[ X ]

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu), wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych na zasadach wskazanych w "Polityce prywatności"

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
2.3

Biec czy nie biec dalej?

Silna wola bywa mocniejsza od organizmu. Ale czasem jej zwycięstwo może się dla nas źle skończyć. Radzimy, kiedy warto posłuchać rozsądku i zejść z trasy, a kiedy pozwolić, by ambicja poniosła Cię ku linii mety.

Prawdziwa walka toczy się w Twojej głowie, a podjęcie decyzji bywa czasami trudniejsze niż pokonanie trasy. (fot. Diego Cervo 2012/shutterstock.com)

W połowie biegu łapie Cię skurcz, kolka nie daje spokoju, but obciera mały palec, a w głowie trwa walka. Z jednej strony masz ochotę w tej chwili zrezygnować i zejść z trasy. To przecież tylko jakieś kilometry, które nie są warte takiego cierpienia. Zawsze możesz pokonać tę trasę rowerem.

Ale wtedy do głosu dochodzi ambicja. Przecież zejście z trasy to wstyd, oznaka słabości. Już ogłosiłeś wszem i wobec - w pracy, rodzinie, znajomym - że będziesz maratończykiem. Nie poddasz się z byle powodu.

W takich momentach decydujące starcie toczy się nie na trasie, ale w Twojej głowie. To od wyniku tej wewnętrznej batalii zależy, czy będziesz w stanie zebrać się w sobie i ukończyć bieg, czy wrócisz do domu bez medalu. I jedna, i druga decyzja może być bolesna - bieganie z bólem niesie ze sobą ryzyko poważniejszej kontuzji, a nieukończony bieg będzie Cię jeszcze długo dręczył. Załamanie formy może pojawić się w dniu startu, kiedy budzisz się z bólem brzucha czy gorączką, albo w czasie samego biegu (na przykład bolesny skurcz).

Bez względu na powód, takie utrudnienia to zawsze ciężki moment podjęcia trudnej decyzji. Niezależnie od długości dystansu decyzja o zejściu z trasy powoduje, że pojawia się wątpliwość, czy na pewno nie dałbyś rady. Ale kontynuowanie biegu mimo bólu może zamienić niewielki uraz w poważną kontuzję. Warto nauczyć się rozumieć, co sygnalizuje nam organizm, by w dobrym momencie podjąć odpowiednią decyzję.

Pomoc drogowa

Wykonując tak duży wysiłek, jakim jest start w wielokilometrowym biegu, nie zawsze czujemy się świetnie. Z pełnym przekonaniem można powiedzieć, że pewna dawka dyskomfortu to całkiem normalna rzecz przy pokonywaniu tak dużej ilości kilometrów na własnych nogach. Ale z reguły są to tylko nieznaczne dolegliwości i bez szkody dla organizmu możemy dalej biec przed siebie, nie ryzykując kontuzji. Wiele razy na trasie myślimy: „Już nie mogę!" albo „Nigdy więcej!", ale po minięciu mety od razu zapominamy, jak było ciężko.

REKLAMA

REKLAMA

Często w trakcie biegu odzywają się stare kontuzje, które jednak nie są przeszkodą w jego kontynuowaniu. Jeśli odczujesz pod koniec dystansu ból i rozpoznasz go jako od dawna dręczącą Cię i zdiagnozowaną już sprawę, najczęściej możesz biec dalej. Oczywiście, o ile sytuacja się nie pogarsza. Jeżeli jednak gwałtownie pojawia się ostry ból, jakiego do tej pory nie doświadczyłeś, powinna zapalić Ci się w głowie czerwona lampka.

Łagodny, tępy ból nie powinien być powodem do paniki. Za to kiedy pojawia się ostry, przeszywający czy kłujący ból, powinieneś od razu zwolnić, licząc na to, że minie. Jeśli sytuacja się nie poprawia, od razu skieruj się do punktu medycznego lub nawet, nie ruszając się z miejsca, wezwij pomoc. Ból, ucisk w klatce piersiowej lub duszność - to objawy wymagające natychmiastowej interwencji lekarza.

Zatrzymaj się też, jeśli poczujesz lub usłyszysz trzask: to pierwszy objaw naderwania mięśnia lub więzadła. Jeśli w porę podejmiesz decyzję o zejściu z trasy, ułatwisz sobie regenerację i szybciej będziesz mógł wrócić do sportu. Kontynuując bieg, ryzykujesz całkowitym zerwaniem mięśnia lub więzadła, skazując się na długą rozłąkę z bieganiem.

Kiedy powiedzieć sobie dość?

Czasem naprawdę warto odłożyć ambicje na bok i zwyczajnie odpuścić. Pytanie tylko, kiedy. Twój sposób poruszania się na trasie pomoże Ci ocenić, czy jesteś w stanie kontynuować bieg. Często już na pierwszy rzut oka widać, że coś nas boli, gdyż sygnalizuje to postawa naszego ciała. Czasem po prostu zwijamy się z bólu, łapiemy za bolące miejsce. Odbija się to też na technice biegu - nie mogąc w pełni obciążać jednej nogi, cały ciężar starasz się przenieść na drugą. Całe ciało krzyczy, że coś jest nie tak.

Zanim jednak ktoś się zlituje i ściągnie Cię z trasy, być może przedwcześnie, spróbuj po prostu zwolnić i dostosuj tempo do swoich aktualnych możliwości. Być może niepotrzebnie starasz się utrzymać tak szybki rytm. Czasem lepiej w ogóle jakoś dobiec do mety, ale przeżyć, niż polec, walcząc z nieosiągalnym rekordem.

REKLAMA

Załóżmy, że Twoim głównym celem jest pojawienie sie na mecie w określonym czasie (oczywiście rekordowo krótkim), a jego realizacja na trasie wybitnie Ci nie idzie. W tym przypadku poddanie się w odpowiednim momencie pozwoli Ci zachować siły do podjęcia kolejnej próby, np. tydzień później.

Takie podejście sprawdza się szczególnie wtedy, gdy w dniu startu dokucza nam przeziębienie, męczy grypa albo zjedliśmy coś ciężkostrawnego na kolację. Tego typu problemy najczęściej szybko znikają, więc w ciągu kilku dni znów możesz atakować swój rekord.

Co innego, jeśli uzyskane czasy mają dla Ciebie drugorzędne znaczenie, a bardziej liczy się sam udział w imprezie. Wówczas zwolnienie w chwili kryzysu i decyzja o dotarciu do mety choćby spacerkiem jest zawsze słuszna - nie ucierpi na niej ani Twoja ambicja, ani Twoje ciało.

Bez paniki

Nie zawsze sprawy mają się tak źle, jak nam się wydaje. Otarcia, odciski i skaleczenia mogą nas spowolnić, ale nie powstrzymują od ukończenia biegu. Chyba każdy biegacz przekonał się o tym, jak bardzo złe obuwie potrafi uprzykrzyć życie. Wszystkie pęcherze, uszkodzenia skóry warto wyleczyć przed kolejnym startem, ale jeśli dokuczają już na trasie, to często wystarczy zacisnąć zęby i dokończyć biegową misję.

Zdarzają się też nieszczęśliwe wypadki, kiedy w ferworze walki przewracamy się lub potykamy w ciężkim terenie. Kiedy już przydarzy Ci się upadek, rada jest prosta: jeśli możesz biec - biegnij. Dodajmy, że kuśtykanie, powłóczenie nogami i czołganie nie mieszczą się w definicji biegania. Ale trochę krwi na kolanie tylko podniesie rangę medalu, który otrzymasz na mecie.

Bez względu na to, czy w chwili słabości zaciśniesz zęby, czy zejdziesz z trasy, to doświadczenie da Ci naukę na przyszłość. Wiedząc, że przerwanie biegu to nie ujma na honorze, być może kiedyś uchronisz się przed kontuzją. Jeśli zdecydujesz się wytrwać, w przyszłości zaprocentuje to w walce o rekord, gdy uciszysz pojawiające się w Twojej głowie diabelskie podszepty: „Nie dasz rady!".

REKLAMA

REKLAMA

Powrót

Zejście z trasy biegu to jeszcze nie koniec świata. Niejedne mistrzostwa lekkoatletyczne, półmaraton czy maratony dowodziły, że zejście z trasy zdarza się nie tylko amatorom, ale też zawodowcom. Mądrzejsi o doświadczenia innych łatwiej poradzimy sobie, kiedy przyjdzie nam zrezygnować z biegu.

1. Bądź realistą

Podejdź do startu z pozytywnym nastawieniem, ale i świadomością, żę różne rzeczy mogą się zdarzyć. Jeśli zdasz sobie sprawę z tego, że nie każdy bieg może zakończyć się sukcesem lub rekordem i że niejeden lepszy biegacz miał taką sytuację, łatwiej pogodzisz się z ewentualnym niepowodzeniem - nie będziesz dzięki temu na siłę pozostawać na trasie.

2. Przygotuj się

Przemyśl różne scenariusze i zastanów się, jak postąpisz na przykład w razie odnowienia się kontuzji. Jeśli chore kolano zaboli pod koniec biegu, prawdopodobnie nie poddasz się przed metą. Ale jeśli przypomni o sobie już na starcie, może przemyślisz zwolnienie tempa i, nie zważając na rezultat, dasz sobie szansę na ukończenie biegu.

3. Miej plan awaryjny

Jeśli sprawy nie toczą sie zgodnie z założeniami, warto w takim momencie mieć plan awaryjny - inny bieg, na którym możesz się skoncentrować. W ten sposób łatwiej zapomnisz o niepowodzeniu.

4. Ucz się na błędach

Nie możesz cofnąć czasu, ale możesz wpłynąć na przyszłość. Przeanalizuj swoje przygotowania do biegu - nawodnienie, posiłki, treningi. Być może jest coś, co można zmienić następnym razem i w ten sposób uniknąć porażki. Niestety, najlepiej uczyć się na własnych błędach.

Przeczytaj również:

RW 05/2010

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij