko, co piękne (w następnym sezonie), zaczyna się w Karkonoszach, w Szklarskiej Porębie. Sztafeta na szlaku. (fot. Aleksandra Szmigiel)

„W sztafecie biega się szybciej niż indywidualnie. Miałam takie zawody, że sama pobiegłam 52 s, a w sztafecie 50,70 s – tłumaczy adrenalinę i poświęcenie dla zespołu mistrzyni Europy juniorów (w sztafecie również) i młodzieżowa wicemistrzyni sprzed 3 i 5 lat. – Z juniorskich mistrzostw pamiętam, jak na 30 metrów przed metą czułam, że jestem pierwsza, wygram i biegłam jeszcze szybciej, niesiona na skrzydłach  takiego wspaniałego uczucia, że już mnie nikt nie dogoni”.

Patrycja to kolejny wielki talent, który z powodu kontuzji nie przepracował w ostatnich latach w 100% żadnego sezonu przygotowawczego. Teraz chce wrócić do jeszcze szybszego biegania. Poznanianka (ze Śremu) po 14 latach z trenerem Motylem przeszła do teamu Tomasza Lewandowskiego. Dziewczyny ze sztafety mówią, że za groźnym wyrazem twarzy tej biegowej wojowniczki kryje się łagodne serce i wspaniały intelekt.

„Jest tak mądra, że czasem nie wiemy, co do nas mówi” – Iga, oczywiście.

Być albo nie być

Sztafeta jest okrutna. Nie wybacza słabszej formy. Dziewczyny biegają w niej od lat, ale wiedzą, że nikt nie zagwarantuje im „etatu” ani w czwórce, która walczy w finale, ani nawet w szóstce, która pojedzie na najważniejszą imprezę (dwie zawodniczki – ostatnio Martyna i Natalia, jest jeszcze Aleksandra Gaworska, walcząca z kontuzją – najczęściej startują w eliminacjach, żeby odciążyć te najlepsze, które walczą też indywidualnie).

„Co sezon trzeba potwierdzać przydatność dla sztafety, osiągając dobre wyniki – tłumaczy Patrycja. – No i tak musi być, bo przecież gdybym była w słabszej formie, a na siłę chciała pchać się do sztafety, to zabrałabym szanse na medal całej drużynie. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Każda by chciała biegać, ale jeśli ktoś jest lepszy, trzeba być tego świadomym i się z tym pogodzić”.

Dziewczyny cieszą się, że gonią je kolejne talenty, bo zdają sobie sprawę, że zdarzają się kontuzje, słabszy czas, a one chcą dostarczać takich emocji kibicom przez wiele lat.

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Wyczynowe bieganie na najwyższym poziomie oznacza 250 dni w roku poza domem. Po porannym treningu następuje... popołudniowy. (fot. Aleksandra Szmigiel)

„Szkoda tylko, że Irena Szewińska, która zawsze była z nami i bardzo się cieszyła, że idziemy w jej ślady, nie widziała, jak wygrywamy” – martwi się Justyna, ale Iga ją karci: „Na pewno widziała, jeszcze nam z nieba pomagała, żebyśmy wytrzymały do mety...”.

Święto, czyli 4 x 400 m

Czwarta zmiana. Finiszowa. Czy na mecie będą „świętować”? „Święty, kto, jak nie ty” – mówią tej najbardziej upartej i pracowitej. Justyna przyzwyczaiła się, że startuje jako ostatnia, ale zawsze przebiega jej przez głowę: „Rany, dziewczyny już to mają za sobą, teraz moja kolej”.

„Czuję tę ogromną odpowiedzialność i wiem, że najczęściej na ostatniej zmianie biegną najlepsze zawodniczki, więc stres jest do ostatnich metrów” – tłumaczy, choć jej partnerki uważają, że Justyna jest najmniej zestresowana i jeszcze je mobilizuje, coś podpowiada. Wiedzą, że jest fajterką i nigdy się nie poddaje. „To koń treningowy, że tak brzydko powiem” – określa ją po swojemu Iga.

Jednak w Berlinie po złocie w biegu indywidualnym powiedziała trenerowi i koleżankom: „Nie biegnę...”. Bała się, że nie da rady zmobilizować się jeszcze raz i zamiast pomóc dziewczynom, zaszkodzi sztafecie. Ale meleks skołowany przez trenera od organizatora już czekał. Przewieźli ją z Igą na stadion rozgrzewkowy, położyła się i po godzinie była gotowa. Pobiegła wspaniale, przechodząc do historii sportu – dwa złote medale mistrzostw Europy w 90 minut w biegu na 400 metrów i sztafecie. Tak jak na początku kariery. Gdy miała 15 lat, została mistrzynią Śląska, gdy miała 20 – mistrzynią Polski, a 25 – mistrzynią Europy.

„No ale teraz nie będę czekała do trzydziestki, przecież nasza sztafeta przyspiesza, a igrzyska są za dwa lata” – przypomina dziewczyna z Raciborza, która 15 lat temu chciała zostać piłkarką. A teraz tylko 41 setnych brakuje jej do złamania magicznej bariery 50 s. Pytanie: nie czy, ale kiedy jej się to uda.

REKLAMA

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Złota polska sztafeta 4x400 m kobiet po finałowym zwycięstwie na mistrzostwach Europy w Berlinie w 2018 roku (fot. Aleksandra Szmigiel)

Kto jest kim w złotej sztafecie 4 x 400 m kobiet?

Małgorzata Hołub-Kowalik - uśmiechnięta mistrzyni

26-letnia inżynier ochrony środowiska z Koszalina to aktualna mistrzyni Polski w biegu na 400 m z fantastycznym rekordem 51,18 s. Stały, niezawodny punkt sztafety, wielokrotna medalistka MŚ i ME, zaczynała w podstawówce od koszykówki. Próbowała przekonać trenera – od 14 lat Zbigniewa Maksymiuka, by pozwolił jej spróbować sił w trójskoku. Nigdy się, na szczęście, nie zgodził. Mąż Jakub jest radnym.

Iga Baumgart-Witan - dusza drużyny

Jeśli dziewczyny wpadną na jakiś szalony pomysł, to wiadomo, że Iga będzie pierwsza. Zwariowana, spontaniczna, dysponująca barwnym językiem i długimi nogami. Z predyspozycjami do bardzo szybkiego biegania, 5. miejscem indywidualnie w Europie i nową życiówką – 51,24 s. Mama 29-letniej Igi po wielu rozczarowaniach brakiem postępów zrobiła wszelkie możliwe kursy, zostając trenerką córki i asystentką trenera kadry sztafety. Mąż Igi, Andrzej, jest piłkarzem.

Patrycja Wyciszkiewicz - naukowiec

„Jak wykorzystanie otwartych innowacji wpływa na powstawanie kluczowych czynników sukcesu masowych biegów ulicznych” – to tytuł pracy doktorskiej 26-letniej doktorantki Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Dziewczyny podziwiają ją za wielkie serce do biegania i nauki, ale przyznają, że odpowiada też za... wizerunek sztafety – zmienia się we fryzjerkę i kosmetyczkę drużyny przed startami. Była mistrzyni Europy juniorów z życiówką 51,31 s.

REKLAMA

Złota sztafeta 4x400 m kobiet: Aniołki na mistrzostwach Europy zabrały nas do nieba Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic i Martyna Dąbrowska, czyli dwie trzecie składu naszej złotej sztafety 4x400 m kobiet (fot. Aleksandra Szmigiel)

Justyna Święty-Ersetic - fajterka

Najlepsza biegaczka na 400 metrów w Europie z czasem 50,34 s. Tytan pracy, uparta, zawzięta, czasem zbuntowana i najbardziej odporna psychicznie, co czyni ją nieformalną liderką sztafety. 26-latka z Raciborza na początku myślała o piłce nożnej, ale sukcesy biegowe przyszły szybko: jako 15-latka była mistrzynią Śląska, jako 20-latka mistrzynią Polski, a w wieku 25 lat mistrzynią Europy. Mąż, Dawid, jest medalistą ME juniorów w zapasach.

Martyna Dąbrowska - siła spokoju

24-letnia brunetka (wśród blondynek). Zadziornym dziewczynom ze sztafety zdarza się rzucić mocnym słowem. W przypadku Martyny, dziewczyny z Augustowa, której pierwszym sportem było żeglarstwo, gdy usłyszy się jej najmocniejsze „No, paniusiu”, to należy się bać. Najspokojniejsza i małomówna, za to organizatorka życia pozasportowego teamu: nie ma leżenia w pokojach, trzeba coś ulepić, uszyć, zorganizować. Frezarka do paznokci Igi służy jej do robienia świątecznych aniołków z muszelek.

Natalia Kaczmarek - przebojowa

Najmłodsza w ekipie. 20-letnia studentka wrocławskiej AWF przebojem wchodzi do utytułowanej sztafety. Biegała w eliminacjach mistrzostw Europy. Pozostałe dziewczyny jeszcze dobrze jej nie znają, bo na razie rzadko przyjeżdża na zgrupowania kadry. Ale, jak twierdzą, od razu widać, że wpasuje się do drużyny, bo jest pewna siebie, wszędzie jej pełno i już ma własne zdanie na każdy temat...

RW 01-02/2019

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij