[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
PODZIEL SIĘ


OCEŃ
4.1

Zola Budd: Biegam, żeby zachować spokój

Pełna zwrotów akcji historia Zoli Budd, introwertycznej, filigranowej biegaczki z Pretorii w RPA, mogłaby stać się kanwą scenariusza hollywoodzkiego filmu. Jest w niej bowiem wszystko: ambicja i zwątpienie, sukcesy i porażki, miłość i nienawiść, szczęście i smutek, hańba i nadzieja... Ale nade wszystko jest w niej dziewczyna, która na wszystkich życiowych zakrętach siłę i spokój odnajdywała w bieganiu.

Zola Budd fot. Michael Lewis; Bob Thomas, Mike Powell/Flash Press Media; John Evans RW Archives

Na uniwersyteckie przełaje zawodniczki przyjechały z całych Stanów. Każda z nich zapewne miała w głowie nie tylko start w biegu, ale także jakiś osobisty problem. Jednak żadna z pewnością nie była tak napiętnowana, jak ta biegaczka w średnim wieku, o kręconych włosach – światowym skandalem i osobistą stratą.

Była drobnej, ale silnej budowy ciała, miała 42 lata, brązowe, kręcone włosy. Biegaczki wiedziały, że jest to bieg otwarty. Każdy mógł w nim uczestniczyć. Ale co robiła między nimi ta kobieta? Weterani mają swoje biegi. Może chciała przebiec po prostu kilkaset metrów i zejść z trasy? Kiedy wystartowały, młode zawodniczki spojrzały porozumiewawczo na siebie. Ta pani w średnim wieku miała doskonałe, profesjonalne ruchy, długi, sprężysty krok. Trenerzy zauważyli to od razu.

Biegła w czołówce. Pierwszą milę pokonała w 5 minut i 18 sekund. Zwykła biegaczka amatorka nie odważyłaby się na takie szaleńcze tempo i to w tak pofałdowanym terenie. Miała przed sobą długi podbieg, potem zbieg i kolejny podbieg. Radzono jej przed startem, by nie szarżowała. Ale ona zignorowała te uwagi. Biegła jak na prawdziwych zawodach. W końcu jeden z trenerów nie wytrzymał i krzyknął: „Biegnij, Zola!”. „Zola?!” – zapytali pozostali. „To niemożliwe!”.

Wystarczy wspomnieć nazwisko Zoli Budd amatorowi biegów na bieżni i na pewno udzieli jednej z trzech odpowiedzi. Biegała boso, była z RPA, przewróciła podczas olimpijskiego finału Mary Decker. Takie były skojarzenia z jej osobą i to one zadecydowały o jej losie jako zawodniczki. Legenda Zoli Budd jest jak wszystkie legendy – prosta, poruszająca i nieskończona.

Jest oparta na półprawdach, przesadzonych wersjach i wierutnych kłamstwach. Sądzono, że przestała biegać, a tu nagle się pojawiła. Młode biegaczki coraz bardziej się zbliżały... Oczywiście, że słyszały te krzyki. Ale kim była ta Zola?! To nie miało znaczenia. One miały czas, naturę i siłę fizyczną po swojej stronie. Pokażą tej mamuśce w średnim wieku, co to znaczy się ścigać.

REKLAMA

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. RW

Zola nie odpuszczała. Przyspieszyła. One też. Znowu im uciekła. Ale do mety było daleko... Bieganie kiedyś było zabawą dla tej kobiety w kręconych włosach. A kiedy tego potrzebowała, uratowało ją. A potem prawie zniszczyło, zanim zdążyła dorosnąć. Dlaczego teraz znowu biega? Od czego ucieka? Albo dokąd biegnie?

Frank Budd i Hendrina Wilhelmina Swardt, którą wszyscy nazywali Tossie, mieli pięcioro dzieci, zanim urodziła się Zola. Kiedy była mała, jej ojciec pracował w drukarni, którą sam, jako brytyjski emigrant, założył. Jej mama, Tossie, była chorowita. Najstarsza Jenny została więc mimowolnie opiekunką młodszego rodzeństwa. Miała 11 lat, kiedy urodziła się jej młodsza siostra Zola. Była chuda, niska i beznadziejna w grach zespołowych. Jenny lubiła biegać i kiedy Zola urosła, dołączyła do starszej siostry.

Biegały boso po wzgórzach otaczających Bloemfontein, południowoafrykańskie 500-tysięczne miasto. Biegały dla zabawy. I z tego powodu, o którym Zola potem zapomniała – żeby przypomnieć sobie o nim wiele lat później. A potem zaczęła biegać szybko. Kiedy świat ją odkrył, reporterzy zaczęli nazywać ją „cudem nad cudami” i „bosonogą mistrzynią”. I wtedy bieganie przestało być zabawne.

Najpierw ta mała, chuda nastolatka została mistrzynią, potem symbolem, a potem celem gniewu całego świata – w wieku, kiedy inne dzieci zaczynają studia, ona biegała, ale bieganie nie było już zabawą.

Są opowieści o tym, jak Zola wypracowała prędkość, bo ścigała się na farmie ze strusiami. Że zmuszał ją do tego pazerny ojciec. Jak wiele historii i ta była jedynie półprawdą. Na farmie były strusie, ale nigdy się z nimi nie ścigała. A jej ojciec zauważył, że Zola jest szybka i znalazł jej trenera. Nikt nie zmuszał jej jednak do biegania: ona chciała biegać.

Miała szczęśliwe dzieciństwo. Oprócz strusi, na farmie były także krowy, kaczki, kury. Były bójki w błocie latem i ogniska zimą. Jednak mama i tata Zoli nie stanowili szczęśliwego małżeństwa. Coraz częściej dochodziło między nimi do różnicy zdań. A duch zmarłego brata, Franka, cały czas unosił się nad rodziną. W domu pełno było jego zdjęć, a mama stawała się smutna i milcząca w rocznicę jego narodzin. To było dzieciństwo wypełnione tajemnicą, radością, smutkiem, szczęściem.

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. Mike Powell/Flash Press Media

Zola trenowała, a Jenny została pielęgniarką. Pracowała na nocnych zmianach i wracała do domu, kiedy rodzina jadła śniadanie. Zjadała coś słodkiego i szła spać, a Zola szła do szkoły. Jednak kiedy młodsza siostra potrzebowała z kimś porozmawiać, Jenny zawsze była otwarta. Kiedy Zola miała 13 lat, wystartowała w biegu na 4 km. Biegła z całych sił, jednak przybiegła druga. Gdy finiszowała, zwyciężczyni była już ubrana w dres i robiła roztruchtanie. A Budd nie lubiła przegrywać.

25-letnia Jenny znalazła się w szpitalu jako pacjentka. Leczono ją na czerniaka. Zoli nie pozwolono odwiedzić siostry. Wiedziała, że Jenny jest chora, ale nie wiedziała, jak bardzo. Cara Budd, mająca wtedy 18 lat, weszła do pokoju Zoli o godzinie 4 rano. Obudziła swoją młodszą siostrę i przekazała jej najsmutniejszą wiadomość.

Zola nie płakała ani nie krzyczała. Zawsze wszystkie uczucia tłumiła w sobie. Jedyną osobą, z którą dzieliła się uczuciami, była właśnie Jenny... O tej tragedii nikt w rodzinie nie rozmawiał.

A Zola? Zaczęła trenować jeszcze więcej niż przedtem. Wstawała o godzinie 4.45 i przez 30-45 minut biegała. Potem szła do szkoły. Kończyła ją o godzinie 13.30, odrabiała lekcje i pomiędzy godziną 15 a 19 miała drugi trening. Tamtej zimy wzięła znowu udział w biegu na 4 km. Tym razem go wygrała.

W kolejnym roku zdobyła mistrzostwo Afryki Południowej na 800 m, a rok poźniej na 1500 i 3000 m. Kilka lat po śmierci Jenny przebiegła 5 km w 15:01.83. Pobiegła tak szybko, jak jeszcze nigdy żadna kobieta. Odtąd życie już nigdy nie było takie samo. John Bryant był biegaczem, pisarzem i dziennikarzem „Daily Mail” w Londynie. Kiedy w 1983 roku natknął się na informację o wyniku Zoli na 5 km, napisaną drobnym drukiem w Runner's World, poczuł się jak geolog znajdujący złoże złota w bagnie.

„Jeżeli wierzyć wynikom – napisze Bryant 25 lat później – była sobie pewna nastoletnia biegaczka, biegająca bez butów, która mogła ustanawiać rekordy świata”. Jednak rekord Budd na 5 km nie został uznany. Ustanowiono go w RPA – kraju, który był wykluczony z międzynarodowej społeczności z powodu apartheidu.

REKLAMA

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. RW

Czego Bryant nie napisał, to fakt, że Budd była biała. Ten mały, rasowy aspekt w połączeniu z faktem, że Budd była Południowoafrykanką, uczynił z historii niesamowity kąsek. A fakt, że zbliżały się igrzyska olimpijskie i że RPA było wykluczone z udziału w nich, zapoczątkował ciąg zdarzeń, które zmieniły życie Budd na zawsze.

Bryant wysłał do Bloemfontein reportera. Inni też tam pojechali. Znaleźli nieśmiałą uczennicę, patrzyli, jak szybuje po wzgórzach z wysoko uniesionymi łokciami. Na ścianie obok jej łóżka znaleźli przyczepione plakaty Sebastiana Coe, Steve'a Ovetta i plakat ulubienicy Ameryki, biegaczki Mary Decker, której rekord na 5 km Budd poprawiła o prawie 7 sekund.

I reporterzy napisali o Budd w prasie. O jej życiu, o jej bieganiu, o wszystkim. Nie wiedzieli jednak o Jenny, o problemach rodziców, o tym, dlaczego Zola zaczęła biegać tak szybko. Jeden dziennikarz martwił się o tę młodą biegaczkę. Obserwując, jak nie udało jej się pobić rekordu na 3000 m w 1984 roku, napisał:

„Kiedy reporterzy tłoczyli się, żeby zrobić z tego sensację, Zola siedziała skulona na łuku stadionu jak zaszczute zwierzę. Jeżeli prawdziwego perfekcjonistę poznać po tym, jak reaguje na swoje porażki, Zola z pewnością jest honorowym członkiem tego klubu. Należy tylko wierzyć, że zawsze będzie miała wokół siebie kochających i wspierających ją ludzi”.

Redakcja „Daily Mail” zaoferowała rodzinie Budd 100 tys. funtów za wyłączność do jej historii. Gazeta obiecała również pomoc w formalnościach związanych z załatwianiem dla Zoli brytyjskiego paszportu, aby mogła pobiec na igrzyskach. W Anglii ludzie witali ją demonstracjami i niezadowoleniem, wykrzykiwali obraźliwe słowa. Była białą Południowoafrykanką, uprzywilejowaną. Bardzo niewielu wiedziało, jaka była naprawdę. Ona sama nigdy o sobie nie mówiła, nie umiała się bronić. Była introwertyczką, nieśmiałą i zamkniętą w sobie.

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. RW

Ale świat domagał się czegoś innego. Przed swoim pierwszym biegiem w Anglii gazeta „Daily Mail” zorganizowała konferencję prasową, w której tle pobrzmiewała ścieżka dźwiękowa z „Rydwanów ognia”. BBC transmitowało jej bieg na 3000 m, który wygrała z czasem 9:02.06. Ten jeden wysiłek wystarczył, by zdobyła olimpijskie minimum. Konkurencja „Daily Mail”, która nie miała dostępu do Zoli, pisała nagłówki typu: „Zola, wracaj do domu!”.

Dziennikarz „New York Timesa” ocenił, że dla świata Zola Budd była symbolem segregacyjnej polityki RPA, a dla „Daily Mail” maszynką do podbijania nakładu. A co Zola myślała na ten temat?

„Do czasu, kiedy przyjechałam do Anglii w 1984 roku, nie miałam pojęcia, że istnieje Nelson Mandela. Wychowałam się w niewiedzy o tym, co dzieje się dookoła mnie. Wszystko, co wiedziałam, znałam z gazet dla białych, w których wmawiano nam, że jeżeli nie będzie apartheidu, upadnie nasza gospodarka. Dopiero poźniej dowiedziałam się, że nas oszukiwano” – powiedziała w wywiadzie w 2002 roku.

Budd miała wystartować w IO w Los Angeles w 1984 roku. I co najważniejsze – stawić czoła ulubienicy USA, Mary Decker, której plakat niegdyś wisiał nad jej łóżkiem. Uczesana w charakterystyczną kitkę Mary Decker wkroczyła w świat biegania, kiedy miała 14 lat, i wygrała pojedynek między USA i ZSRR w trakcie biegu w Mińsku w 1973 roku. W ciągu kolejnych 10 lat ustanawiała rozmaite rekordy na różnych dystansach, od 800 do 10 000 metrów. Była ładna i była biała. Ale nigdy jeszcze nie startowała w igrzyskach.

W 1976 r. odniosła kontuzję, a w 1980 r. USA zbojkotowały igrzyska. A teraz na jej drodze miało stanąć to chuderlawe dziecko, które spało pod jej plakatem! Dziewczynka z uczesaniem przypominającym mopa przeciwko przyczesanej ulubienicy Ameryki, dla której ta olimpiada była ostatnią szansą na olimpijskie złoto. 

REKLAMA

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. RW

Ale i Zola Budd nie czuła się pewnie. Obawiała się bowiem z jednej strony rumuńskiej mistrzyni Maricicy Puicy, a z drugiej – kilka dni wcześniej nadwerężonego ścięgna podkolanowego. I do tego wszystkiego był jej ojciec.

Zola zarabiała teraz duże pieniądze i Frank miał z tego spory udział. Zola powiedziała wreszcie ojcu, że chce się usamodzielnić. Mama Zoli, która nie potrafiła pocieszyć jej kiedyś po stracie Jenny, teraz była przy niej. Nie mówiła o tym, jak szybko córka ma pobiec, że musi być pierwsza. Chciała, żeby Zola miała spokój i czuła się szczęśliwa.

Dwa tygodnie przed olimpiadą Zola powiedziała ojcu, że nie chce, by jechał z nią do Los Angeles. Wyprawiła się tam z mamą. Wkrótce Frank przestał się odzywać zarówno do niej, jak i do swojej żony. Historia Los Angeles rozgrywała się wokół rywalizacji Decker i Budd. Budd opowie potem: „Bardzo źle się tam czułam, daleko od rodziny, domu, sama. To nie był najlepszy czas w moim życiu. Myślałam tylko o tym, żeby już mieć to za sobą”.

W niecierpliwie oczekiwanym finale na 3000 metrów Decker narzuciła swoje tempo, za nią bardzo blisko biegły Puica, Budd i Wendy Sly z Anglii. Kiedy po około 1600 m tempo trochę spadło, Budd przyspieszyła, wyprzedziła Decker i kiedy chciała biec znowu od wewnętrznej, jako pierwsza, Decker uderzyła prawym udem o stopę Budd, wytrącając ją z równowagi. Budd biegła dalej, a Decker za nią, trącając prawym butem jej łydkę. Po trzykrotnej powtórce tego zdarzenia Decker upadła, zdzierając z pleców Budd numer startowy. Budd biegła dalej.

Rozległy się gwizdy i wyzwiska. Potem sugerowano, że Budd zrobiła to celowo, że zagrała nieczysto, żeby wyeliminować współzawodniczki, zwłaszcza Decker. Inni mówili, że było to nieobieganie młodej biegaczki, brak doświadczenia w zawodach o światowym formacie.

To nie było czyste zagranie. Tak naprawdę, kiedy biegacz przesuwa się na prowadzenie, najważniejsze jest unikanie kontaktu z innymi biegnącymi. Jak na ironię Budd powiedziała, że wysunęła się na prowadzenie właśnie po to, by go uniknąć, kiedy biegła w stawce. Kiedy biega się boso, najlepiej jest biegać albo na prowadzeniu, albo na końcu. Koloseum stadionu Los Angeles grzmiało od pomruków niezadowolenia.

REKLAMA

Zola Budd: Biegam, by zachować spokój fot. RW

Wideo z potyczki Budd i Decker na IO w Los Angeles

 

„Widziałam, co się stało – powiedziała Burki, która przybiegła jako piąta. – Widziałam, jak Mary popchnęła Zolę od tylu. Zola wyprzedziła Mary i Mary wpadła na Zolę od tyłu. Kiedy się przewracała, popchnęła Zolę”.

Budd utrzymała równowagę pracą ramion i biegła dalej. Ciągle nie myślała o wygranej. Przypuszczała, że i tak Puica zaraz ją minie. Jednak to, co się naprawdę stało, dotarło do niej dopiero na kolejnym okrążeniu, kiedy zobaczyła leżącą i płaczącą Decker. Puica i Sly minęły Budd, ale ona znowu je wyprzedziła. Potem usłyszała okrzyki widowni. Rywalki ponownie wyprzedziły Budd, potem kolejne zawodniczki. Skończyła na siódmej pozycji.

Cały bieg finałowy na 3000 m na IO w Los Angeles

„Najbardziej martwiłam się tym, że jeżeli wygram, będę musiała stanąć na podium, a tego nie chciałam” – opowiadała potem. W tunelu, zaraz po zakończeniu biegu, Zola spotkała Decker. Było jej przykro, że tak się to potoczyło i przeprosiła swoją idolkę. „Spadaj stąd! – odparła wściekła Amerykanka. – Nie będę z tobą rozmawiać”.

Burki relacjonuje: „Widziałam tę sytuację. Zola podeszła do płaczącej Decker, przepraszając ją, a ta na nią nawrzeszczała. Nigdy tego nie zapomnę. To mogło się zdarzyć w każdym biegu i to nie była wina Budd. Zola była nieśmiałą dziewczynką i to ją bardzo przygnębiło. Ciężko poradzić sobie z poczuciem winy w tak młodym wieku”.

Poźniej, na konferencji prasowej, Decker oskarżyła Budd i ta została zdyskwalifikowana, jednak godzinę poźniej, po obejrzeniu taśmy wideo, dyskwalifikację cofnięto. Zola nie pojawiła się na konferencji. W autobusie dla brytyjskich sportowców spotkała zapłakaną dziewczynę. Budd spytała ją, czemu płacze, a ona odpowiedziała: „Z powodu tego, co ci zrobili”.

REKLAMA

REKLAMA

Choć minęło już 25 lat od pamiętnego biegu, Zola ciągle pamięta tamten moment. „To była jedna z najmilszych chwil w moim życiu” – mówi z przekonaniem. W grudniu 1984 roku Decker napisała list z przeprosinami do Budd, twierdząc, że zareagowała zbyt emocjonalnie. Jednak publicznie nie zamierzała jej przepraszać.

Podobnie jak po śmierci Jenny, tak i po tej niefortunnej olimpiadzie Zola zaczęła biegać jeszcze szybciej i trenować jeszcze więcej. Wygrała mistrzostwa w przełajach w 1985 i 1986 roku, ustanowiła rekordy świata na 5000 i 3000 na hali. W 1986 r. jej rodzice się rozwiedli i Budd zupełnie straciła kontakt z ojcem. Wiele osób radziło jej, by publicznie potępiła apartheid. By wystąpiła przeciwko swojemu krajowi. Ale ona była uparta.

„Moje stanowisko jest takie, że jako sportowiec powinnam mieć prawo do uprawiania mojej dyscypliny w spokoju. Seb Coe nie został poproszony, by publicznie potępić sowiecki ekspansjonizm, a od Carla Lewisa nie żąda się, by wyrażał swoją opinię na temat skandalu z bronią dla contras. Mnie jednak nie przyznano prawa do trenowania w spokoju, z dala od politycznych zawirowań. Dlatego postanowiłam nie wypowiadać się na ten temat. Nie chciałam dać satysfakcji ludziom, którzy by mnie dyskredytowali dlatego, że powiedziałabym to, co oni chcieliby usłyszeć”.

Jednak później napisała: „Biblia mówi, że wszyscy ludzie są równi przed Bogiem. Kłóci się to z segregacją rasową. Jako katoliczka uważam, że apartheidu nie można tolerować”. Zola przez całe życie musiała się tłumaczyć, dlaczego biega. Przez lata piętnowano ją za igrzyska olimpijskie w LA i jej niewypowiadanie się na temat apartheidu. Przypłaciła to załamaniem nerwowym i depresją. Wróciła do RPA, gdzie poznała swojego męża Michaela Pieterse, syna zamożnego biznesmena. Pobrali się w 1989 roku.

REKLAMA

Pięć miesięcy później znaleziono zwłoki ojca Zoli. Został zastrzelony w niewyjaśnionych okolicznościach. W 1991 roku Zola osiągnęła drugi czas na świecie na 3000 m. Późniejsze próby bicia rekordów oraz występy na igrzyskach były już mało udane. I dla świata biegowego zniknęła z oczu. Jak wielu przed nią i wielu po niej, ale jej historia nie jest taka jak historia innych.

Na trasie przełajów młode studentki próbowaly dogonić „mamuśkę”. Dla nich te podbiegi i zbiegi, przebiegane z dużą prędkością, były bardzo trudne. Ale nie dla Zoli, wychowanej w górzystych terenach RPA. Zola wygrała z młodymi biegaczkami z czasem 17:58. Dziś ma 49 lat i nadal biega. To jej życie. Bieganie ma we krwi – pamiętamy jej historię.

Obecnie startuje w maratonach. Debiutowała w 2003 roku w Londynie, ale zeszła na 35. kilometrze. W 2008 roku pobiegła maraton w rodzinnym Bloemfontain z wynikiem 3:10. Startowała też w New York City Marathon i ukończyła go z czasem 2 godziny 59 minut. W 2014 roku ukończyła Comrades Marathon z wynikiem 6:55:55.

Ma trójkę dzieci, obecnie mieszka w USA, by córki i syn mogli kształcić się w dobrym systemie edukacyjnym. Kiedy była dzieckiem, biegała dla zabawy. Później bieganie stało się ucieczką od żalu po stracie ukochanej siostry. A dziś, nawet jeżeli jest bardzo zawzięta, jeżeli chce się ścigać, chce się przede wszystkim sprawdzać, chce ciężko trenować i wyznaczać sobie nowe cele do zdobycia. Kolejne maratony biega pogodzona ze sobą. Bieganie znowu ją bawi, tak jak kiedyś. Może być nieśmiała, wrażliwa i mieć twarz anioła, ale ciągle jest mistrzynią.

Jednak ona nigdy nie biegała, żeby wygrywać. Większość ludzi nie myśli o tym, dlaczego biegają. Biegają, bo bieganie im pomaga, bo czują się lepiej. Nie zastanawiają się, dlaczego to robią. Zola Budd, niestety, musiała myśleć, dlaczego biega. Nie biegała dla medali, dla zwycięstwa, dla sławy. Biega z tych samych powodów, co wtedy, gdy zaczynała, a potem pogubiła się, by po latach znowu się odnaleźć.

„Biegam, żeby zachować spokój” – mówi  Zola. I doskonale wie, co to oznacza.

RW 01-02/2010

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ

REKLAMA

REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij