[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

REKLAMA
REKLAMA
PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

TOP 10: Największe koszmary biegaczy

Denerwujące zaczepki, głupie spojrzenia, kłopoty ze sprzętem... Zapytaliśmy 10 znajomych biegaczy, co najbardziej przeszkadza im podczas treningu. Rezultat: 10 różnych odpowiedzi, a także 10 indywidualnych patentów na najbardziej irytujące rzeczy, które odbierają przyjemność z biegania, a czasem nawet zamieniają nasze hobby w koszmar.

TOP 10: Największe koszmary biegaczy fot. Rodale

1. Nie znoszę zapachu przepoconej odzieży

Piotr Józefiak, organizator biegów: Niechętnie wracam pamięcią do czasów, kiedy biegałem mroźną zimą w mokrych od potu bawełnianych koszulkach i pomimo ruchu przemarzałem do kości. Na szczęście, to już minęło. Teraz istnieje odzież techniczna, która odprowadza wilgoć od skóry i zapobiega przechłodzeniu. Ten niezwykle pomocny wynalazek sprawdza się zwłaszcza przy niesprzyjających warunkach pogodowych i sprawia, że bieganie jest przyjemniejsze.

Niestety, odzież oddychająca ma jedną wadę. Przeszkadza mi jej zapach, który jest nie do zniesienia nie tylko po treningu, ale nawet po praniu. Dodajmy, że ubrania tego typu trzeba prać w temperaturze 30 oC, a co za tym idzie, trudno pozbyć się przykrej woni potu.

Moje rozwiązanie: Po każdym treningu przepłukuję koszulkę w umywalce, a po trzecim użyciu wrzucam do pralki. I najważniejsze: używam specjalnych płynów do prania – mają przyjemny, świeży zapach, który neutralizuje nieprzyjemną woń potu.

Zobacz także: Jak prać buty i odzież do biegania? Poradnik czyszczenia sprzętu

2. Przeszkadzają mi wiecznie zaparowane zimą okulary

Anna Turecka, marketing RW: Moją zmorą podczas zimowych treningów są zaparowane okulary. Mam ten problem od lat, bo chociaż biegam na mrozie, pocę się, a do tego jeszcze oddycham przez szalik. Aby poprawić sytuację, musiałabym zdecydować, co jest dla mnie ważniejsze: dobra widoczność czy zdrowe gardło.

Okulary parują bowiem dlatego, że mokry i ciepły pot z twarzy skrapla się przy zetknięciu z zimnymi szkłami. Najprościej byłoby oczywiście biegać w soczewkach albo bez okularów. Pierwsze rozwiązanie odpada, bo w szkłach kontaktowych jest mi niewygodnie. Bez okularów jestem z kolei kompletnie ślepa. Co zrobić?

Moje rozwiązanie: Na początek najlepiej zakładać okulary trochę dalej od nasady nosa, aby poprawić wentylację. Polecam też szkła z tworzywa sztucznego (plastikowe) – parują mniej niż zwykłe. Od kropelek deszczu ochroni z kolei czapka z daszkiem. Przy mroźnej, zimowej pogodzie warto też kupić u optyka specjalny środek zapobiegający parowaniu. Domowe patenty, takie jak gliceryna, płyn do mycia naczyń, suche mydło czy plucie, na pewno nie pomogą, a mogą uszkodzić szkła.

REKLAMA

REKLAMA

3. Irytują mnie czerwone światła, na których muszę się zatrzymać

Adam Furyk, redaktor RW: Dwa miesiące temu przeprowadziłem się z małego miasteczka do Wrocławia i tylko czekam, kiedy dostanę mandat. Nie dlatego, że przekraczam prędkość albo parkuję w niedozwolonych miejscach. Prawie nie jeżdżę samochodem po mieście. Po prostu biegam. A to wbrew pozorom wcale nie jest tu tak łatwe.

Nieważne, czy biegnę na stadion, do parku, czy nad rzekę, wszędzie natykam się na czerwone światła. Rozwiązaniem może być ich ignorowanie, ale wtedy ryzyko zarobienia mandatu znacznie rośnie. Poza tym nie chcę dawać złego przykładu dzieciom.

Moje rozwiązanie: Przy małym ruchu szukam innego miejsca do przejścia przez jezdnię, ale ten patent nie sprawdza się w godzinach szczytu. Wtedy pozostaje czekanie na światłach. Przydaje się w stoperze funkcja automatycznego zatrzymania czasu (modele z GPS). Poza tym nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Teraz, kiedy odwiedzam rodziców, jeszcze bardziej doceniam miejsca, gdzie w trakcie trzygodzinnego treningu mija mnie zaledwie kilka samochodów.

Zobacz także: Mandat za przejście na czerwonym świetle – bieganie w mieście

4. Denerwują mnie ciągle rozwiązujące się sznurówki

Joanna Makowska, redaktor RW: Znowu to samo. Ledwo zaczęłam trening, a moje sznurówki znów są całe w błocie i wiją się za stopami niczym makaron. I jak je teraz wyczyścić, żeby nie pobrudzić sobie rąk? Nie ma szansy. Czy naprawdę tak trudno jest znaleźć jakieś techniczne rozwiązanie jednego z najczęstszych problemów biegacza? Moim zdaniem to jedyna rzecz, o którą nie dba nawet najlepszy producent butów sportowych, którego modele we wszystkich innych aspektach są bezkonkurencyjne. Tymczasem za długie i źle dobrane sznurówki wciąż są w stanie skutecznie i dotkliwie utrudnić mi trening. 

Moje rozwiązanie: Podwójny węzeł? Uchodzi co prawda za najprostszy patent, ale jest niepraktyczny, zwłaszcza wtedy, kiedy w trakcie treningu chcemy mocniej związać albo poluzować sznurowadła. Alternatywą mogą być różne techniki wiązania i specjalne rodzaje sznurówek. Niekiedy nadają się one także dla biegaczy, ale ich nauka bywa czasochłonna. Najprostszym i zarazem najszybszym rozwiązaniem jest wymiana sznurówek, zgodnie z zasadą: wstążki zamiast spaghetti.

REKLAMA

W końcu sznurówki do butów biegowych mogą wyglądać dowolnie, pod warunkiem że nie są śliskie i okrągłe, bo wtedy nie pomoże nawet najbardziej wymyślny węzeł. Szersze i płaskie lepiej się trzymają, a odpowiednio zawiązane nigdy nie odmówią Ci posłuszeństwa. Można je kupić w każdym sklepie obuwniczym. Rada dla oszczędnych: ponieważ sznurówki typu „wstążki” nie przecierają się tak szybko, można ich używać nawet wtedy, kiedy buty biegowe nie nadają się już do treningów. Wystarczy je wyciągnąć, wyczyścić, a potem trzymać jako tajną broń przeciw niereformowalnym, odpornym na apele biegaczy producentom butów.

Zobacz także: Jak wiązać buty do biegania? Historia węzła idealnego

5. Denerwują mnie spodenki do biegania bez kieszeni

Marek Dudziński, redaktor RW: Ubiegłe lato: cieszyłem się, że po dłuższej przerwie znów mogę trenować. Wysiadłem z samochodu, zamknąłem drzwi i chciałem gdzieś schować klucze. Zacząłem więc szukać kieszeni w moich nowych spodenkach do biegania. Niestety, bezskutecznie. Byłem wściekły na siebie, że przy ich zakupie brałem pod uwagę wygląd i materiał, a zapomniałem o praktycznych detalach. W lesie, oczywiście, klucze wypadły mi z dłoni i ukryły się gdzieś między pokrzywami. Marki spodenek lepiej nie będę wymieniał.

Kto może być tak nieprzewidujący, żeby nie wszyć do spodenek biegowych kieszeni na klucze lub inne drobiazgi? Chyba tylko niebiegający projektant. W końcu znalazłem klucze, ale na skutek poszukiwań całe moje przedramiona pokryły się czerwonymi bąblami. Swędzenie było do zniesienia, trudniej było pogodzić się z myślą, że zmarnowałem 5 minut, zgubiłem rytm i cały trening, który miał być przyjemnością, a stał się powodem irytacji na samego siebie.

Moje rozwiązanie: W tym roku „pokrzywowy” dramat na pewno się nie powtórzy. Od tamtego czasu wygląd odzieży sportowej jest mi kompletnie obojętny. Najważniejsze, żeby spodenki miały kieszeń na klucze. I nie tylko spodenki. W kurtkach biegowych kieszenie muszą być zamykane na zamek lub rzepy, albo przynajmniej mieć zapięcie wewnątrz nich, tak by można było do niego dopiąć klucze. Poza tym na długie bieganie zabieram teraz pas biodrowy z camelbakiem.

REKLAMA

REKLAMA

6. Irytują mnie świdrujące spojrzenia mężczyzn

Katarzyna Wysocka, instruktorka fitness: Może inne dziewczyny myślą inaczej, ale ja wychodzę z założenia, że kiedy wybieram się na trening, to chcę biegać, a nie flirtować. A już na pewno nie w głowie mi sprawdzanie swojego powodzenia u płci przeciwnej albo podnoszenie poczucia własnej wartości. „Powinnaś się cieszyć, przynajmniej wzbudzasz zainteresowanie” – mówią moje przyjaciółki.

Bardzo śmieszne. Ciekawe, na co mi faceci, którzy nie potrafi ą spojrzeć w oczy, tylko kierują swój wzrok wyłącznie tam, gdzie coś się kołysze albo podskakuje. Poza tym oni wcale nie patrzą. Oni taksują i mierzą, krótko mówiąc: perfidnie się gapią. I to nie tak, jakbym była szczególnie ponętnym stworzeniem. Mam dziwne wrażenie, że oni traktują biegaczkę jak łatwą zdobycz. A to jest jednoznaczne z pozwoleniem na polowanie…

Moje rozwiązanie: Kiedy biegam sama, na trening zakładam męskie ubranie, które pożyczam od mojego męża. Jego szafa jest całkiem spora, więc mam w czym wybierać. Mój partner jest w dodatku dosyć wysoki, dlatego jego ciuchy są na mnie za duże i najczęściej za szerokie. Jeśli założę do tego ciasno przylegającą, niebieską czapkę-skarpetę, wyglądam prawie jak smerf w ludzkim ubraniu. To z reguły załatwia sprawę.

7. Denerwują mnie właściciele agresywnych psów, puszczonych luzem

Paweł Kempa, redaktor RW: Podbiega do mnie, a raczej szarżuje z wyszczerzonymi kłami, ale nie chce się przywitać, tylko zaatakować. Najchętniej sam bym go ugryzł, albo przynajmniej lekko poszarpał. Powstrzymuję się jednak, bo sięga mi prawie do pasa. Znacie tą sytuację? Mówię o najbardziej stresującym ze wszystkich spotkań podczas treningu – spotkaniu biegacza z czworonożną bestią! W zasadzie nie mam nic przeciwko psom. Nie znoszę jedynie ich bezmyślnych właścicieli.

A najbardziej denerwują mnie teksty w stylu: „On wcale nie gryzie”. Może reaguję w ten sposób dlatego, że kiedyś taki właśnie „łagodny”, zdaniem właściciela, sierściuch, naprawdę mnie ugryzł. Do szału doprowadziło mnie jednak nie samo zachowanie psa, ale talent aktorski jego pana, który bez mrugnięcia okiem odparł: „On nigdy wcześniej nikogo nie ugryzł”. Tracąc panowanie nad sobą, wrzasnąłem w na niego. Oczywiście nie na psa, tylko właściciela.

REKLAMA

Inni przechodnie zaczęli się odwracać i patrzeć na mnie tak, jakbym to ja ugryzł tego nieszczęsnego owczarka. Nie ukrywam, że taka myśl przeszła mi przez głowę, ale jeszcze chętniej zaatakowałbym jego właściciela, który nie umiał odpowiedzieć na pytanie czy pies był szczepiony. Popołudnie spędziłem w szpitalu. Rana się paprała. Blizna i uraz do ujadających na mnie psów pozostał.

Moje rozwiązanie: Jeśli nie masz pewności co do intencji sierściucha, zacznij maszerować. Psy nieoswojone z biegnącą osobą traktują ją instynktownie jako zagrożenie. Specjaliści od tresury psów radzą, żeby zatrzymać się, ukucnąć i wyciągnąć rękę do powąchania psu, ale szczerze to nie miałem ochoty na testowanie tej sztuczki. Po prostu mam ze sobą gaz pieprzowy na psy.

Zobacz także: Bieganie bez strachu: 6 stresujących sytuacji i rozwiązania

8. Do szału doprowadzają mnie zaczepki typu: ”Dalej, dalej!”

Jacek Urbanowicz, redaktor online RW: Zazwyczaj wyczuwam to już z daleka. Ktoś z roześmianej i wprawionej w dobry humor grupy przechodniów zaraz coś krzyknie. „Dalej, dalej!” to wciąż klasyk. „Raz dwa, raz dwa!” także należy do kanonu. Na topie jest też nieco ironiczne „Szybciej, szybciej!”. Na szczęście ten fenomen w ostatnich latach wyraźnie osłabł, ale nic nie poradzę, że takie idiotyczne okrzyki w dalszym ciągu regularnie wyprowadzają mnie z równowagi i potrzebuję co najmniej dwóch kilometrów, żeby stłumić w sobie mieszaninę irytacji z powodu ludzkiej głupoty i złości na siebie samego za to, że przejmuję się zaczepkami.

Moje rozwiązanie: Ignorowanie okrzyków jest OK, ale najlepszym rozwiązaniem jest MP3. Ze słuchawkami na uszach nawet najbardziej uparty komentator w końcu pojmie, dlaczego nic mu nie odpowiadasz. Jeśli jednak muzyka przeszkadza Ci w bieganiu, proponuję ripostę np. w stylu: „Nie gadaj, tylko sam pokaż”. Przy odrobinie szczęścia adresat się uciszy, a może nawet odechce mu się głupich odzywek na zawsze.

9. Nienawidzę odcisków, które szpecą moje stopy

Agnieszka Warzecha, fotoedytor RW: Gdyby kilka lat temu ktoś zapytał mnie, jaką część mojego ciała uważam za najładniejszą, odpowiedziałabym, że stopy. Długo nie wiedziałam, czy mam uznawać to za komplement, kiedy mój partner mówił: „Masz takie piękne stopy”. Piękne oczy, wspaniała figura – OK, ale piękne stopy?! Zresztą to i tak już nieważne.

REKLAMA

REKLAMA

Od kiedy startuję w maratonach, mogę zapomnieć o tym atucie. Po zawodach moje stopy są oszpecone przez zadrapania, rany albo czarne paznokcie. Najbardziej przeszkadzają mi jednak odciski, które stają się tym większe, im lepsze czasy uzyskuję na długich dystansach. Powstają w wyniku nadmiernego rogowacenia naskórka w odpowiedzi na ucisk. A ponieważ nie można biegać w zbyt luźnych butach, robi się błędne koło: skóra staje się w delikatnych miejscach grubsza i uciska jeszcze bardziej.

Moje rozwiązanie: Na odcisk kładę pół rodzynka i przymocowuję go do stopy wąskim bandażem. Co 24 godziny zmieniam okład na nowy. Zazwyczaj po 4-5 dniach można delikatnie usunąć pęsetą jądro odcisku. Aby uniknąć zakażenia, kładę na zrogowaciały naskórek wacik nasączony wyciągiem z arniki, rozcieńczonym wodą.

Zobacz także: Problemy stóp biegacza: Pierwsza pomoc i kuracja

10. Irytują mnie rowerzyści nieszanujący innych

Przemek Walewski, redaktor RW: Zdaję sobie sprawę, że biegacze nie są pępkiem świata. Nie jesteśmy pojazdami uprzywilejowanymi, które mogę przemykać na czerwonym świetle, pod prąd, spychać do rowów pieszych. Dlatego staram się szanować innych i nie przebiegać po maskach samochodów. Wkurza mnie jednak, gdy za pępek świata uważają się rowerzyści. Nie wszyscy oczywiście. Myślę tu o niewyżytych młodzieńcach, którzy z głową spuszczoną na ramę walą przed siebie niczym tarany.

Biegacz jest bez szans w bezpośrednim starciu. Pamiętam, jak kiedyś, podczas treningu, nagle, w biały dzień, zobaczyłem wszystkie gwiazdy i poczułem się jak trafiony szrapnelem. Wjechał we mnie „góralem” jakiś młokos. Na wpół zamroczony próbowałem stanąć przynajmniej na czworakach, a facet warknął tylko „sorki” i pojechał. Ja pojechałem na pogotowie i lekarz zakwalifikował mnie na 7 dni L4.

Moje rozwiązanie: Jeśli muszę zrobić trening na asfalcie, robię to skoro świt. Ubieram też odblaskowe ciuchy, by być widocznym w każdych warunkach. Mam oczywiście oczy dookoła głowy i nie zmieniam gwałtownie kierunku biegu, jeśli nie jestem pewien, że mam wolną drogę. Jesienią i zimą nie ma problemu, ponieważ w parkach to biegacze stanowią zdecydowaną większość.

Zobacz także: Miejska dżungla: Jak biegać w świecie z betonu?

RW 10/2011

Komentarze

 (1)
ZOBACZ KOMENTARZE
REKLAMA
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij