REKLAMA

Trudna sztuka mediacji: jak biegać bez kontuzji?

Czasem warto iść na kompromis, nawet jeśli jest to kompromis z Twoim odwiecznym, znienawidzonym wrogiem. Wypracowanie porozumienia to bowiem często jedyny sposób, żeby móc dalej robić to, co kochamy.

Trudna sztuka mediacji: jak biegać bez kontuzji? Lightspring/shutterstock.com
fot. Lightspring/shutterstock.com

Mediator: Dzień dobry. Moją rolą jest słuchanie tego, co mają Państwo do powiedzenia. Będę pilnować porządku, kolejności zabierania głosu, czasu wypowiedzi. Państwo są tutaj dla siebie, to od Was zależy, jakie porozumienie wypracujemy. Przypominam, że mamy dla siebie 5 spotkań po 60 minut. W czasie ostatniego podsumuję, co udało się nam wspólnie ustalić. Proponuję, by zaczęła Pani. A Pana bardzo proszę o nieprzerywanie, tylko wysłuchanie do końca.

Pani K.: Trudno mi o tym mówić. Sama nie wiem, od czego zacząć. On mnie zawsze lekceważył. Gdy wysyłałam sygnały, takie malutkie, po to, aby mnie zauważył – nic. Udawał, że mnie nie ma. Nigdy mnie nie szanował. Jesteśmy razem od lat, a nigdy nie zastanowił się chwilę, o co mi chodzi, co ja mogę czuć. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można być tak zamkniętym, głuchym i bezmyślnym.  

Mediator: Bardzo proszę, niech Pani mówi o tym, co Pani czuje. Nie może Pani wiedzieć, co jest w innej głowie. Ważne, by mówić to, co jest w nas, a nie to, co nam się wydaje, że druga strona może czuć.

Pan B.: Czy mogę się jednak na moment wtrącić?

Mediator: Proszę poczekać. Pani skończy i wtedy będzie Pańska kolej.

Pani K.: No właśnie, on nigdy mnie nie słucha. Wie lepiej i już.

Mediator: Przypominam Pani o zasadach naszej mediacji.

Pan B.: Nie będę tutaj siedział i słuchał tych głupot. Ja jej nigdy nie chciałem, to nie był mój wybór, zostałem w to wrobiony! Inaczej planowałem przyszłość. Ja jej nienawidzę!  

Mediator: Bardzo proszę o zachowanie spokoju. Jesteśmy tutaj po to, by Państwo znaleźli rozwiązanie, by wypracować układ, w którym obydwie strony będą się czuły szanowane, a nie tylko obrażane.

REKLAMA

REKLAMA

Pan B.: Dobrze, to ja opowiem, o co chodzi, bo myślę, że Pan Mediator nie zdaje sobie sprawy, o czym opowiadam. Przez osiem miesięcy przygotowywałem się do startu w najważniejszych dla mnie zawodach. Tak zwany start A. Wszystko było temu podporządkowane. Udało mi się wygospodarować dodatkowe dni urlopu – po to, bym przed najważniejszym dla mnie dniem mógł się wyspać, wypocząć. Wszystko szło zgodnie z planem. Treningi, odżywanie, regeneracja – wszystko, powtarzam: wszystko, tak jak trener rozpisał.

I co? W przeddzień startu, rozumie Pan, w PRZEDDZIEŃ pojawia się ona. Bez zapowiedzi, roszczeniowa jak zawsze. Czego chce? Oczywiście wszystkiego! Nie mogła wybrać gorszego momentu. Jakby się czaiła przez te kilka miesięcy. Nie uwierzę, że nie wiedziała, czym jest dla mnie ten start. Efekt? Zostaję w domu, nie startuję. Poświęcam jej mój najważniejszy dzień w roku. Ma to, co chciała!

Pani K.: Wcale tak to nie wyglądało. Widziałam te jego przygotowania. Pożal się Boże! Przez 8 miesięcy mówiłam, że muszę się z nim spotkać. Wysyłałam mu sygnały. Ale on, po swojemu, mnie ignorował. Udawał, że nie słyszy, wypierał się nawet przed swoim trenerem, kłamał, że nigdy nic do niego nie mówiłam. Odwlekał spotkanie, przekładał, kombinował. Czułam się coraz bardziej lekceważona, niechciana. On uważał, że wszystko wie lepiej.

Zebrałam się w sobie, całymi swoimi siłami udało mi się do niego dostać w przeddzień startu. Odetchnęłam, że dzięki mnie nie wystartował. Ale on tego i tak nie docenił. Ja przecież uratowałam mu życie, zdrowie, a on nienawidzi mnie jeszcze bardziej! Zupełny brak zrozumienia! Jakby słuchał mnie choć trochę, to by wystartował w tych swoich najważniejszych zawodach…  

REKLAMA

Mediator: Państwa związek jest bardzo burzliwy, ale może wspólnie zastanowią się Państwo, jaki układ są w stanie sobie zaproponować. Ważne jest to, by zdać sobie sprawę, że mają Państwo przed sobą jeszcze wiele wspólnych lat, by sprawiać sobie jak najmniej przykrości, by nauczyć się siebie słuchać, a nawet współpracować. Wtedy wszystkim będzie łatwiejsze. Proponuję, by Pan zaczął od tego, co Pan może zaproponować od siebie.

Pan B.: Jak już mówiłem, ja jej szczerze nienawidzę.

Mediator: To już wiemy, ale takie podejście do niczego nas nie doprowadzi. Proszę spróbować się zastanowić, co mogą Państwo razem robić i kiedy, tak by w rozpoczynającym się sezonie znów nie było takiego spotkania jak ostatnio.

Pan B.: Niech pomyślę. Dobrze, mogę zwracać większą uwagę na to, co ona do mnie mówi. Ale to nie może być tak, że będę wyczekiwał jej najmniejszego ruchu, a potem rezygnował z tego, co kocham, i całe moje życie podporządkowywał jej. Tego nie mogę obiecać, nie ma mowy.

Pani K.: Wystarczy, żebyś mnie zauważał. Wiesz dobrze, że nigdy nie przyszłam do Ciebie niezapowiedziana. Nie lekceważ mnie. Ja przecież zawsze chcę dla Ciebie jak najlepiej. Nie jestem złośliwa, robię to dla Twojego dobra.

Pan B.: Nie, tego się nie da słuchać! Dla mojego dobra! Nie bądź śmieszna! Nigdy nie wybrałaś dobrego momentu na spotkanie! Za każdym razem niszczysz wszystko, na co tak ciężko pracowałem!

Pan K.: To nieprawda. Ja Cię chronię! Dbam o Twoje życie! Gdyby nie ja, to byś wystartował w tym cholernym maratonie i zerwał achillesa! Ups. Powiedziałam za dużo… Dzięki mnie zostałeś w domu, ścięgno było tylko naciągnięte i już po dwóch tygodniach mogłeś wrócić do treningów! Doceń to!

REKLAMA

REKLAMA

Mediator: Proszę Państwa, nie ma sensu koncentrować się tylko na tym wydarzeniu. Zastanówmy się wspólnie, co mogą Państwo sobie zaproponować. Na razie Pan zadeklarował, że będzie Panią zauważał, ale ważne jest, by Pani nie była zbyt zaborcza, wybierała właściwe, czyli takie, które nie zniszczą planów Pana, momenty na spotkanie.

Pani K.: Ja wciąż powtarzam, że robię to dla jego dobra! On nic nie rozumie…

Minęło 5 tygodni. W czasie ostatniego spotkania Mediator tak oto podsumował pełne bólu i wzajemnych oskarżeń rozmowy Pani K. i Pana B.

Mediator: To był trudny dla wszystkich czas. Opowiadali Państwo o swoim trwającym już wiele lata związku. Cieszy się, że teraz rozumieją się Państwo lepiej, bo przecież będą Państwo dalej razem. Przypomnę, że Pan zobowiązał się nie ignorować Pani obecności, Pani za to obiecała, że spotkania Państwa będą rzadkie i nieniszczące planów startowych. Wierzę, że nawet w tej trudnej relacji uda się Państwu żyć obok siebie, nie niszcząc siebie wzajemnie. Zgadzam się z Panem, że ograniczenie spotkań jest dobrym pomysłem. Przypomnę, że zobowiązała się Pani śledzić kalendarz startów i nie spotykać się z Panem w tych najważniejszych dniach.

Dziękuję Państwu za szczerość, otwartość i chęć dialogu. Wszyscy wiemy, że nie było łatwo. Pozostaje mieć nadzieję, że będą Państwo przestrzegali wzajemnych ustaleń. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości wiedzą Państwo, gdzie mnie znaleźć. Myślę jednak, że wystarczy jak w trudniejszej chwili zerkną Państwo do dokumentu, który przed chwilą Państwo podpisali. To przecież Państwa umowa: Pani Kontuzji z Panem Biegaczem.

Zobacz także:

RW 01-02/2015

Komentarze

 
DODAJ KOMENTARZ
REKLAMA