[ X ]

Drogi Użytkowniku,

W związku z tym, że począwszy od dnia 25.05.2018 r. na terenie Polski obowiązują nowe przepisy regulujące kwestie ochrony Państwa danych osobowych, Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych), (dalej zwane RODO), Motor-Presse Polska sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu (53-238) przy ul. Ostrowskiego 7, wpisana do rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego prowadzonego przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia – Fabrycznej we Wrocławiu, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr KRS: 0000151026, NIP: 8990026326, REGON: 930327847 o kapitale zakładowym w wysokości 2.860.000,00 złotych zachęcamy do zapoznania się ze zaktualizowaną treścią "Polityki prywatności" naszych Serwisów. Znajdują się w niej szczegółowe informacje na temat zasad przetwarzania danych osobowych na naszych stronach internetowych.

Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej (również poprzez zamknięcie tego komunikatu) z wykorzystaniem domyślnych ustawień przeglądarki internetowej w zakresie prywatności, wyrażasz zgodę na przetwarzanie danych osobowych przez Motor-Presse Polska Sp. z o. o oraz naszych Zaufanych Partnerów do celów marketingowych, w szczególności na potrzeby wyświetlania reklam dopasowanych do Twoich zainteresowań i preferencji. Pamiętaj, że wyrażenie zgody jest dobrowolne. Możesz też odmówić zgody lub ograniczyć jej zakres zmieniając ustawienia plików cookies w przeglądarce.

Kontynuuj przeglądanie

PODZIEL SIĘ



OCEŃ
4.0

Kontuzja biegacza, czyli grecka tragedia z happy endem

Kontuzja zawsze pojawia się w nieodpowiednim momencie bez względu na poziom, który reprezentujesz, czy cele, jakie sobie stawiasz. Zobacz, na przykładzie tragedii dwójki biegaczy, jak poradzić sobie z urazem i wyjść z całego dramatu mocniejszym fizycznie i psychicznie.

Grecka tragedia na polskim treningu foto: archiwum prywatne, ilustracje: Viartmedia, shutterstock.com

Czasem nie chce nam się wyjść z domu na trening – bo za ciepło, za zimno, za wcześnie, albo pada deszcz. Niestety, często jest odwrotnie – bardzo, ale to bardzo chcemy biegać, lecz przez kontuzje nie możemy. Zaczyna się leczenie: lekarze, fizykoterapeuci, zabiegi... Leczymy ciało, ale pozostaje jeszcze zadbanie o... głowę, np. naderwanie ścięgna Achillesa wymaga wsparcia psychicznego.

Depresje, załamania nerwowe są często efektem urazów. Tragedia kontuzji przypomina tę opiewaną przez Greków: życie głównego bohatera ze szczęśliwego zmienia się w koszmar. Jednak dzięki sile psychicznej biegacz przezwycięża kryzys. Grecki chór opiewa jego triumf nad przeciwnościami losu, który jest zasługą nie tyle siły fizycznej, co przede wszystkim silnej psychiki bohatera. Chór, czyli eksperci i psychologowie, podpowiadają, jak „głową” biegacz może pokonać kontuzje.

Bohaterowie tragedii:

Robert Celiński, zawodowy biegacz

Cel: igrzyska olimpijskie

Kontuzja: naderwanie mięśnia płaszczkowatego łydki

 

Ela Peret, biegaczka amatorka

Cel: „życiówki” na 5 i 10 km

Kontuzja: blokada lewego i prawego biodra, blokada kręgosłupa

Akt I

Robert Celiński

Robert Celiński ponad połowę życia spędził, biegając. Jak sam mówi, do pewnego momentu był mało kontuzyjnym zawodnikiem. W listopadzie ubiegłego roku Robert zrezygnował ze wszystkiego, co nie było związane z bieganiem. Rzucił pracę w biurze, razem z trenerem Wąsowskim rozpisał treningi, zaplanował obozy treningowe, znalazł sponsorów.

Wszystko po to, by start w wiosennym maratonie ukończyć z jak najlepszym wynikiem. Robert trenował codziennie; do biegania doszedł basen, masaże, sauna. Od grudnia, gdy zaczyna się sezon biegacza zawodowego, dni były do siebie podobne – każdy składał się z treningów, regeneracji i kolejnych ćwiczeń.

Ela Peret

Ela Peret biega od 2009 roku. Dba o to, by jej plan treningowy był przemyślany. Nie porywa się z motyką na słońce – cierpliwie buduje bazę kondycyjną. Uwielbia biegać. Zarówno na treningach, jak i na zawodach jest ubrana w najmodniejsze ciuchy. Zawsze wygląda szałowo, ma sylwetkę biegaczki długodystansowej.

Chór ekspertów

Hal Higdon

Guru maratończyków na całym świecie zdecydowanie bardziej koncentruje się na treningach niż na zapobieganiu kontuzjom. Kontuzje uważa za coś nieuniknionego przy bieganiu. Radzi, aby pogodzić się z czasem, w którym nie możemy biegać, traktować go jako dodatkowy moment na odpoczynek. Taka rada może przydać się początkującemu biegaczowi, jednak zawodowiec albo chociażby amator, dla którego start w zawodach jest ważny, z niej nie skorzysta.

Matt Fitzgerald

Pomysłodawca „treningu umysłowego” (ang. brain training) w rewolucyjny sposób podchodzi do biegania. Treningi na bieżni, stadionie czy w terenie nie wystarczą, jeśli biegacz nie będzie „programował” swojego mózgu do biegania. Z kontuzjami jest podobnie: jeżeli biegamy „z głową”, przydarzają się nam dużo rzadziej. „Bieganie z głową” oznacza słuchanie swojego organizmu na równi z radami trenera. Tylko szczerość przed samym sobą pozwala uniknąć przetrenowania organizmu.

Akt II

Robert Celiński

Wszystko szło dobrze aż do stycznia. Po jednym z warszawskich biegów Robert pojechał do Szklarskiej Poręby na obóz. Właśnie tam zaczęła go boleć prawa łydka. Myślał, że to nic poważnego, że to tylko mały zakwas. Trenował dalej. Poszedł do masażysty.

„Nieraz miałem robione masaże i czułem się po nich rewelacyjnie. Tym razem okazać się miało odwrotnie” – mówi. Rano prawa łydka była tak gruba, jak udo. Szok. Na obozie spędził jeszcze 2 dni, łudząc się, że to minie, ale tak się jednak nie stało. Wrócił do Warszawy. Wizyta u fizjoterapeuty Szczepana Figata rozwiała całą tlącą się nadzieję. W mięśniu była dziura o wymiarach: 3 cm długości, 1 cm szerokości i 0,5 cm głębokości. Łudził się, że samo przejdzie. Chciał się obudzić zdrowy.

Chciał zabiegać kontuzję. „To było głupie, jednak nie miałem innego pomysłu. Gdy do mnie dotarło, że kontuzja jest poważna, dostałem małej depresji. Nie wychodziłem z domu, nie odbierałem telefonów. Patrzyłem, kto do mnie dzwoni, po chwili komórka przestawała migotać. Leżałem w łóżku. Nie miałem na nic ochoty” – wspomina. Znajomi chcieli zgłosić zaginięcie Roberta na policji, bo nie było ze nim żadnego kontaktu.

„Przestałem ładować komórkę. Zniknąłem ze świata. Jeżeli wszystko kręci się wokół biegania, a tu nagle okazuje się, że tego biegania nie ma, to tak jakby całe życie zniknęło” – opowiada.

Ela Peret

Jak sama mówi, w ciągu ostatnich 2 lat odwiedziła prawie wszystkie poradnie rehabilitacyjne w Warszawie. „Powiedzieli mi, że czeka mnie wózek inwalidzki. Albo rozkładali ręce. Bywało i tak, że słyszałam diagnozę, iż kilka zabiegów pozwoli mi znów biegać. Potem okazało się, że zabiegów będzie nie kilka, ale kilkanaście, czasem kilkadziesiąt. To wszystko oczywiście prywatnie. Wydawałam fortunę”.

Ela nie miała normalnych dla biegaczy objawów: po prostu „coś” się blokowało i nie mogła biegać. „Historia kontuzji jest tak samo długa, jak mojego biegania. Najpierw blokada lewego biodra w 2009 roku, pół roku później, na obozie biegowym, blokada drugiego biodra. Za każdym razie absolutny zakaz biegania. Raz wzywano do mnie karetkę na zawodach w Warszawie, bo zablokował mi się kręgosłup” – wspomina.

Akt III

Robert Celiński

Z pomocą przyszedł mi mój długoletni fizykoterapeuta Szczepan Figat. Wiedział, gdzie mieszkam, przyszedł do mnie do domu. Powiedział, że od jutra codziennie muszę pojawiać się u niego na zabiegach i ćwiczyć. Na początku było ciężko, ale Szczepan okazał się bardzo cierpliwy. Wiedział, że jak zacznę treningi zastępcze, to wpadnę w rytm i już będę ćwiczył, będę silniejszy psychicznie, a to dobry początek, by wyjść z dołka” – wspomina. Najważniejsze było to, że Robert znów ćwiczył.

Nie było to bieganie, ale wiele różnych zajęć uzupełniających, które też mocno dawały mu w kość. Wiedział, że codziennie musi wyjść z domu. Znów wpadł w rytm. Naładował telefon, zaczął oddzwaniać do znajomych. Poszedł do fryzjera: włosy były już bardzo długie i wyglądał prawie jak hipis. Kupił sobie nową parę butów do biegania – tak na nowy początek. Wracał do świata żywych. Nie był to jeszcze świat biegaczy, ale zawsze coś.

„Zrozumiałem, że kontuzja to nie koniec świata. Można treningami zastępczymi dbać o formę, albo przynajmniej nie stracić jej całej. Przygotowania do sezonu przepadły i tego nie odmienię. Wiele razy analizowałem, co poszło źle. Czy gdybym nie poszedł do masażysty w Szklarskiej, to łydka by mniej ucierpiała? Gdybym tak bardzo nie trenował, to czy bez kontuzji udałoby mi się spełnić moje ambitne plany na początek sezonu? Tego nigdy się nie dowiem" - wspomina biegacz.

"Jestem gościem, który angażuje się całkowicie i poświęca, by osiągać zamierzone cele. Dlatego gdy Szczepan, trener i lekarze uznali, że kontuzja jest zaleczona, wróciłem do treningów. Musiałem zrobić nowe plany. Teraz przygotowuję się do Mistrzostw Europy Masters w Zgorzelcu” – mówi Robert.

Przed nowym sezonem wszystko postawił na jedną kartę. Nie udało się. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie siedzi już w biurze: biega i pracuje z tymi, którym naprawdę zależy na bieganiu.

„Kontuzja wiele mnie nauczyła i tę wiedzę przekazuję innym. Moje życie znów kręci się wokół biegania. Mam 39 lat, od 20 biegam. Teraz już wiem, że nawet jak nie mogę biegać z powodu kontuzji, to potrafię dbać o swoją formę. To było widać, gdy w końcu wróciłem do biegania po kontuzji. Owszem, wiosenny maraton był już poza moim zasięgiem, ale myślę, że w tym sezonie jeszcze porządnie powalczę” – kończy Robert.

Ela Peret

Ela jest osobą o mocnej psychice. Powiedzenie o niej, że biega pomimo wszystko, to mało. Lekarze mówili, że nie ma szans. Powinna się cieszyć, że może normalnie funkcjonować. Jednak Ela szukała pomocy – wszędzie, gdzie to możliwe. W końcu trafiła na trenerkę, która myślała niestereotypowo. Agnieszka Senk-Kruszewska, z którą Ela ćwiczyła kilka miesięcy, zaproponowała przede wszystkim treningi oparte na rozciąganiu i gimnastyce. Bieganie było dodatkiem. Okazało się, że to świetne rozwiązanie.

Ela biega, wyniki ma rewelacyjne: na 5 km „nabiegała” 21:47. „Nigdy nie użalałam się nad sobą. Jestem człowiekiem kontuzją. Więcej miesięcy się leczę, niż biegam. Jest jak jest. Bardzo ważne jest dla mnie wsparcie i porady trenerki. Myślę, że to, że mój chłopak biega, nie jest bez znaczenia. Mam wsparcie. Wiem, że mogę liczyć na przyjaciół” – zapewnia. Czas kontuzji Ela traktuje jako alternatywny sposób przygotowywania się do zawodów. Zamierza jeszcze dużo biegać. Kiedyś bez bólu. Wierzy, że to tylko kwestia czasu.

„Teraz jestem skoncentrowana na treningach. Tyle gimnastyki i rozciągania jeszcze nie miałam. Na efekty czekam cierpliwie. Wracam szczęśliwa z każdego treningu. Nie narzekam. To nic nie zmieni, a ja lubię się uśmiechać” – kończy Ela.

Chór ekspertów

dr Kamil Wódka

Psycholog sportowy pracujący z olimpijczykami. Uważa, że nie ma prostych rad pasujących do każdego kontuzjowanego biegacza. Najważniejsze jest to, by zastanowić się nad stanem, w jakim znajduje się zawodnik. Model żałoby zaproponowany przez Elizabeth Kubler-Ross można zastosować również do przeżywania przez zawodnika kilku stanów, faz po kontuzji. Biegacz nie musi odczuwać ich w takiej samej kolejności, czasem pomija którąś z nich.

Pierwsza faza to zaprzeczenie – kontuzji nie było. Druga to gniew, czasem nawet wściekłość na samego siebie, na innych, na brak szczęścia. Kolejna faza, trzecia, to targowanie się – nie wiadomo z kim i o co. Biegacz obiecuje sobie, że jeżeli obudzi się jutro bez kontuzji, to wtedy zrobi to i to. Wreszcie przychodzi czas uświadomienia sobie tego, co się stało – jest to czas depresji, załamania, obniżonego nastroju. Wtedy przychodzi moment na pogodzenie się ze stratą, zrozumienie stanu rzeczy po kontuzji. W ostatniej fazie biegacz formułuje problem, godzi się z kontuzją: wtedy rehabilitacja przynosi dużo lepsze efekty.

Zdaniem dr. Wódki kontuzje mogą pomagać zawodnikowi lepiej zrozumieć rzeczywistość. Są to chwile kryzysowe – jeżeli kryzys ten jest rozwiązany pozytywnie, to może wzmocnić zawodnika. Biegacz odnoszący sukcesy otaczany jest przez wiele osób; w przypadku kontuzji przekonuje się, na kogo naprawdę może liczyć. Staje się bardziej odporny, przeformułowuje system wartości i uzyskuje świadomość, kto jest jego prawdziwym przyjacielem.

Kontuzjowanym zawodnikom dr Kamil Wódka pomaga przy użyciu treningu wyobrażeniowego. Opiera się on na założeniu, że wizualizacja wzmacnia procesy regeneracyjne. Pod kierunkiem psychologa biegacz może wyobrażać sobie, co dzieje się w jego organizmie, stymulując w ten sposób procesy regeneracyjne. Zdaniem dr. Wódki to naprawdę przynosi efekty – po kontuzji zawodnik szybciej wraca do zdrowia.

Zobacz także: List otwarty od cierpiącego kolana do jego właściciela

Jak sobie pomóc w przypadku kontuzji?

4 sposoby na to, by na powrót cieszyć się zdrowiem.

  • Nie bagatelizować bólu, być szczerym przed sobą samym – jeżeli coś nas boli, pójść do specjalisty, powiedzieć o tym trenerowi. Unikniemy wtedy pogorszenia kontuzji, szybciej będziemy mogli wrócić do treningów.

  • Dzielić się sukcesami i porażkami. Rozmowy z przyjaciółmi pozwalają „przegadać” zarówno zwycięstwo w zawodach, jak i kontuzję na treningu. Nie jesteśmy wtedy sami – zarówno w dobrych, jak i złych chwilach.

  • Każdemu przyda się optymizm. Patrzenie przez różowe okulary bywa zwodnicze, możemy wtedy nie widzieć zagrożeń (np. narastającego zmęczenia organizmu związanego z przetrenowaniem). Doza dobrego humoru i optymizmu przyda się wszystkim.

  • Jeżeli czujemy, że nie jesteśmy w stanie sami sobie pomóc, warto skorzystać z pomocy specjalisty. Przecież sami nie leczymy sobie zębów, tylko idziemy do dentysty. Podobnie powinno być z naszą psychiką – spotkanie z psychologiem sportu z pewnością nam nie zaszkodzi!

RW 08/2012

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
ZOBACZ RÓWNIEŻ Zamknij